Polly urodziła się pomiędzy prasami a warsztatami drukarskimi. Po śmierci przeszła do legendy [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Hallie Rubenhold jest uznaną historyczką i twórczynią literatury faktu. Napisała książkę, która kończy z mitologizowaniem postaci Kuby Rozpruwacza. Na pierwszym planie się jego ofiary. Nie wiemy, ile ich było na pewno, pięć z nich znamy z imienia: Polly, Annie, Elizabeth, Catherine i Mary-Jane.

Autorka książki, Hallie Rubenhold podkreśla: Kuba Rozpruwacz był tylko seryjnym, obrzydliwym mordercą. Nikim więcej.

Fragment książki: "Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza":

Ellen Holland powtórzyła tę historię policji, po czym przedstawiła ją jeszcze raz podczas śledztwa koronera, gdy dziennikarze pilnie nadstawiali uszu, by wychwycić wszystkie szczegóły. Nim opowiedziała wszystko do końca, władze i prasa nabrały pewności co do jednego: tamtej nocy Polly Nichols bez wątpienia szukała klientów, bo była prostytutką jak każda kobieta, niezależnie od wieku, krążąca między noclegowniami, schroniskami dla bezdomnych i prowizorycznymi barłogami w ciemnych zaułkach.

Od tego momentu policja i prasa zaczęły snuć własne teorie na temat mordercy. Początkowo postawiono dwie hipotezy: zgodnie z pierwszą morderstwo było sprawką „gangu obwiesiów" lub grupy wymuszającej pieniądze od prostytutek; w myśl drugiej, która z czasem zyskała na popularności, winowajcą był działający w pojedynkę "zabójca prostytutek". W obu przypadkach wszyscy mieli pewność, że Polly Nichols była prostytutką, choć nie dysponowali nawet najdrobniejszym dowodem na poparcie tej tezy.

Powyższe założenia nadały kierunek śledztwu policji i koronera, a także określone zabarwienie relacjom prasowym, choć zeznania trzech świadków znających Polly najlepiej – Edwarda Walkera, Williama Nicholsa i Ellen Holland – przeczyły z góry przyjętej tezie, jakoby Polly się prostytuowała. Momentami śledztwo koronera skupiało się na analizie moralności Polly Nichols, jakby miało po części określić, czy sama nie zasłużyła sobie na los, który stał się jej udziałem.

Gdy tamtej nocy 31 sierpnia Polly Nichols po raz ostatni rozmawiała z Ellen Holland, dała przyjaciółce jasno do zrozumienia, że nie podoba jej się nowa kwatera w White House. Kiedy Ellen zapytała ją, gdzie się zatrzymała, Polly odparła, że "mieszka w innym domu razem z całą masą kobiet i mężczyzn". Tę wypowiedź przytaczano również jako "w domu, gdzie pozwala się spać kobietom i mężczyznom".

W komentarzu zwracano uwagę na kontrast z Wilmott’s, noclegownią przeznaczoną wyłącznie dla kobiet, którą Polly wyraźnie wolała. W odniesieniu do White House Polly stwierdziła, że "nie lubi tam chodzić" i że jest tam "za dużo kobiet i mężczyzn". Chciała wrócić do Wilmott’s i obiecała Ellen, że "niedługo tam się pojawi". W trakcie przesłuchania koroner kilkakrotnie stawiał Ellen Holland pytania o prowadzenie się jej przyjaciółki, mając nadzieję usłyszeć obciążającą Polly wypowiedź wskazującą na jej domniemane zajęcie. Za każdym razem Ellen odpowiadała jednoznacznie, że Polly nie była taka, jak próbowano ją przedstawiać. Zapytana o to, czy wie, w jaki sposób jej była współlokatorka zarabiała na życie, Holland stwierdziła, że nie ma pojęcia. Tak samo odpowiedziała na natarczywe pytania, czy Polly do późnej nocy włóczyła się po mieście. – Czy waszym zdaniem Polly Nichols była schludna? – zapytał koroner. – Och, tak. Była bardzo schludną kobietą – odparła Ellen Holland.

Koroner wykorzystał sposobność, by jeszcze raz zadać Ellen pytanie dotyczące jej uwagi, że Polly zamierzała znaleźć pieniądze na nocleg. – Domyślam się, że wyrobiliście sobie opinię na temat tego, co to miało oznaczać? – Nie – odparła Ellen Holland twardo, po czym powtórzyła po raz kolejny, że Polly zamierzała wrócić do noclegowni przeznaczonej wyłącznie dla kobiet. Odpowiedzi Holland były tak jednoznaczne, że kilka gazet, w tym "Manchester Guardian", streściło jej zeznanie krótkim zdaniem: "Świadek stwierdziła, że według niej zmarła nie prowadziła rozwiązłego życia, a co więcej: wydawała się go bardzo obawiać".

