Ludzie się kochają, związek małżeński się układa. A mimo to wchodzą w relację z kimś tylko i wyłącznie dla seksu [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Ludzie dla seksu są w stanie w życiu zrobić bardzo dużo. Wbrew zdrowemu rozsądkowi. Nasz popęd, fascynacje i upodobania nie idą często w parze z rozumem. Jak zadbać o udane życie seksualne? Na to pytanie stara się odpowiedzieć seksuolog Zbigniew Izdebski.

Profesor Zbigniew Izdebski podpowiada, co zrobić, aby nasze życie intymne było bardziej udane oraz jak odrzucić grzechy przeciwko seksualności, rozumiane nie tylko w kategoriach religijnych, choć faktycznie religia jest jednym z nich. Pozostałe to: wstyd, zaniedbanie, wykluczenie, manipulacja, zagubienie, zgorszenie.

Fragment książki "7 grzechów przeciwko seksualności", w której ze Zbigniewem Izdebskim rozmawia Małgorzata Szcześniak.

Zaniedbanie

Małgorzata Szcześniak: Istnieją związki, w których pary wszystko robią razem. Razem do sklepu, razem do przedszkola po dziecko, razem na pocztę. Wszędzie za rączki. Mówią do siebie: „Kotku”, „Żabko”. I wszystko byłoby dobrze, gdyby: nauczyli się od siebie odpoczywać, pamiętali o tym, że są różni. Skutek jest taki, że doprowadzili związek do wypalenia seksualnego. Za duża bliskość. Za wiele podobieństw. U Miśków od dawna nie iskrzy. 

Prof. Zbigniew Izdebski: Nie dostrzegam niczego zdrożnego w dużej bliskości albo w częstym przebywaniu razem. Po prostu ci ludzie znaleźli się w takiej fazie życia. Są dopasowani w większości spraw, od kulinarnych po seksualne. Taka sytuacja jest okay, pod warunkiem że nie wprowadza monotonii w życie. Ważne, aby nikt nas swoją obecnością nie ograniczał. Ale jeżeli jest nam dobrze przez cały czas, potrafimy długo ze sobą przebywać w zgodzie, to cudownie! Warto jednak pracować na to, aby nasz świat nie kończył się na związku. Bez względu na to, czy funkcjonujemy w związku hetero-, czy homoseksualnym, nie zapominajmy o kręgu tych ludzi, z którymi jesteśmy w dobrych relacjach, z którymi się przyjaźnimy. 

A jeśli zamkniemy się w naszym kręgu, to co? 

Musimy sobie zdawać sprawę, że wchodzimy w związki w różnych fazach życia. W momencie, w którym ludzie decydują się na relację z drugą osobą (i jest ona dla nich fantastyczna w różnych obszarach, o których tutaj mówimy), nie powinni zapominać, że za jakiś czas nie będą już w stanie, w którym do życia potrzebna jest im tylko ta jedna jedyna osoba. To przejściowe. Nasi przyjaciele mogą najpierw poczuć się odrzuceni, a gdy związek trochę okrzepnie, być może będą nam bardzo potrzebni. Jeżeli są nam życzliwi, nie będą też nachalni w pierwszej fazie związku, widząc, jak nie możemy się nim nasycić i jacy jesteśmy szczęśliwi. 

Chyba jest jeszcze gorzej, gdy jedna ze stron w związku staje się zaborcza. ZI: Zazdrość się zdarza: o przyjaźń, o to, że potrafimy się z kimś innym dobrze komunikować, wspierać wzajemnie. Zdarza się też kontrolowanie partnera w relacjach z jego przyjaciółmi. MS: A czy to nie jest trochę psychopatyczne? Zaczynamy partnera śledzić w internecie, czytać esemesy w komórce, przeglądać pocztę. Brakuje tylko, abyśmy zaczęli go lub ją śledzić w realnym życiu. Choć i takie sytuacje się pewnie zdarzają. Może warto odłożyć ten lokalizator i noktowizor? 

Narzucanie się może nie mieć końca! Nasz partner chce zawsze uczestniczyć w tych samych spotkaniach, w których my uczestniczymy. Chce zawsze i wszędzie z nami bywać… To on (lub ona!) decyduje zawsze, czy się z kimś spotkamy, czy nie. Uważam natomiast, że bycie w dobrym, dojrzałym związku jest związane z tym, że powinniśmy dać tej drugiej osobie pewną przestrzeń. 

