Śląska "Siła" i konieczność szanowania książek, które są najcenniejszym skarbem dobra społecznego [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"Bez pana i plebana. 111 gawęd z ludowej historii Śląska" - pod tym tytułem ukazał się najnowsza książka historyka ze Śląska, Dariusza Zalegi.

Jak pisze sam autor, w formie 111 gawęd przedstawia zapomniane wydarzenia ze zbuntowanych dziejów regionu, a także wydobywa z cienia niepamięci postacie związane z tą historią. Znajdziemy w niej więc krwawe protesty społeczne, idee wolnomyślicieli, ruch kobiet, a także strajk piłkarzy czy operę robotniczą. Nie brakuje też anegdoty o złych skutkach mieszania polityki z alkoholem… Tak wielobarwna bywa w końcu historia. Poniżej prezentujemy jedną z gawęd.

Biblioteki wędrowne śląskiej "Siły"

"Jeden ze starszych powinien powiedzieć kilka serdecznych słów o potrzebie oświaty , samokształcenia i zatem czytania oraz o konieczności szanowania książek, które są najcenniejszym skarbem dobra społecznego" – tak według instrukcji miało wyglądać pierwsze spotkanie z tzw. bibliotekami wędrownymi na międzywojennym Śląsku Cieszyńskim.

Ludwik Lizak, jeden z liderów Robotniczego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego "Siła", w 1920 roku opublikował instrukcję Urządzenie bibliotek robotniczych, podając wzory między innymi spisu książek, kart książek, katalogów. W 1923 roku zorganizowano bibliotekę wędrowną "Siły". Z dotacji województw a zakupiono siedem skrzyń książek, które bezustannie krążyły między kołami wchodzącymi w skład stowarzyszenia.

W roku 1927 – jak pisze Józef Pilch, autor monografii organizacji i jej działacz – "ponieważ niektóre książki zostały zaczytane, dokonano przeglądu biblioteki". W każdej skrzyni oprócz książek znajdowały się katalog, egzemplarze statutu "Siły" i regulamin biblioteki. Dwunasty punkt regulaminu głosił: "Książek zwróconych dopiero co, nie należy w zasadzie natychmiast wypożyczać, wpierw należy książkę zbadać czy w niej kartek nie brakuje, czy nie jest zabrudzona, lub czy nie poczyniono w niej dopisków itp. Należy czytelników przyzwyczajać do szanowania książek i utrzymania ich w czystości. Kazania tu nic nie pomogą, najskuteczniej działa dobry przykład. Należy mieć w pogotowiu odpowiednio przygotowany papier, np. ze starych gazet i dawać czytelnikom do zawijania książek. Plamy i bazgraniny usuwać z książek przy pomocy dobrej gumolastyki [gumki – przyp. D.Z.] w oczach członków i nic przy tym nie ganiąc. To najlepiej skutkuje".

Do "Siły" należała młodzież robotnicza i chłopska, "której, nikt nie uczył szacunku do wypożyczonej książki" – jak zauważył Pilch. W 1928 roku zmarł działacz "Siły", właściciel warsztatu stolarskiego, z Cieszyna. Zapisał on stowarzyszeniu w testamencie swoje oszczędności w wysokości dwóch tysięcy złotych. Przeznaczono je na powiększenie biblioteki wędrownej – zakupiono dodatkowe 10 skrzyń z książkami. Nowa biblioteka wędrowna otrzymała imię swojego darczyńcy – Pawła Lazara. Środki na zakup książek zdobywano zresztą w różny sposób. Na przykład 3 lipca 1927 roku w restauracji Ryby w Bielsku odbył się odczyt Tadeusza Regera z „obrazami świetlnymi” zatytułowany "Jak żył człowiek pierwotny", po którym zorganizowano jeszcze zabawę taneczną – a dochód zasilił budżet biblioteki. Jak wspomina Pilch, młodzi "siłacze" często słyszeli w domu, że na co komu czytanie, skoro roboty tyle. Mimo to szacuje się, że w 1938 roku ponad 60 procent członków organizacji korzystało z bibliotek.

Sama ta organizacja była swoistym fenomenem. Została powołana przez działaczy Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej w 1908 roku w Cieszynie. Jeden z twórców "Siły" – Tadeusz Reger – pisał: "Tak się stało, że robotnicy socjalistyczni nie mieli dla swoich dążeń dachu nad głową, nie mieli wspólnego ogniska, przy którym mogliby ogrzać dusze łaknące światła i kultury. (…) musieliśmy stworzyć nasze własne towarzystw o oświatowe i kulturalne".

"Siła" stała się wkrótce wielotysięczną organizacją działającą na austriackim Śląsku Cieszyńskim. Po podziale regionu między Polskę a Czechosłowację większość jej kół pozostała za Olzą, w regionie o wiele bardziej uprzemysłowionym. Mimo to i po polskiej stronie zaczęły masowo powstawać koła "Siły" – i to nawet w niewielkich miejscowościach, takich jak Rudzica, Ligota czy Zarzecze. Grupy "Siły" zachęcały swych członków do uprawiania sportu, turystyki, organizowały chóry i amatorskie zespoły teatralne. "Była ona w ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej szkołą życia młodzieży robotniczej. Praca ta nie należała do łatwych. Wychowaniem wszak objęto najniżej pod względem wykształcenia postawioną młodzież robotniczą i, częściowo, chłopską" – pisał Pilch.

"Bez Pana i Plebana. 111 gawęd z ludowej historii Śląska" wydało wydawnictwo RM

DOSTĘP PREMIUM