Nie zaskakuje, że najsumienniej do szargania opinii Polly przykładały się gazety. Czy to przez niechlujne notatki, niezbyt uważne przysłuchiwanie się zeznaniom świadków, czy też świadome ubarwianie historii – dość, że dziennikarze często przekręcali zeznania w taki sposób, by rzucić cień na reputację Polly. Gdy koroner przesłuchiwał Edwarda Walkera w sprawie zachowania jego córki w okresie, gdy po rozstaniu z mężem mieszkała z nim pod jednym dachem, zapytał, czy Polly "była rozwiązła". Według "Morning Advertiser", "Evening Standard" i "Illustrated Police News" indagowany odparł: "Nie, nigdy o niczym takim nie słyszałem. Spotykała się na mieście ze znajomymi, młodymi kobietami i mężczyznami, ale nigdy nie słyszałem o niczym niestosownym". Jednakże gazeta "Daily News" zamieściła na swoich łamach znacznie sugestywniejszą parafrazę. "Nie wracała szczególnie późno" – odparł rzekomo Walker, dodając ponoć, że "nie miał jej do zarzucenia nic poza tym, że trzymała z kobietami pewnego autoramentu". Dyskusyjne, czy Walker faktycznie to powiedział, gdyż istnieją co najmniej dwie konkurencyjne wersje tego zeznania.

Podjęte przez koronera próby skłonienia Williama Nicholsa do obszerniejszej wypowiedzi na temat charakteru jego żony postawiły jedynie pod znakiem zapytania zachowanie przesłuchiwanego w kontekście rozpadu jego rodziny. William zapytany o to, czemu nie wypłacał już Polly pięciu szylingów na utrzymanie, odparł, że w ciągu dwóch lat po ich rozstaniu żyła z "innym mężczyzną lub mężczyznami". Prasie nie trzeba było więcej dowodów na to, że Polly była cudzołożnicą i kobietą upadłą. Nichols jednakże nigdy nie stwierdził, że jego żona zarabiała na życie prostytucją. Kiedy ta sprawa po raz pierwszy trafiła na łamy, o życiu Polly nie wiedziano jeszcze nic pewnego, mimo to prawie wszystkie ważniejsze gazety napisały: "wiadomo, że zmarła prowadziła życie »nieszczęśnicy«", zaznaczając jednocześnie, że "nic o niej nie wiadomo". Aby uprawomocnić swoje sądy na temat stylu życia Polly, gazety przystąpiły do uważnego analizowania szczupłego zasobu informacji na jej temat. Komentarz skierowany przez Polly do zarządcy Wilmott’s – "Szybko zdobędę pieniądze na nocleg. Zobacz, jaki mam ładniutki czepeczek" – i wskazanie na czepek, o którym nikt wcześniej nie wspominał, wykorzystano do podważenia legalności metod, jakimi zdobywała pieniądze. Wątpliwe, czy takie słowa w ogóle padły w tym kontekście. "Ładniutki czepeczek" Polly mógł być równie dobrze jednym z tych, które dostała miesiąc wcześniej od pani Cowdry i teraz zamierzała upłynnić w lombardzie, by opłacić sobie łóżko w Wilmott’s. Prawda o tym, podobnie jak o wielu innych szczegółach ostatnich godzin jej życia i momentu śmierci, pozostanie nieznana. Polly – podobnie jak Ellen Holland, której nazwiska dziennikarze nie pofatygowali się potwierdzić czy zanotować poprawnie – była po prostu kolejną podstarzałą, zubożałą, bezwartościową mieszkanką noclegowni w Whitechapel. Nikt – ani policja, ani koroner, ani prasa, ani czytelnicy – nie potrzebował wiedzieć na jej temat nic więcej. Ellen Holland zapamiętała, że gdy rozstawała się z przyjaciółką, zegar na wieży Whitechapel Church wybił drugą trzydzieści. Patrzyła, jak Polly w swoim ładniutkim słomkowym czepeczku z czarną aksamitną lamówką chwiejnym krokiem odchodzi w kierunku Whitechapel Road i rozpływa się w ciemnościach. Polly musiała wiedzieć, że o tej godzinie szanse na wyżebranie od kogoś pieniędzy na nocleg są marne. Odurzona zmęczeniem i alkoholem, zataczała się w plątaninie uliczek East Endu, wodząc rękami po murach i elewacjach, wymacywała sobie drogę w ciemnościach, szukając na oślep miejsca, w którym mogłaby się położyć: jakiegoś progu, stopnia, niszy w murze.

