Ogrodnictwo wypełnia lukę pomiędzy marzeniami w głowie a ziemią pod stopami. "Kwitnący umysł" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Opierając się na licznych badaniach i własnych doświadczeniach, Sue Stuart-Smith dowodzi, że kontakt z przyrodą stanowi skuteczną terapię dla osób zmagających się z różnorakimi traumami. Ma też wielki wpływ na nasze zadowolenie z życia.

"Kwitnący umysł. O uzdrawiającej mocy natury" to bestsellerowa książka uznanej brytyjskiej psycholożki i psychoterapeutki o wpływie przyrody na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. 

Fragment książki Sue Stuart-Smith:

Podobnie jak dziecko nie może egzystować bez opiekuna, ogród nie może istnieć bez ogrodnika. Ogród zawsze stanowi odzwierciedlenie psychiki człowieka; jest efektem czyjejś opieki. W procesie uprawiania ogrodu również nie da się jasno określić, gdzie „ja” się kończy i zaczyna się „nie-ja”. Kiedy spojrzymy z dystansu na nasze dzieło, czyż możemy oddzielić to, co dała nam natura, i to, co sami ofiarowaliśmy? Nawet kiedy jesteśmy w samym środku pracy, nie jest to do końca jasne. Gdy jestem całkowicie pochłonięta pracami ogrodniczymi, czasem zaczynam mieć poczucie, że jestem częścią tego wszystkiego, a to wszystko jest częścią mnie. Natura żyje we mnie i przeze mnie przepływa.

Ogród uosabia tę przejściową przestrzeń, znajduje się gdzieś pomiędzy domem i krajobrazem, który jest położony za nim. W tej przestrzeni dzika natura i natura zagospodarowana przenikają się nawzajem, a ogrodnik, który uprawia ziemię, nie stoi w sprzeczności z marzeniami o raju albo cywilizowanymi ideałami piękna i doskonałości. Ogród jest miejscem, gdzie te przeciwieństwa się spotykają; być może jedynym, w którym mogą się tak swobodnie spotkać.

Winnicott uważał, że zabawa z psychologicznego punktu widzenia stanowi dopełnienie życia. Podkreślał jednak, że tylko gdy czujemy się bezpieczni i wolni od kontroli, możemy wejść do świata wyobraźni. Posłużył się jednym ze swoich znanych paradoksów, żeby uchwycić sens tego doświadczenia, kiedy napisał o tym, jak ważne dla dziecka jest to, by rozwinęło umiejętność bycia „samemu w obecności matki”. Gdy jestem w ogrodzie, często przywołuję uczucie, jakie towarzyszy nam podczas zabawy: jakbym w bezpiecznej przestrzeni ogrodu była w takim towarzystwie, które pozwala mi być samej i zanurzyć się we własnym świecie. Zarówno pogrążanie się w marzeniach, jak i zabawę uznaje się coraz częściej za czynności, które mają wpływ na zdrowie psychiczne, a ich korzystne działanie nie kończy się razem z pożegnaniem dzieciństwa.

Emocjonalne i fizyczne zaangażowanie w pracę nad jakimś miejscem oznacza, że po pewnym czasie staje się ono częścią naszej tożsamości. Ta przestrzeń może nas chronić i pomóc nam przetrwać, kiedy zaczyna być trudno. Tradycyjny wzorzec zapuszczania korzeni w jednym miejscu przestał istnieć. Straciliśmy z oczu potencjalny stabilizujący wpływ, jaki może na nas wywierać przywiązanie do jakiegoś miejsca czy przestrzeni.

Badania na temat teorii przywiązania zapoczątkował w latach 60. XX wieku psychiatra i psychoanalityk John Bowlby. Dziś dysponujemy pogłębionymi wynikami badań na ten temat. Bowlby postrzegał przywiązanie jako podstawę psychologii człowieka. Był również zapalonym przyrodnikiem i ta pasja miała wpływ na jego teorie. Pisał o ptakach, które co roku wracają w to samo miejsce, by zakładać gniazda, często niedaleko terenu, gdzie się urodziły. Także o tym, że zwierzęta nie wędrują w przypadkowych kierunkach, jak się często uważa, ale zajmują terytorium wokół swojego leża albo nory. W ten sam sposób – jak twierdził – „każde środowisko człowieka jest przypisane wyłącznie do niego”.

Przywiązanie do miejsca i przywiązanie do ludzi mają wspólną ścieżkę ewolucyjną: w obu przypadkach ta cecha ma kluczowe znaczenie. Samo karmienie niemowlęcia nie wystarczy, żeby stworzyć więź. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani, by przywiązywać się przez specyficzne zapachy, faktury i dźwięki oraz przyjemne doznania. Miejsca również wywołują emocje, a otoczenie natury szczególnie obfituje w zmysłowe doznania. Obecnie jest wokół nas coraz więcej funkcjonalnych miejsc pozbawionych charakteru i indywidualizmu, takich jak supermarkety i galerie handlowe. Chociaż zapewniają nam jedzenie i inne pożyteczne rzeczy, nie nawiązujemy z nimi uczuciowej więzi. Właściwie często odbierają nam siły. W efekcie pojęcie miejsca we współczesnym życiu coraz częściej sprowadza się do sceny i interakcji: jeśli w ogóle taka istnieje, zwykle ma charakter relacji tymczasowej, a nie żywej więzi, która może być krzepiąca.

