Czy dziadek wyszedł z szafy? Książka "Wszystkie kolory świata" już dostępna! [FRAGMENT]

"Wszystkie kolory świata" to książka niezwykła. Wzięła się z odruchu solidarności z dzieciakami, które znają smak szykan i wykluczenia z powodu swojej inności. Inności, która może być darem, bogactwem, ale i ciężkim brzemieniem. 43 pisarzy i ilustratorów stworzyło 20 wyjątkowych utworów, które odwołując się do empatii, przynoszą nadzieję na lepszy i otwarty na różnorodność świat. Publikujemy fragment książki.

Publikujemy fragment opowiadania Anny Onichimowskiej z książki-cegiełki "Wszystkie kolory świata" (Autorzy zebrani) opublikowanej przez Wydawnictwo Agora dla dzieci. Ilustracje: Igor Kubik. (instagram.com/igor.kubik/)

Dochód z książki przeznaczony jest na wsparcie 116 111 - ogólnopolskiego telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży, prowadzonego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę.

Partnerzy: Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Rzecznik Praw Obywatelskich, Empik.

Książka już w sprzedaży!

kulturalnysklep.pl/wszystkiekoloryswiata

publio.pl/wszystkie-kolory-swiata,p726512.html

empik.com/wszystkiekoloryswiata

Dziadek wyszedł z szafy?

tekst: Anna Onichimowska

ilustracje: Igor Kubik

Dziadek miał na imię Marcin, był ojcem mojego taty i pracował jako dziennikarz. My - to znaczy ja, Staś, moja starsza siostra Zosia i rodzice - mieszkaliśmy pod Warszawą, a dziadek w centrum. Babcia zmarła już pięć lat temu, ale dobrze ją pamiętałem. Była wesoła i wysportowana. To ona nauczyła mnie jeździć na nartach. Wciąż mam takie zdjęcie: mały ja, ona i dziadek na ośnieżonym stoku.

Był koniec kwietnia. Sadziłem wspólnie z rodzicami rośliny, kiedy skrzypnęła furtka i pojawił się dziadek. Nie słyszeliśmy, jak podjeżdżał. Nigdy nie odwiedzał nas bez zapowiedzi, więc to była prawdziwa niespodzianka. Podbiegłem, żeby się przywitać. Uwielbiałem dziadka: grał ze mną w piłkę i przynosił mi fajne książki. Nigdy się nie nudziłem w jego towarzystwie.

Ale wówczas, gdy przykucnął, mierzwiąc mi swoim zwyczajem włosy, zauważyłem, że jest poważny jak nigdy, i pomyślałem, że to nie jest taka normalna wizyta. Rodzice pewnie wiedzieli już wcześniej coś, o czym nie miałem pojęcia, bo podnieśli się tylko, otrzepując ręce z ziemi, i tak stali, przyglądając mu się, jakby widzieli go po raz pierwszy.

A potem poprosili, żebym pobawił się sam w ogródku albo sobie poczytał, słowem - zajął się sobą - bo oni chcą porozmawiać. I weszli do środka.

Wcale mi się to nie spodobało, normalnie uczestniczyłem w rozmowach, a tu jakieś tajemnice! Podstawiłem skrzynkę pod okno, stanąłem na niej i próbowałem podsłuchiwać, ale docierały do mnie tylko strzępki zdań, z których nie umiałem sklecić niczego sensownego. Zorientowałem się, że tato jest zdenerwowany, a mama próbuje go uspokajać.

Zeskoczyłem w ostatniej chwili, słysząc kroki Zosi. Położyłem palec na ustach i odciągnąłem ją w najdalszy kąt ogrodu.

- Przyjechał dziadek - szepnąłem. - Coś się wydarzyło, ale nie wiem co.

- Mogę ci powiedzieć - oznajmiła tonem wszechwiedzącej starszej siostry. - Wyszedł z szafy. A przynajmniej na to wygląda.