Pustka pod schodami, półpiętro w czynszówce, podwórko za niedomkniętą furtką – wszędzie tam można było się zdrzemnąć. Polly nauczyła się wyszukiwać odpowiednie miejscówki, lecz w tej okolicy była nowa, więc sekretne zaułki Whitechapel nie były jej jeszcze znane. Może nie znała nawet nazwy ulicy, w którą skręciła? Po Buck's Row prowadził ją ledwie widoczny blask płomyczków świec pełgających za oknami, a może jakaś świecąca w oddali latarnia. Minęła szereg domków pracowników cegielni, których płaskie elewacje nie oferowały żadnych wygodnych zakamarków ani ganków, lecz dalej podmurówka jakby zakręciła i w murze zarysowała się furtka, cofnięta odrobinę względem chodnika. Może Polly pchnęła ją i odkryła, że jest zamknięta na głucho, a może po prostu osunęła się po niej plecami, by odpocząć. Ciężka głowa opadła jej na piersi i oczy wreszcie się zamknęły. Jeśli nie liczyć pocztówki, którą Polly napisała do ojca na kilka miesięcy przed śmiercią, nie pozostało po niej nic, co pozwoliłoby wejrzeć w jej myśli. Ellen Holland dostrzegła w śpiącej obok niej kobiecie rys głębokiej melancholii osoby zamkniętej w sobie, wyalienowanej i pogrążonej w smutku. Z tych kilku zgrubnych kresek wyłania się blada, lecz wyraźna postać kobieca. Mamy dość materiału, by wyciągnąć wnioski, zrozumieć ją jako człowieka, a nie postać fikcyjną.

Polly urodziła się pomiędzy prasami a warsztatami drukarskimi, w tym samym środowisku, w których powstała część najsłynniejszych wiktoriańskich powieści. Po śmierci przeszła do legendy podobnie jak Artful Dodger, Fagin czy nawet Oliver Twist, a prawda o jej życiu splotła się z fikcją równie mocno jak ich wymyślone życiorysy. Przyszła na świat przy Fleet Street i tam właśnie wróciła: nazwisko w druku, bohaterka tekstu na jedną szpaltę, postać na ilustracji otoczona aurą skandalicznych pogłosek. 1 września 1888 roku William Nichols przygotował się na najgorsze. Niepewny, co go czeka, czuł, że powinien odpowiednio się ubrać, więc wyszykował się jak żałobnik: długi czarny surdut, czarne spodnie, czarny krawat i cylinder. Tamtego dnia padało i musiał czuć się fizycznie niezdrów, gdy wyszedł na deszcz i po rozłożeniu parasola odwrócił się plecami do drzwi domu przy Coburg Road, gdzie mieszkał z Rosettą i dziećmi.

W kostnicy miał spotkać się z inspektorem Abberline’em i dokonać oględzin ciała kobiety, która najprawdopodobniej była jego żoną. Ostatni raz widział ją przed trzema laty i nie miał pojęcia, gdzie się od tego czasu podziewała, choć nie przypuszczał, że wydarzenia przybiorą tak dramatyczny obrót. Inspektor ostrzegł go, że może mieć trudności z rozpoznaniem Polly, lecz żywił nadzieję, że mimo to William zdoła zidentyfikować ciało. Następnie przeprowadził Nicholsa tylnymi drzwiami i dalej przez podwórko, na którego przeciwległym końcu stał skromny ceglany budyneczek. Mężczyźni weszli do środka, gdzie zastali prostą sosnową trumnę.

William Nichols zdjął kapelusz i zebrał się w sobie. Odsunięto wieko. Rozpoznał żonę mimo obrażeń: podciętego, zaszytego już gardła i głębokich ran ciętych na całym ciele. Rozpoznał drobne, delikatne rysy i wysokie kości policzkowe. Szare oczy, choć nieobecne, były mu dobrze znane, podobnie jak brązowe włosy, które z upływem lat od ich rozstania przyprószyła siwizna. To była naprawdę Polly – kobieta, którą poślubił i którą niegdyś darzył miłością; kobieta, która urodziła mu szóstkę dzieci, pocieszała je i tuliła; kobieta, która pielęgnowała go w chorobie; kobieta, w której towarzystwie przez szesnaście lat przeżył chwile radości i z którą nieraz się śmiał. To była Polly, która jako osiemnastolatka została jego młodziutką narzeczoną, a w drodze do ołtarza w kościele St Bride’s trzymała ojca pod ramię. Byli szczęśliwi, nawet jeśli nie trwało to długo. Abberline zauważył, że Nicholsowi krew odpłynęła z twarzy.

Książka została wydana przez Poradnię K

DOSTĘP PREMIUM