I wtedy ma szansę na nowo zaiskrzyć… 

Nauczmy się przede wszystkim cieszyć innymi ludźmi. Cieszmy się nimi wspólnie. Pamiętajmy, jak ważni są w naszym życiu, ile razy nam pomogli, ile razy wsparli. Nie popełniajmy grzechu zaniedbania przyjaźni! Przyjaźnie należy celebrować. To jest bardzo ważne. 

Osobiście wolę przyjaźń od miłości. Albo inaczej – spokojną miłość, która daje przestrzeń do pracy, do rozwoju i do budowania innych przyjacielskich relacji. Myślę, że taka miłość przychodzi w związku po latach. 

Fascynacje miłosne kończą się nieraz z różnych powodów. Oby nie, ale niestety tak się czasem dzieje. A przyjaźń zostaje. Warto na nią stawiać w związku i poza nim. Kultywujmy przyjaźnie, ale dajmy sobie też prawo do pewnej dozy wolności. Nie wszystko musimy robić razem. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni potrzebują obgadać swój związek, nacieszyć się nim z drugą osobą, poplotkować, podzielić się wrażeniami, troskami. A my powinniśmy dać do tego przestrzeń tej drugiej osobie. Nie opuszczajmy też przyjaciół, gdy oni nas potrzebują! Hamujmy naszą i partnera zaborczość. 

Myślę, że najtrudniej jest to przyjąć młodym ludziom, którzy bardzo głęboko wchodzą w emocje. Dochodzi do tego często bliskość seksualna. Para spędza ze sobą każdą chwilę. I nagle jedna osoba zaczyna się dusić, potrzebuje powietrza. Z reguły jest to chłopak. Dziewczyna odbiera to jak zdradę. Zresztą i dla dojrzalszych ludzi przechodzenie na kolejny etap związku bywa trudne. Rozstajemy się z jakimiś wartościami i musimy wypracowywać nowe. Pojawia się w nas żal za tym, co odeszło. Obawa, że związek się kiedyś całkiem wypali. 

Ale bywa też tak, że grono przyjaciół ma niekorzystny wpływ na naszą partnerkę czy partnera. Jeżeli jest to jakaś grupa dysfunkcyjna, alkoholowa lub narkotykowa, hazardowa, wówczas mamy prawo zareagować. 

Powiedział pan profesor wcześniej, że bliskość pomaga w seksie, a nie przeszkadza. To skąd w takim razie biorą się związki ludzi diametralnie od siebie różnych, którzy nie mają ze sobą ani jednej wspólnej płaszczyzny? 

Zdarza się, że miłość dzieje się wbrew naszej woli. Nie czujemy się tak naprawdę najlepiej z tą osobą. Niewiele nas łączy. Ale możemy powiedzieć, że na pewno łączy nas miłość, a seks jest ponad wszystko! Naturalnie, że tak się zdarza. Czy ludzie są z tego powodu mniej szczęśliwi? Niekoniecznie. Bardzo często się denerwują na siebie, mają poczucie, że nie o takiej partnerce czy partnerze marzyli. Ale ta fascynacja jest tak wielka, że niektórzy nie potrafią sobie z nią poradzić i tkwią w związkach. Jednocześnie mają poczucie, że wszystko sprowadza się tylko do seksu… Z drugiej jednak strony powiedzenie, że wszystko sprowadza się tylko do seksu, jest dla tych ludzi krzywdzące, ponieważ seks między nimi jest tak mocno satysfakcjonujący, jak nigdy i z nikim dotąd. Mam takich pacjentów, którzy przychodzą do mnie i mówią, że nic ich przy tej drugiej osobie nie trzyma oprócz seksu. Borykają się z zaniżonym poczuciem własnej wartości, mają poczucie, jakby byli uzależnieni, niepanujący nad popędem, zwierzęcy w tym wszystkim. Nie potrafią się z tego wyzwolić, mimo że wiedzą, że to nie jest dla nich najlepsze. Co więcej, chcą w tym być, bo czerpią z tego radość. Ludzie dla seksu są w stanie w życiu zrobić bardzo dużo. Wbrew zdrowemu rozsądkowi. Nasz popęd, fascynacje i upodobania nie idą często w parze z rozumem. 

