Kamila Skolimowska. Gdy była na zgrupowaniu, mama odbierała na poczcie jej koronkowe biustonosze [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Kamila Skolimowska nie miała jeszcze 18 lat, gdy zdobyła złoty medal w rzucie młotem na igrzyskach w Sydney. Zmarła nagle w wieku 27 lat na zgrupowaniu lekkoatletów w Portugalii. Przyczyną śmierci był zator tętnicy płucnej. Historię jej życia w książce "Kama. Historia Kamili Skolimowskiej" opisali Beata Żurek i Tomasz Czoik.

Nie jest to jednak tylko tragiczna opowieść. Kama (bo tak ją wszyscy nazywali) - dziewczyna z warszawskiego blokowiska, o za dużej posturze i nieco nieokrzesana, stawia wszystko na jedną kartę. Niedoskonałości ciała zmienia w atut, dokłada niezłomność charakteru i nabywa pewności, że sport będzie ważną częścią jej życia.

Fragment książki "Kama. Historia Kamili Skolimowskiej":

Tygrys po przejściach 

Treningi z Piotrem Zajcewem mogą jednak przynieść dobry rezultat. Szymon Ziółkowski zdobywa w Helsinkach brązowy medal i po kilku chudych latach wraca do światowej czołówki (po dyskwalifikacji Iwana Tichona polskiemu młociarzowi przyznane zostanie srebro). 

Dla Kamili współpraca z białoruskim trenerem ma jedną wielką wadę – w drużynie nie ma młociarek na podobnym poziomie. Nie ma z kim konkurować. Skolimowska często podkreśla, że jej największą "rywalką" jest Szymon Ziółkowski. – Potrzebna jest osoba, z którą można nie tylko potrenować, ale której można się też czasem pożalić. Inaczej się przecież rozmawia z dziewczyną, inaczej z mężczyzną – mówi Skolimowska. Bardzo jej brakuje takiej osoby. 

Na obozach, zgrupowaniach i zawodach trzyma się głównie z dyskobolami: Wiolettą Potępą, Joanną Wiśniewską i Piotrem Małachowskim, oraz kulomiotem Tomaszem Majewskim. Nadają na podobnych falach, potrafią się razem bawić. Majewski o Kamili: – Była świetnym kompanem. Miała dystans do siebie, co było niezbędne do obcowania z takimi trollami jak ja. Potrafiła też wypić więcej niż niejeden facet. 

Zgrupowanie w Szczyrku, impreza na początek sezonu. Balują Skolimowska, Ziółkowski, Wiola Potępa i Piotr Małachowski. Niektóre wyjścia w góry kończą się w knajpce w połowie drogi. Trenerzy przymykają oko, bo wiedzą, że po zabawie sportowcy skupią się na robocie. 

Obóz w Spale. Podczas odnowy biologicznej w saunie Majewski i jeden z fizjoterapeutów dworują sobie z Kamy. Mówią, że wygląda jak foka. Ostrzegają, żeby uważała na aktywistów Greenpeace, którzy na pewno będą ją chcieli uratować. Skolimowska chce pacnąć fizjoterapeutę dłonią, ale uchylił się i paznokcie Kamy przeorały mu plecy. 

– Wyglądał jak tygrys po przejściach. Nie wyrabialiśmy ze śmiechu, Kama musiała potem dzwonić do jego narzeczonej i się tłumaczyć – wspomina Tomasz Majewski. 

Piotr Małachowski opowiada o Zimowym Pucharze Europy w rzutach, który w marcu 2006 roku rozgrywany jest w Tel Awiwie. Polska ekipa notuje świetne wyniki: Skolimowska, Potępa, Małachowski, Ziółkowski wygrywają w swoich konkurencjach, a Majewski zajmuje drugie miejsce. Po zawodach huczny bankiet. 

– Były to szczególne zawody, bo po raz pierwszy wygrałem z Gerdem Kanterem, moim najgroźniejszym rywalem. Polacy wiedli prym. Zajęliśmy drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, a Tomek Majewski i Szymon Ziółkowski w imieniu naszej kadry odbierali specjalną nagrodę. Tomek wyskoczył w koszulce z napisem "Porno star", a Ziółek z hasłem "I’m shy, but I have a big dick" (Jestem nieśmiały, ale mam dużego członka). Zrobili furorę. Koszulki znaleźli kilka godzin wcześniej na bazarze w Tel Awiwie – wspomina Małachowski. Majewski sam projektuje swoje koszulki i umieszcza na nich śmieszne napisy. 

Kama prosi go o T-shirt z napisem "Kamaz", nawiązującym do radzieckiej ciężarówki, i adnotacją z tyłu "Uwaga, zachodzi 1,5 metra przy zakręcie". Nigdy jej nie dostała.

 – Wiecznie brakowało mi czasu – mówi Majewski. 

