Między Harrym a Williamem "nic nie było już takie samo od pewnej pamiętnej chwili". Bitwa braci [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"William coraz doskonalej wpasowuje się w rolę dziedzica tronu. Harry wraz ze swoją żoną Meghan podjęli decyzję o rezygnacji z przywilejów i obowiązków członków rodziny królewskiej". Robert Lacey konsultant serialu "The Crown" analizuje relację braci w książce "Bitwa braci. William, Harry i historia rozpadu rodziny Windsorów".
Zobacz wideo

Czy między Williamem i Harrym panuje wojna, czy pokój? Na to pytanie odpowiada najwybitniejszy znawca tematu, kronikarz współczesnych losów rodziny królewskiej, historyczny konsultant słynnego serialu „The Crown” Robert Lacey.

Fragment książki "Bitwa braci. William, Harry i historia rozpadu rodziny Windsorów" - Roberta Lacey'a:

Jako owoce wyzutego z miłości małżeństwa, które zawarto tylko dla dobra narodu, William i Harry byli żywymi przykładami syndromu "dokopać im". Widzieliśmy wcześniej w rozdziale o Highgrove, jak Harry’ego uczono roli niereformowalnego drania za pomocą skandalu narkotykowego i incydentu z nazistowską opaską oraz jak dzięki tym samym wydarzeniom William mógł się cieszyć coraz lepszą reputacją. Wydawało się, że teraz żona Harry’ego i jego bezbronny synek, w którego żyłach płynęła również krew niewolników, zostali obiektem takiego samego obrzydliwego traktowania ze strony uprzedzonego narodu. A gdzie był William, rycerz na białym koniu, który powinien ruszyć im na ratunek lub choćby wesprzeć dobrym słowem, gdy było to naprawdę ważne? Gdy doszło do dwóch wspomnianych wcześniej incydentów, bracia podobno nie odzywali się do siebie przez jakiś czas. Teraz sprawa wyglądała znacznie poważniej.

Nic już nie było między nimi takie samo od tamtej pamiętnej chwili w 2016 lub 2017 roku, gdy William chciał przesunąć w czasie kluczowe decyzje Harry’ego wobec Meghan, a potem zabiegał o pomoc Charlesa Spencera. Harry podobno poczuł się głęboko urażony tą podwójną interwencją i wpadł we wściekłość.

"Powiedziano wtedy i zrobiono wiele bardzo szkodliwych rzeczy – wspominał ich przyjaciel Tom Bradby. – Atmosfera zrobiła się gęsta i nieprzyjemna… Mało kto próbował jakkolwiek uleczyć te rany". 

Nikt jednak nie wie, czym dokładnie mogły być te "naprawdę szkodliwe rzeczy". W czasie gdy powstaje ta książka, nie istnieją żadne wiarygodne opisy tego, co William i Harry powiedzieli sobie podczas tych bolesnych rozmów – należy to szczególnie podkreślić. Wszystko, co zewnętrzny świat wie o chwili rozłamu między królewskimi braćmi – i wszystko, co zechciał wyjawić William pytany o to przez przyjaciół – ogranicza się do stwierdzenia, że chodziło o tempo i rozwagę. William czuł po prostu, że Harry działa "zbyt szybko".

Wydaje się, że należy ten fakt poczytać obu braciom za zasługę, dowodzi on bowiem, że pomimo wszystkich nieporozumień, które w 2020 roku zawiodły ich na przeciwległe strony globu, synowie Diany wciąż są wobec siebie lojalni. Zachowali szczegóły tego sporu dla siebie, dzieląc się ze światem tylko odrobiną informacji. Oczywiście ukazuje to również, jakie ograniczenia są narzucone przez zasady funkcjonowania w królewskiej bańce – im mniej mówi się o problemie i im mniej wiedzą o nim inni, tym bezpieczniej. Obaj bracia znają te reguły.

Nie umniejszamy jednak znaczenia uczucia złości. Harry otwarcie przyznaje, że od czasu do czasu zdarza mu się wpaść w niepohamowaną wściekłość – jego starszy brat również już dowiódł, że nie jest wzorem cierpliwości i spokoju. Po ślubie z Karolem w 2005 roku Camilla mówiła swoim krewnym i przyjaciołom, jakim zaskoczeniem było dla niej odkrycie tego nieznanego oblicza "księcia czarusia" – "ten chłopak ma temperament!". Żona Karola była przerażona, gdy William czasami tracił nad sobą panowanie i wściekle atakował ojca w jej obecności. Z opowiadań Camilli wynika, że były to małe trzęsienia ziemi, przy czym wrzeszczał i złościł się głównie William, a Karol potulnie go wysłuchiwał. William nawet nie próbuje się powstrzymywać w takich chwilach. Młody książę potrafi wpaść w gniew proporcjonalny do znaczenia, jakie przywiązuje do swojej przyszłości w roli króla, a jeśli ojciec nie zdoła sprostać jego oczekiwaniom, syn bez ograniczeń daje ujście złości.

W roku 2017, czyli w dwudziestą rocznicę śmierci Diany, William pozostał nieugięty i nie zechciał wygłosić pojednawczej uwagi o ojcowskiej opiece Karola nad pozbawionymi matki synami. Królewscy specjaliści od PR błagali młodego księcia, by uczynił jakiś drobny gest w stronę Karola podczas rozmowy z dziennikarzami przed pokazem filmu dokumentalnego ITV Diana, nasza matka, ale spotkali się ze stanowczą odmową. William nie był gotów udawać, że pochłonięty pracą, wiecznie zamartwiający się Karol opiekował się synami tak troskliwie, jak to obiecywał.