Zamrugałem oczami.

- Kto siedział w szafie? - spytałem po dłuższej chwili.

- No on, dziadek! Bo nagle zamieszkał z facetem.

- Aha… - bąknąłem. - Skąd wiesz?

- Wiem i już - oznajmiła z wyższością. Była tylko cztery lata ode mnie starsza, ale lubiła udawać dorosłą.

- No i co teraz? - spytałem nie bardzo mądrze, bo nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Przecież dziadek wygląda wciąż dokładnie tak samo jak dwa tygodnie temu, kiedy graliśmy sobie u niego w szachy. Nie przestał być naszym dziadkiem, to pewne. A jednocześnie stał się kimś innym?

Ilustracja do opowiadania 'Dziadek wyszedł z szafy?' Anny Onichimowskiej z książki  'Wszystkie kolory świata'Ilustracja do opowiadania 'Dziadek wyszedł z szafy?' Anny Onichimowskiej z książki 'Wszystkie kolory świata' Igor Kubik

Mieliśmy takiego chłopaka w klasie, Jurka, który jak chciał komuś dokuczyć, wyzywał go od homoniewiadomo i nazywał "pedałem". Szczególnie przyczepił się do Bartka, który miał coś z nogami, więc nie chodził z nami na gimnastykę. Wiedzieliśmy, że gra na skrzypcach. I że mieszka tylko z mamą. Bartek nie umiał się bronić, więc często obrywał. Było mi go żal, ale podobnie jak wszyscy bałem się narazić Jurkowi i udawałem, że nic mnie to nie obchodzi.

No ale wiedziałem, że być pedałem to nic wesołego, bo człowiek tylko ściąga na siebie kłopoty. Chociaż do końca nie miałem pojęcia, co to dokładnie znaczy.

Myślałem sobie o tym wszystkim, gapiąc się na Zośkę, która również gapiła się na mnie. Z politowaniem.

- A co ma być?! - spytała trochę za głośno, więc spojrzałem niespokojnie w stronę domu. - Będzie teraz z nim mieszkał. Nie martw się. - Objęła mnie nagle. - Nic się strasznego nie dzieje. Przynajmniej nie będzie sam.

• • •

- Prawdopodobnie będą musieli się gdzieś przeprowadzić. Ktoś im wczoraj namazał na drzwiach różne obrzydlistwa. I porysował drutem samochód Filipa - powiedziała mama.

- Tak ma na imię przyjaciel dziadka? - spytałem, a ona tylko pokiwała głową.

Osobiście zobaczyłem go z miesiąc później. Był również dziennikarzem, tyle że sportowym.

Emocje u mnie w domu opadły, chociaż tato wciąż słabo sobie radził z nową sytuacją i powtarzał, że jego ojcu "odbiło".

- Przestań! - denerwowała się wówczas mama. - Byłoby mu łatwiej, gdybyś to zaakceptował. A poza tym nie wiesz, jakie relacje ich łączą. Może po prostu się przyjaźnią i miło im mieszkać razem. To jest wyłącznie ich sprawa.

- No właśnie! - wtrąciłem się wówczas, a tato popatrzył na mnie ze zdumieniem.

- Co "właśnie"?! - wykrzyknął.

- Każdy ma prawo żyć po swojemu - wygłosiła Zośka.

Popatrzyłem na nią z podziwem.

- Niektórym przeszkadza, jak ktoś jest inny. Na przykład w naszej klasie jest taki chłopak, którego przezywają "pedałem"… - opowiedziałem im całą historię, dodając, że ostatnio chłopaki strącili Bartkowi z nosa okulary i one się stłukły.

- A ty co w tym czasie robiłeś? Gapiłeś się tylko?! - wrzasnęła Zośka.

Szczerze mówiąc, właśnie tak. A nawet gorzej, bo udawałem, że nie widzę.

- Wszyscy się gapili - mruknąłem.

