Czy lekarz podawał pervitin Hitlerowi? Metaamfetaminę brały wszystkie siły Wehrmachtu [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Bartosz Wieliński w książce "Wojna lekarzy Hitlera" śledzi losy nie tylko dwóch najbliższych Hitlerowi doktorów, ale także wielu kluczowych postaci nazistowskiego środowiska medycznego, które przedłożyły wierność zbrodniarzowi ponad misję leczenia i ratowania ludzkiego życia. Wszyscy oni byli uwikłani w działanie śmiercionośnej machiny nazistowskiego systemu.

Sympatyczny elegancik Karl Brandt oraz nielubiany flejtuch Theo Morell to dwaj lekarze, którym Adolf Hitler bezgraniczne ufał. Pierwszy był lekarzem przybocznym, towarzyszył dyktatorowi w podróżach, w razie wypadku gotów operować w każdych warunkach. Drugi był jego lekarzem osobistym, znał nawet najbardziej sekretne wybryki organizmu Adolfa i wstydliwe tajemnice jego ciała. Łączyła ich wzajemna niechęć i zaciekła rywalizacja o względy "pacjenta A."

Fragment rozdziału "Tabletka mocy":

Do produkcji tej substancji potrzebna jest efedryna, alkaloid, który występuje w łodygach przęśli, sucholubnych krzewów rosnących w Chinach. Roślin nie trzeba jednak ściągać z Azji. Efedrynę pod koniec XIX wieku zaczęto wytwarzać w laboratoriach. Działa stymulująco na organizm, stosowano ją do podwyższania ciśnienia, leczenia narkolepsji, a ponieważ działa obkurczająco na śluzówki nosa, jest składnikiem wielu leków podawanych przy przeziębieniach. W skomplikowanym procesie chemicznym, przy użyciu jodu i czerwonego fosforu, z efedryny można uzyskać przezroczystą ciecz o zapachu geranium.

W kolejnym procesie chemicznym w reakcji z kwasem solnym uzyskuje się substancję w postaci łamliwych kryształów. To metamfetamina, znacznie przewyższająca właściwości efedryny jeśli chodzi o stymulowanie organizmu. Po jej zażyciu człowiek odczuwa długotrwałą euforię, jest pobudzony seksualnie, przez wiele godzin nie odczuwa zmęczenia, senności i głodu. Co więcej, metamfetamina pozbawia lęków i zahamowań. W Niemczech lat 30. metamfetaminę można było kupić w aptekach. Podłużne ampułki ze stalową nakrętką, czerwono-niebieską etykietą i napisem „Pervitin" zawierały 30 tabletek. W każdej kryły się 3 miligramy chlorowodorku metamfetaminy.

Produkowany przez firmę farmaceutyczną Hermanna Temmlera pervitin okrzyknięto mianem cudownego leku, który po całym dniu ciężkiej pracy pozwalał przetańczyć całą noc, przywracał odwagę nieśmiałym i sprawność seksualną impotentom. Na jego właściwości uwagę od razu zwróciło wojsko. Stymulujące działanie pervitinu najpierw testowano na studentach, później na kierowcach służących w Wehrmachcie podczas inwazji na Polskę. Wiosną 1940 roku na potrzeby inwazji na Francję zamówiono 35 milionów tabletek. Żołnierzom rozdzielano je nadzwyczaj hojnie. Trwał blitzkrieg, liczyło się to, by przeć do przodu i nie dawać wycofującym się Francuzom i Brytyjczykom czasu na zorganizowanie skutecznej obrony.

Tabletki z metamfetaminą sprawiały, że niemieccy żołnierze nie musieli odpoczywać, nie czuli strachu, walczyli w stanie euforii. Według przekazywanych żołnierzom wskazówek po zażyciu dwóch tabletek, czyli 6 miligramów metamfetaminy, można było nie spać nawet przez dobę. Pervitin doczekał się slangowych nazw: w siłach lądowych mówiono o nim „panzerschokolade" (czekolada pancerniaków), w lotnictwie „stukapillen" (tabletki stukasów – od nazwy słynnego bombowca nurkującego).

Gdy w 1941 roku Hitler ruszał na ZSRR, pervitin uznano za produkt o strategicznym znaczeniu. Skuteczności dowiódł, gdy podczas mrozów trzeba było mobilizować do walki ledwo żywych żołnierzy. Skutkami ubocznymi dowództwo Wehrmachtu się nie przejmowało. Metamfetamina silnie uzależnia, osłabia układ nerwowy i odpornościowy, niszczy żołądek, powoduje zaburzenia rytmu serca. A także zaburzenia snu, halucynacje, psychozy. Żołnierze nadużywający pervitinu w końcu niespodziewanie opadali z sił. Wyczerpany organizm w pewnym momencie nie był w stanie dalej funkcjonować. Z niszczących zdrowie efektów zażywania pervitinu zdawał sobie sprawę doktor Leonardo Conti, naczelny lekarz Rzeszy. Prowadzona przez niego kampania w 1941 roku doprowadziła do wpisania leku na listę substancji odurzających.