Profesor Zbigniew Lew-Starowicz zwykł mawiać, że nie zakochujemy się mózgiem. To uwaga dla tych pań, które mąż zostawił dla głupszej według nich kobiety. Miłość to nie jest konkurs ze znajomości historii. 

O nie! Ale to jest powód, dla którego niektórzy ludzie bywają w związkach równoległych.

Czy zna pan profesor serial The Affair? Otóż w tym serialu pewien mężczyzna (zamożny, klasa średnia) jedzie na wakacje. Żona, czworo udanych dzieci. No i spotyka kelnerkę. Przez trzy odcinki zastanawia się, czy dać się ponieść emocjom. Decyzja, którą podejmie, zmienia jego losy, losy całej jego rodziny, losy tej kelnerki i jej otoczenia. 

Czyli mamy tu przedstawiony związek równoległy. 

Do czasu… 

Bywa, że w małżeństwie ktoś ma romans. To nie jest nic nowego. W Polsce około 10% ludzi deklaruje, że jest w związkach równoległych z różnych powodów. I niektórzy z tej grupy określają swoje małżeństwo jako niezłe. Ludzie się kochają, związek małżeński się układa. A mimo to wchodzą w relację z kimś tylko i wyłącznie dla seksu. Jednocześnie w zwyczajnych układach, na co dzień, nie mogliby stanowić związku. I wyłącznie dla seksu ludzie znoszą upokorzenia, dyskomfort intelektualny, ogrom nieznośnych sytuacji. 

Załóżmy, że jesteśmy dopasowani na różnych płaszczyznach. Jakie kwestie Polacy zaniedbują w swoich małżeństwach? Jakie obszary życia zaniedbują kobiety, a jakie mężczyźni? 

Najbardziej nam nie służy wyobrażenie o prawie własności. Szczególnie w momencie, w którym ludzie są po ślubie, zwłaszcza sakramentalnym, i zaczyna im się wydawać, że mają już tę drugą osobę na zawsze. Przecież zawarliśmy kontrakt, myślą sobie, i to w jak najlepszych intencjach. Tymczasem po ślubie dużo się zmienia: nie muszę się już tak o nią czy o niego starać. Przestajemy się tak dobrze słuchać, jak słuchaliśmy kiedyś. Mamy często poczucie, że racja zawsze leży po naszej stronie. Nie robiłbym tu podziałów ze względu na płeć. Błędem jest też tkwienie w stereotypach, przypisywanie określonych ról kobiecie i określonych ról mężczyźnie. A przecież te role się współcześnie wyraźnie przenikają. I to nie w sensie biologicznym, ale społeczno-kulturowym. Obecnie kultura coraz bardziej pozwala nam na to, abyśmy byli tacy, jacy chcemy być. Zaniedbaniem, i to w dodatku rażącym, jest to, że ludzie się na siebie zbyt szybko obrażają. Często partnerzy urządzają sobie w związku "ciche dni". Jestem tego ogromnym przeciwnikiem. Ciche dni niczego nam nie załatwiają, przysparzają tylko więcej trosk. Są pewną formą okazania bezradności. Myślimy, że przez te ciche dni kogoś wyćwiczymy w tym, aby był bardziej posłuszny, aby zachowywał się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. W ten sposób próbujemy osiągnąć swoje cele. Niektórzy ludzie przyzwyczajają się do cichych dni i stosują je nagminnie. Zdarza się to doskonale psychologicznie wykształconym ludziom, takim, co to pracują w korporacjach na wysokich stanowiskach, są szkoleni z technik mediacji. I gdy oni wracają do swoich domów, zapominają o kapitale zawodowym, który również może przyczynić się do lepszego funkcjonowania w życiu prywatnym. Popełniają błąd, nie wykorzystując swoich zasobów, które mogą wnieść w związek i nie doprowadzać do sytuacji trudnych i konfliktowych.

Książka "7 grzechów przeciwko seksualności" została wydana przez Poradnię K, premierę miała w kwietniu.

DOSTĘP PREMIUM