- Porozmawiam z waszą wychowawczynią - oznajmił tato.

W nocy wierciłem się z boku na bok i kompletnie nie mogłem usnąć. Zośka nawrzucała mi od "tchórzy" i dodała jeszcze, że jak się nie reaguje, to jest się współwinnym. Mądrala! Ciekaw jestem, co ona by zrobiła w takiej sytuacji!

No ale następnego dnia postanowiłem nie spuszczać Bartka z oka, a nawet przysiadłem się do niego na przerwie, kiedy zaszył się gdzieś w kącie. Zauważyłem od razu, że ma nowe okulary. Skomentowałem, że ładne, a on mi odpowiedział, że przenosi się niedługo do innej szkoły.

Pomyślałem o tym, co mówiła mi mama. Że dziadek z Filipem planują przeprowadzkę. No ale ile razy można się przeprowadzać? I skąd wiadomo, że gdzie indziej będzie lepiej?

I wtedy do nas podeszli. Było ich trzech.

- Spadaj - powiedzieli do mnie, ale ani drgnąłem. - Też jesteś pedałem? - spytał ten najgrubszy.

- Jestem, a co, nie mam prawa? - powiedziało mi się, zanim pomyślałem.

Zatkało ich na chwilę. Wykrzykiwali coś jeden przez drugiego bez sensu, kiedy zabrzmiał dzwonek, a nam się udało wrócić do klasy.

- Dziękuję - szepnął Bartek.

Na następnej przerwie zauważyłem, że coraz więcej osób gapi się na mnie i chichocze. Przysiedliśmy z Bartkiem na parapecie. Byłem pewien, że zaraz do nas podejdą. I że tym razem oberwiemy obaj. Ale nagle wyrosła obok Zośka. Zwykle każde z nas trzymało się swojego towarzystwa.

- Cześć! - przywitała się z Bartkiem. - Jestem jego siostrą. - Pokazała mnie palcem. - Masz rodzeństwo?

- Młodszego brata - powiedział. - Jeszcze nie chodzi do szkoły.

Po chwili pojawili się oni. Tym razem wzmocnili siły o jeszcze dwóch, tyle że tamci stali nieco z tyłu.

- Co tutaj robi ta lesba? - warknął Jurek.

Zośka kontynuowała rozmowę z Bartkiem, nie zwracając na nich uwagi.

Któryś szarpnął mnie za bluzę, inny za Bartka włosy. Stanęła z nimi nos w nos.

- Wiecie, kto wygrał zawody juniorów Warszawy w karate?

Wzruszyli ramionami.

- A bo co? - spytał zaczepnie Jurek.

- Bo to ja. I jeśli jeszcze kiedyś zbliżycie się do któregoś z nich - wskazała nas palcem - będziecie mieć twarde lądowanie.

- Głupia lesba - bąknął, wycofując się na bezpieczną odległość.

Po chwili zostaliśmy sami.

- Co to jest "lesba"? - spytał nieśmiało Bartek.

- To pogardliwe określenie kobiety, która wybiera do życia kobietę, a nie mężczyznę - wyjaśniła moja siostra.

- I ty taka jesteś? - Popatrzył na nią z ciekawością.

- Nie sądzę. Jestem zakochana w chłopaku. - Uśmiechnęła się, pomachała do nas i pobiegła do swojej klasy.

W domu nie chciała ze mną o tym rozmawiać ani zdradzić jego imienia. Nie chciała też mówić o karate ani o tym, czy jest pewna, że dałaby sobie radę z kilkoma napastnikami naraz.

- Najważniejsze, że się od was odczepią. To tchórze! Gdyby jednak nie, daj mi znać.

Jej umiejętności przydały się niebawem, kiedy zamiast nas zaczęli gnębić dziewczynkę z Ukrainy, która przyszła właśnie do naszej klasy.

(…)

DOSTĘP PREMIUM