Ta Skolimowska to baba z jajami

 Lekkoatleci spędzają ze sobą setki godzin, wszystko o sobie wiedzą, nie ma tematów tabu. Na lotnisku we Frankfurcie, gdy czekają na samolot do Warszawy, Skolimowska, Małachowski i Majewski opowiadają sobie różne szczegóły z życia intymnego. 

– Powiedziała, że dziewczynie o jej gabarytach trudno kupić uwodzicielski, seksowny strój – mówi Małachowski. Tomek Majewski dopiero po kilkunastu minutach orientuje się, że wokół sportowców siedzą sami Polacy. 

– Kurwa, ale będą jaja. – Czerwieni się. W samolocie do Małachowskiego podchodzi jeden z pasażerów. – Panie Piotrze, wszystko słyszałem – mówi. – Ta Skolimowska to naprawdę baba z jajami. 

Na szczęście pasażerowie samolotu okazują się dyskretni. Do prasy brukowej nie docierają relacje o pikantnych rozmowach polskich lekkoatletów. Seksowną bieliznę Kama pokazuje podczas imprezy w jednej z niewielkich miejscowości pod Spałą. 

– Po treningu wyrwaliśmy się na otwarcie sali gimnastycznej. Część oficjalna, potem bankiet. Kamila szybko załatwiła się miejscowym bimbrem. Podczas tańców zaliczyła spektakularną glebę. Upadła tak, że na wierzch wyszły jej stringi – wspomina Szymon Ziółkowski. 

Nikt nie ogląda mojej bielizny 

Kama uwielbia babskie wieczory, które urządzają z mamą, gdy zostają same w domu. Nakładają maseczki na twarze, do tego kawałek domowego ciasta i kawa. – Mówiłam córce, że kobieta musi o siebie dbać, nie powinna oszczędzać na kremach, perfumach i markowej bieliźnie – mówi Teresa Skolimowska. 

Kama bierze sobie rady do serca. Gdy jest na zgrupowaniach, mama odbiera za nią paczki na poczcie. Kamila zamawia bieliznę najlepszych marek: koronkowe biustonosze, figi i stringi. – Nikt nie ogląda mojej bielizny, ale świadomość, że mam na sobie coś markowego i co dobrze leży, poprawia mi humor – mówi Kama. 

Zastrzega, że nie potrafi śpiewać, że słoń nadepnął jej na ucho, ale do publicznych występów jest pierwsza. Zwłaszcza w barach z karaoke. 

Skolimowska, Małgorzata Zadura, Szymon Ziółkowski i Wojtek Kondratowicz trenują na zgrupowaniu w Szczyrku. Wieczorem wypad na szybką pizzę. Planują zjeść i wrócić zaraz do ośrodka, bo następnego dnia kolejne treningi. Ale w lokalu impreza karaoke. 

– Z każdym kolejnym piwem szło nam coraz lepiej. Stanęło na tym, że przejęliśmy całe to karaoke, rezerwując chyba wszystkie piosenki do końca imprezy. Skończyliśmy o 6 rano. O żadnej drzemce przed porannym rozruchem nie było mowy – opowiada Ziółkowski. 

Jest też świadkiem lingwistycznych popisów Skolimowskiej. Na zgrupowaniu w RPA Kama uznaje, że połączenia z krajem za dużo ją kosztują, więc kupi sobie zestaw startowy z miejscowym numerem. W salonie operatora komórkowego próbuje wyjaśnić, o co jej chodzi. – I don’t need a-bo-na-ment – mówi przesadnie wyraźnie, co wprawia w osłupienie personel salonu. Ale udaje się jej dogadać. 

Również w RPA. Przed hotelem pękła rura, woda wylewa się szerokim strumieniem. Kama podchodzi do recepcji i zagaja rozmowę: – I see you have awaria here. Ziółkowski: – Z czasem podciągnęła się językowo. Podziwiałem, że nigdy nie bała się mówić po angielsku. Udowadniała, że odwaga w mówieniu jest znacznie ważniejsza niż znajomość dwunastu czasów i setek idiomów. 

Przyjaciele trzymają też sztamę w szachrowaniu Piotra Zajcewa. W wigilię Bożego Narodzenia trener planuje trening. Jest prawosławny, więc nie przejmuje się terminami katolickich świąt. Prośby zawodników nie robią na nim wrażenia. – Zgrupowanie w Spale skończy się 24 grudnia – mówi. 

Kama wkurzona, bo nie ma jeszcze prezentów dla najbliższych. Sportowcy znajdują w internecie archiwalną informację o grudniowym strajku kolejarzy. Przerabiają daty i pokazują wydruk Zajcewowi. – My sobie jakoś poradzimy, bo przyjechaliśmy samochodami, ale jak trener wróci pociągiem do Grodna? – pytają. Zajcew klnie pod nosem i skraca zgrupowanie.

Książka "Kama. Historia Kamili Skolimowskiej" została wydana przez Wydawnictwo Agora, w sierpniu miała premierę

DOSTĘP PREMIUM