Odtąd tabletki z metamfetaminą można było kupić wyłącznie na receptę. Gdy jednak Conti postanowił zająć się uzależnionymi od pervitinu żołnierzami, Wehrmacht stawił mu czoło. By storpedować wysiłki lekarza, część jego współpracowników powołano do wojska, by nie mogli szkodzić swoim polowaniem na narkomanów. Wehrmacht do końca wojny prowadził badania nad narkotycznymi mieszankami, które zwiększyłyby wytrzymałość żołnierzy. 

Czy Morell podawał pervitin Hitlerowi? Taka hipoteza była popularna w latach 60. XX wieku, gdy ukazały się prekursorskie analizy zachowania Hitlera. Wybuchy złości, nieracjonalne decyzje, depresja – wszystko to kwalifikowano jako skutki nadużywania metamfetaminy. Współpracownicy Hitlera, którzy przeżyli wojnę, wspominali, że lekarz często robił mu zastrzyki, a stan Führera się pogarszał. Pervitin zaś produkowano także w formie substancji do podawania dożylnego, co prowadziło do wniosku, że Hitler rządził Trzecią Rzeszą, będąc nieustannie pod wpływem narkotyków. Nie zdając sobie sprawy z rzeczywistej sytuacji, miał decydować o wielkich operacjach wojskowych, relacjach z sojusznikami, ludobójstwie na podbitych terytoriach. O wszystko to obwiniano Morella. Powstały setki publikacji oskarżających lekarza o niewłaściwe leczenie, trucie i narkotyzowanie Adolfa Hitlera. Niektóre idą jeszcze dalej, obciążając Morella współodpowiedzialnością za katastrofę, jaką na świat i na siebie ściągnęły Niemcy.

Bo skoro Hitler pod wpływem podawanych mu specyfików nie miał pełnej jasności umysłu i podejmował szalone czy zbrodnicze decyzje… Lekarz jednak skrzętnie zapisywał w kartotece każde podane Hitlerowi lekarstwo. O pervitinie nie wspomniał ani razu. Morell zresztą nie uznawał preparatu za cudowny lek. Wręcz przed nim przestrzegał. "Pervitin nie uzupełnia utraconej energii, to kij, a nie marchewka" – pisał do jednego z pacjentów, który prosił go o receptę. Dlaczego miałby świadomie narażać zdrowie Hitlera i samemu kłaść głowę pod topór? Zresztą żaden z lekarzy z otoczenia Hitlera nie doszedł do wniosku, że problemy Führera ze zdrowiem wynikają z uzależnienia od substancji psychotropowych. Objawy nadużywania metamfetaminy już wtedy były znane. Hamuje ona na przykład wydzielanie śliny, a wysuszanie się jamy ustnej źle wpływa na uzębienie. Dodatkowo uzależnieni często zgrzytają zębami, mięśnie szczęki są nieustannie zaciśnięte – w taki sposób substancja oddziałuje na układ nerwowy. W efekcie zęby szybko się psują, wykrzywiają, a nawet wypadają. Usta osoby uzależnionej mają charakterystyczny, obrzydliwy wygląd. Dentysta Hitlera profesor Hugo Blaschke, który w SS dosłużył rangi Brigadenführera, miał pełne ręce roboty. Uzębienie dyktatora było w bardzo złym stanie. Dentysta zakładał mu korony, robił mostki. Hitler nie chciał słyszeć o protezie. Psucie się zębów wynikało jednak z niewłaściwej diety, w szczęce nie odnotowano zmian, które wskazywałyby na długotrwałe działanie narkotyków. 

Ale może nie chodziło o zastrzyki? Może Morell podawał narkotyk w inny sposób? To teza profesora Ernsta-Günthera Schencka, inspektora do spraw wyżywienia Waffen SS, lekarza, który wiosną 1945 roku towarzyszył Hitlerowi w berlińskim bunkrze. Po wojnie twierdził, że metamfetamina znajdowała się w przepisywanych przez Morella tabletkach vitamultinu. Właśnie dlatego dla Führera produkowano specjalną partię preparatu, a tabletki owijano w złoty papierek, tak by nikt inny nie brał ich do ust i nie dowiedział się, że Hitler jest stymulowany narkotykami. Schenck rzekomo zdobył kilka takich tabletek. Starł je na proszek i wykorzystując swoje stanowisko w SS, wysłał je do laboratoriów służby medycznej Wehrmachtu, by przebadać ich skład. Kofeina i pervitin – brzmiała odpowiedź wojskowych chemików. W jaki sposób do tego doszli? Tego Schenck nie zdradził.

Z zapisków Morella wynika, że tabletki vitamultinu podał Hitlerowi 18 lipca 1943 roku, gdy ten ledwo trzymał się na nogach, a następnego dnia miał podróżować samolotem do Włoch, by rozmówić się z Mussolinim. Po kuracji Hitler nagle odzyskał siły, podczas konferencji miał być niezwykle pobudzony, nieustannie mówił, nie dawał dojść do słowa gospodarzowi, który zamierzał prosić go o zgodę na wyłączenie Włoch z wojny. Taki przypływ energii można uznać za poszlakę, że Morell podał Hitlerowi narkotyk. Tyle że oprócz tabletek zaaplikował mu inne leki, między innymi rozkurczowy eupaverin i nasenny phanodorm. Dowodów na podawanie Hitlerowi pervitinu nie ma. Schenck, spisując po wojnie wspomnienia, nie potrafił sobie przypomnieć ilości metamfetaminy w tabletkach Morella, nie mówiąc o tym, że nie miał żadnych dokumentów potwierdzających ten zarzut.

