Rodzice uwięzili nas w słowach. Jak uwolnić się od zaklęć, które rzucono na nas w dzieciństwie? [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Słowa są jak zaklęcia. Potrafią zranić, podbudować, a czasami zamknąć nas w wewnętrznej klatce. Na szczęście - jak przekonują w swojej nowej książce Agnieszka Kozak i Jacek Wasilewski - wobec tych słów-zaklęć nie jesteśmy bezbronni.

Od początku swojego życia funkcjonujemy wśród słów. To one nas stwarzają i kształtują, kiedy jesteśmy małymi i większymi dziećmi. - Takie słowa są jak zaklęcia. Mogą odebrać głos, bo "dzieci i ryby głosu nie mają". Mogą zamrozić emocje, bo "chłopaki nie płaczą". Mogą zasłonić potrzeby - "nie rób kłopotu". (...)  Bo słowa mają moc. Niszczącą lub uzdrawiającą. I tylko od nas ostatecznie zależy, do których się odwołamy - piszą w swojej książce "Uwięzieni w słowach rodziców" Agnieszka Kozak i Jacek Wasilewski. 

Premierę książki zaplanowano na 24 maja, a my mamy dla Państwa jej fragment: 

Dziewczynki się nie złoszczą (nie okazuj emocji)

Ola podczas spotkania mówi lekko ściszonym głosem, czasami można odnieść wrażenie, że mówi na wdechu. Ma smutną twarz, choć jest atrakcyjną, zadbaną kobietą. Jest przeciążona pracą, obowiązkami domowymi, ogólnie życiem.

Ma 42 lata, a jak sama mówi, czuje się, jakby miała 75. Ostatnio bardzo źle sypia, mało je, nie ma chęci wychodzić z domu. Sporo czytała w internecie o depresji, więc zastanawia się, czy jest chora, ale wstydzi się pójść do psychiatry. Kiedy ktoś podnosi na nią głos, reaguje płaczem. Zdarza jej się czasami płakać wieczorem po trudnym dniu w pracy — szef coraz więcej od niej wymaga i choć na razie nadludzkim wysiłkiem daje radę sprostać coraz to nowym zadaniom, boi się, jak długo to potrwa. Wszyscy wokół niej awansują, ona zawsze dostaje bardzo dużo słów uznania od swojego szefa, nigdy jednak nie jest brana pod uwagę przy podwyżkach czy działaniach rozwojowych, ale zawsze jest pierwsza na liście osób, którym zostanie przydzielony odpowiedzialny projekt. Koledzy w pracy robią mniej, a zarabiają więcej.

Czasami myśli, że chciałaby umieć być bezczelna i powiedzieć, co myśli, ale… no właśnie… przecież dziewczynki się nie złoszczą. To zdanie, które ma mocno zapisane w głowie od dzieciństwa. Nawet pamięta, że kilka razy podjęła próbę wyrażenia swojej złości, kiedy była mała, ale oboje rodzice stanowczo to zatrzymali. Zresztą, mama też nigdy się nie złościła — Oli bardzo jej brakuje, właśnie mija pięć lat, odkąd zmarła na raka. Mąż Oli, Marek, jest człowiekiem przebojowym, bardzo lubianym wśród znajomych. Ola niczego nie może mu zarzucić, on wiedzie prym w ich małżeństwie i dzięki niemu ona w ogóle czasami wychodzi do świata. Marek namawia ją, żeby rzuciła pracę, która ją przeciąża, ale Ola intuicyjnie czuje, że zmiana pracy niczego nie zmieni, ponieważ to ona nie potrafi odmawiać i reagować na wykorzystywanie w pracy…

Powikłania, które powoduje to zaklęcie

Złość, jak cała emocjonalność człowieka, ma podbudowę fizjologiczną i psychologiczną. Jest ona emocją podstawową, czyli taką, która jest pierwotna. Pojawia się niezależnie od kultury, w której żyjemy. Każdy z nas doświadcza złości, nie ma możliwości, żeby się nie pojawiała — różnimy się tym, co z nią robimy, czy ją do siebie dopuszczamy, czy ją rozumiemy, czy pozwalamy ją sobie wyrażać zewnętrznie lub wewnętrznie.