U podstaw sposobu rozumowania Bowlby’ego leży koncepcja, że matka jest tym „pierwotnym miejscem”. Dzieci szukają jej opiekuńczych ramion zawsze, kiedy są przerażone, zmęczone albo przygnębione. Schronienie, jakie dziecko znajduje u matki, Bowlby nazwał „bezpieczną bazą” pośród powtarzających się krótkich doświadczeń oddzielenia i straty, po których następuje ponowne spotkanie i uspokojenie. Kiedy dziecko ma poczucie bezpieczeństwa, nabiera śmiałości, żeby poznawać otoczenie, jednak jednym okiem spogląda na matkę jako na bezpieczne miejsce, do którego może wrócić.

Szkoda, że dziś zabawa na świeżym powietrzu należy do rzadkości. Tradycyjnie parki i ogrody zapewniały scenerię dla ważnego rodzaju twórczej i czerpiącej z wyobraźni zabawy. Urządzanie kryjówek w krzakach (jako przestrzeni „wolnej od dorosłych”) to sposób na wypróbowanie przyszłej niezależności; taka zabawa ma znaczenie emocjonalne. Badania pokazują, że kiedy dzieci są przygnębione, instynktownie korzystają ze swoich „bezpiecznych baz” jako schronienia, w którym mogą poczekać, aż opadną emocje.

Przywiązanie i strata, jak odkrył Bowlby, idą w parze. Nie jesteśmy stworzeni do rozłąki; jesteśmy stworzeni do szukania ponownego zjednoczenia. To właśnie siła przywiązania sprawia, że dojście do siebie po stracie jest tak bolesne i trudne. Chociaż mamy wrodzoną zdolność do nawiązywania więzi, nie zostaliśmy biologicznie wyposażeni w nic, co pomogłoby nam poradzić sobie z jej zerwaniem. A to oznacza, że żałoba jest czymś, czego musimy się nauczyć poprzez doświadczenie.

Aby poradzić sobie ze stratą, musimy znaleźć albo odnaleźć na nowo bezpieczne schronienie i przyjąć pocieszenie oraz współczucie od innych. Wordsworthowi, który w dzieciństwie doświadczył bólu po stracie bliskich osób, łagodne aspekty świata przyrody przynosiły pocieszenie i współczucie. Psychoanalityczka Melanie Klein nawiązuje do tego w jednym ze swoich artykułów na temat żałoby, w którym pisze: „Poeta mówi nam, że natura przeżywa żałobę razem z żałobnikiem”. Pokazuje też, w jaki sposób, chcąc wyjść ze stanu żalu po śmierci, musimy odkryć sens dobroci w świecie i w nas samych.

Kiedy bardzo bliska nam osoba umiera, czujemy się tak, jakby umarła cząstka nas samych. Chcemy kurczowo trzymać się tej bliskości i odciąć się od bólu emocjonalnego. W pewnym momencie pojawia się pytanie: Czy sami potrafimy przywrócić się do życia? Uprawiając ogród, odżywiając rośliny i dbając o nie, wciąż stawiamy czoła znikaniu i powracaniu. Naturalne cykle wzrostu i rozpadu mogą nam pomóc zrozumieć i zaakceptować, że żałoba stanowi część cyklu życia i że jeśli nie damy sobie do niej prawa, to tak, jakby zawładnęła nami wieczna zima.

Rytuały i inne formy symbolicznych czynności również mogą nam pomóc odnaleźć sens w takim doświadczeniu. Ale w świeckim i konsumpcyjnym świecie, w którym większość z nas teraz funkcjonuje, straciliśmy kontakt z tradycyjnymi obrzędami i rytuałami przejścia. Ogrodnictwo samo w sobie może być rodzajem takiego rytuału. Przemienia zewnętrzną rzeczywistość i powołuje do życia piękno wokół nas. Działa również wewnątrz nas samych, poprzez swoje symboliczne znaczenie. Ogród kontaktuje nas z zestawem metafor, które w znacznym stopniu kształtują ludzką psychikę od tysięcy lat – metafor tak głębokich, że czasem zdają się skrywać w naszym myśleniu.

Z ogrodnictwem mamy do czynienia wtedy, gdy spotykają się ze sobą dwie twórcze energie: ludzka inwencja twórcza oraz inwencja twórcza natury. Ogrodnictwo daje przestrzeń, w której częściowo pokrywa się „ja” i „nie-ja”. Chodzi o to, co dzieje się pomiędzy tym, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, a tym, co natura nam daje. Wypełniamy tę lukę pomiędzy marzeniami w naszej głowie a ziemią pod naszymi stopami; wiemy, że chociaż nie możemy powstrzymać sił śmierci i unicestwienia, to przynajmniej możemy je zignorować.

Książka "Kwitnący umysł. O uzdrawiającej mocy natury", wydana przez Wydawnictwo Agora, premierę miała 14 kwietnia i można ją zakupić m.in. w Kulturalnym Sklepie.

DOSTĘP PREMIUM