Nie można też zapomnieć o roli, jaką odgrywał w nazistowskim państwie. W SS miał rangę Obersturmbannführera (czyli podpułkownika) i odpowiadał nie tylko za wyżywienie członków formacji. Kontrolował jakość żywienia w obozach koncentracyjnych. W 1943 roku twierdził, że „zaopatrzenie w warzywa i ziemniaki w obozach w dużej mierze jest znakomite". Później brał udział w zbrodniczych eksperymentach na więźniach KL Mauthausen, których zmuszano do jedzenia odpadów z produkcji celulozy. Większość ofiar zmarła. Schencka nigdy z tego nie rozliczono, on sam nie wyraził też skruchy. Po wojnie krytykował Morella jako prostego lekarza domowego, który intelektualnie nie był w stanie poradzić sobie z wyzwaniami, jakie stawiało przed nim zdrowie Hitlera. Zarzucał Morellowi brak wiedzy i chciwość, wypominał mu, że nie planował terapii, tylko skupiał się na łagodzeniu objawów. Tak jakby nie zależało mu na wyleczeniu Hitlera. Krytyka pod adresem Morella była po wojnie powszechna. Doszło do tego, że w latach 60. wdowa po Morellu pozwała jednego z nieprzychylnych jej mężowi autorów. Żądała od niego odwołania kłamstw i 5 tysięcy zachodnioniemieckich marek odszkodowania.

Jak jednak Morell miał planować terapię, skoro nie był w stanie postawić konkretnej diagnozy, bo pacjent A nie godził się na szczegółowe badania? Hitler z jednej strony miał obsesję, że tak jak matkę dopadnie go choroba nowotworowa, a z drugiej – stawiał lekarzowi nieprzekraczalne granice. Badania nie mogły odbywać się w warunkach szpitalnych. Metody diagnostyczne były ograniczone. Zrobienie nawet zwykłego zdjęcia rentgenowskiego nie wchodziło w grę. Pacjent A nie chciał też mówić o swoich wcześniejszych chorobach. Jego przypadłość lekarz określał jako spazmy (skurcze) jelit. Był to jednak tylko opis objawów. Morell nie był w stanie określić, dlaczego Hitler cierpi na bóle brzucha. Hitler od Morella wymagał jedynie zastrzyku, który postawi go na nogi. Wzywał go do siebie, ilekroć poczuł się źle, bez względu na porę dnia. – Był uzależniony od Morella – twierdziła Traudl Junge, sekretarka wodza Rzeszy. Morell musiał stale być na miejscu. Jesienią 1944 roku Hitler nie chciał mu dać pozwolenia na wyjazd na pogrzeb jedynego brata. Najpierw lekarz musiał ściągnąć z Berlina zastępcę.

Jeśli Morell miał rację i bóle miały podłoże psychosomatyczne, to jako lekarz rzeczywiście był bez szans wobec takiego schorzenia. By wyzdrowieć, Hitler musiałby przede wszystkim zwolnić tempo, oderwać się od odpraw, zarządzania wojskiem i państwem, odpocząć. Trudno było sobie wyobrazić jego urlop w latach 30., gdy umacniał władzę. W 1944 roku, w ogniu wojny totalnej, gdy na froncie wschodnim rysowała się katastrofa, alianci wylądowali we Włoszech, a generalicja spodziewała się desantu we Francji, o wycofaniu się Hitlera nie było mowy. Zresztą przez lata oczyścił swoje otoczenie ze wszystkich, którzy mieli odwagę mu się przeciwstawić. Trzecia Rzesza bez Hitlera nie mogłaby funkcjonować. Tym bardziej że był otoczony kultem. Jako "najwybitniejszy przywódca w dziejach" po prostu nie mógł być chory. Inna sprawa, że sam odpoczynek mógłby nie wystarczyć, by wyleczyć psychosomatyczne przypadłości. Bardzo wskazana byłaby – patrząc na to z dzisiejszego punktu widzenia – terapia, która dałaby odpowiedź na pytanie, jaka trauma dopadła wodza. Narodowosocjalistyczna ideologia odrzucała jednak większość osiągnięć psychologii, w tym psychoanalizę, którą uznała za żydowską naukę. Części badaczy udało się w porę uciec z kraju. Wielu z tych, którzy nie zdążyli, zginęło. Tak jak profesor Otto Selz, filozof i psycholog badający procesy myślenia. W 1943 roku deportowano go do KL Auschwitz-Birkenau. Zginął w komorze gazowej.

Książka "Wojna lekarzy Hitlera" wydało Wydawnictwo Agora

DOSTĘP PREMIUM