Starszy z braci nie widział też powodu, by ważyć słowa w 2016 lub 2017 roku, gdy mówił o tym, że Harry nie jest dość ostrożny i rozważny w wyborze żony. William wypowiadał się nie tyle jak brat, ile jak szef kadr oceniający wartość nowo przybyłej pracownicy oraz walory, jakie ta pracownica może wnieść do "Firmy", którą on, oczywiście, kiedyś będzie kierował.

Mamy więc dwóch braci, którzy bardzo się kochali – naprawdę głęboko i szczerze – nie potrafili jednak wznieść się ponad swoje ograniczenia, gdy w grę wchodziło coś, co było dla nich bardzo ważne. Dla Williama był to przyszły kształt jego monarchii – jego świętego dziedzictwa; dla Harry’ego miłość do skomplikowanej i urzekającej kobiety, która w końcu nadała jego życiu sens.

Jednak nawet skłóceni i zacietrzewieni bracia byli zgodni co do tego, jakie działania powinni podjąć w następnej kolejności – na początek rozdzielić finanse i siedziby. W listopadzie 2018 roku, gdy Meghan była od kilku miesięcy w ciąży, ogłoszono, że na wiosnę oboje z Harrym wyprowadzą się z Nottingham Cottage w Kensington i zamieszkają w Frogmore Cottage w Windsorze. Przyszłym rodzicom podobała się myśl, że będą wychowywać dziecko w bardziej naturalnej scenerii.

To oznaczało, że bracia powinni również rozdzielić biura, z których korzystali wspólnie w Kensington od 2012 roku. Harry złożył prośbę o stworzenie własnego biura i minidworu, najlepiej we Frogmore. Nie spotkało się to jednak ze zrozumieniem królowej i księcia Karola, którzy musieliby sfinansować wszystkie zmiany. Harry’emu i Meghan powiedziano, że ich pracownicy będą musieli korzystać z biur w pałacu Buckingham pod nadzorem sir Edwarda Younga – co z pewnością nie podobało się żadnej ze stron. Jednak Buckingham był główną siedzibą królewskiej rodziny, a młoda para chciała się przekonać, co wyniknie z takiego układu.

Najsmutniejszym – i to pod wieloma względami – aspektem rozstania braci była ich decyzja o podzieleniu Royal Foundation (Fundacji Królewskiej), świetnie prosperującej organizacji charytatywnej, którą założyli wspólnie dziesięć lat wcześniej, by wspierać szlachetne inicjatywy. Fundacja, która co roku gromadziła od siedmiu do ośmiu milionów funtów i wpłacała je na konta około dwudziestu sześciu organizacji charytatywnych, ucieleśniała zarówno dziedzictwo Diany, jak i harmonię, z jaką bracia rozsławiali jej imię. Gdy w lutym 2018 roku „Fantastyczna Czwórka” zebrała się razem, by rozpocząć pierwsze Forum Fundacji Królewskiej, a Meghan zachęcała kobiety, by "używały swoich głosów" i walczyły otwarcie z molestowaniem seksualnym, wydawało się, że dwa królewskie małżeństwa rzeczywiście mogą przenieść Royal Foundation w nowy wymiar.

Stało się jednak inaczej. 20 czerwca 2019 roku, wkrótce po narodzinach Archiego, ogłoszono, że aktywa fundacji zostaną podzielone. William i Kate mieli przejąć istniejącą już organizację, a Harry i Meghan założyć własną instytucję o "globalnym zasięgu".

Nazajutrz, 21 czerwca – tak się złożyło, że były to trzydzieste siódme urodziny Williama – Harry i Meghan zarejestrowali w brytyjskim urzędzie patentowym pod numerem UK00003408516 Sussex Royal – Foundation of the Duke and Duchess of Sussex (fundację księcia i księżnej Sussex). 1 lipca fundacja Sussex Royal otrzymała w urzędzie zwanym Companies House świadectwo rejestracji jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Sussex Royal było wspólnym dziełem Harry’ego, Meghan oraz zespołu jej doradców kierowanego przez potężną agencję PR z Hollywood, Sunshine Sachs – powstałą dzięki współpracy niejakiego Kena Sunshine’a i guru PR Shawna Sachsa. Wśród klientów agencji znajdowały się takie sławy jak: Jennifer Lopez, Barbra Streisand i Justin Timberlake, oraz postacie i instytucje z lewej strony amerykańskiej sceny politycznej, takie jak: Mario i Andrew Cuomo, a czasami Konwencja Krajowa Partii Demokratycznej.

Po zaręczynach z Harrym w 2017 roku Meghan ogłosiła, że definitywnie kończy karierę w show-biznesie. Nie zerwała jednak współpracy ze swoją hollywoodzką trójką "asów" – agentem, adwokatem i księgowym (agent, attorney, accountant) – nadal bowiem zamierzała korzystać z ich usług, realizując zadania związane z zawodową częścią swego życia. Utrzymywała też szczególnie bliskie relacje z Keleigh Thomas Morgan, przedstawicielką Sunshine Sachs, z którą pracowała jeszcze jako aktorka serialu Suits.

Thomas Morgan została przyjaciółką Meghan, a później także kolejną mamą – zajmowała jedno z najważniejszych miejsc na królewskim ślubie – a gdy relacje Meghan z pałacem Buckingham zaczęły się psuć, Keleigh zastąpiła Edwarda Younga, by służyć księżnej profesjonalnym doradztwem.

Książka "Bitwa braci. William, Harry i historia rozpadu rodziny Windsorów", wydana przez Wydawnictwo Agora, premierę miała 7 kwietnia i można ją zakupić m.in. w Kulturalnym Sklepie.

DOSTĘP PREMIUM