Jej główną funkcją jest ochrona granic, kiedy ktoś chce je przekroczyć lub naruszyć. Jest więc sygnałem ostrzegawczym dla nas, jest czymś, co nas chroni. Kiedy organizm postrzega daną sytuację jako zagrożenie, aktywuje różne obszary w mózgu i organy w naszym ciele do wzmożonej pracy, do tego, by pobudzić nas do aktywności na zewnątrz, do tego, by wykonać jakiś ruch. Podnosi się poziom adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu. To siła wewnętrzna, która mobilizuje nas do działania, do konfrontacji z kimś lub czymś, co naszą złość wzbudziło. Czy złość może zaszkodzić urodzie? Jeśli popatrzymy na to, co pojawia się na twarzy osoby złoszczącej się, to możemy zobaczyć napięte mięśnie, zaciśnięte usta, lekko przekrwione oczy. Twarz osoby złoszczącej się może wydawać się brzydka, a przecież świat nie lubi brzydoty, a my chcielibyśmy mieć ładne, uśmiechnięte dzieci, zwłaszcza córki — więc lepiej dla nich, żeby jednak się nie złościły. Tylko czy na pewno lepiej dla nich, czy dla nas jako rodziców?

Zauważmy, że dziecko, które się złości, czyli tupie, krzyczy, wierzga, pluje, mówi trudne rzeczy, ma coś ważnego do zakomunikowania światu dorosłych. Możliwe, że inne sposoby już zawiodły, więc sięga po takie. Jest to forma komunikatu od niego do nas. Możemy chcieć ten komunikat odczytać, ale możemy też nie chcieć go słyszeć, bo jest dla nas za trudny albo go nie rozumiemy; wtedy pojawi się zaklęcie: dziewczynki się nie złoszczą, a jak się będziesz złościła, to nikt cię nie będzie chciał. Czyli jak będziesz komunikować światu to, co dla ciebie ważne, to zostaniesz sama. Inną formą tego zaklęcia jest: złość piękności szkodzi, a przecież nie masz czym szastać. Bo przecież w bycie dziewczynką nadal wpisane jest bycie ładną, miłą i uśmiechniętą.

A my przede wszystkim jesteśmy ludźmi, a dopiero potem mamy płeć.

Z czym więc zostaniemy, jeśli wyłączymy złość, uznawszy ją za coś złego, czego trzeba się wyzbyć?

Czy rodzic, który zabrania dziecku się złościć, zdaje sobie sprawę, że naraża je na nadużycie?

Jeśli wyłączymy złość jako informację o przekroczeniu granic, to narażamy się na bycie krzywdzonymi, nadużywanymi, wykorzystywanymi. Czy rodzic, który zabrania dziecku się złościć, zdaje sobie sprawę, że naraża je na nadużycie? Pewnie nie. Wielu rodziców nawet nie zdaje sobie sprawy, że jeśli wychowuje dziecko jak miłego, potulnego kota, to nie może oczekiwać, że w dorosłym życiu będzie ono tygrysem — walczącym o siebie i stawiającym granice innym.

Złość jest bardzo podobna do mechanizmu stresu — fizjologiczną podbudową złości jest uruchomienie się fizjologicznego mechanizmu stresu. Jeśli nie nauczymy się rozumieć swojej złości i zepchniemy ją na margines, to może się okazać, że organizm przestanie sobie radzić ze stresem, gdyż ważna jego część jest uciszona, bo ma "nie czuć".

Odcięcie od złości powoduje także odcięcie od innych emocji, a to z kolei prowadzi do opuszczenia, osamotnienia. Pięknym przykładem takiej historii jest film "Kraina lodu", w którym bohaterka Elza od początku była uczona, że nie wolno jej czuć złości, ponieważ może być ona destrukcyjna dla innych. Zauważmy, że odcięcie od złości powoduje też brak kontaktu z przyjemnymi emocjami, w przypadku Elzy z miłością. Może być drogą do trudności w budowaniu bliskości czy przyjaźni, ponieważ zaklęcie mówi, że nie wolno się złościć, bo jak będziesz to robić, to nikt cię nie będzie chciał. Lęk przed odrzuceniem może powodować, że taka osoba sama porzuca, zostawia, zanim mogłaby być porzucona. Elza też odchodzi, buduje sobie piękny pałac na skale, zamyka serce, jest osamotniona. Pozostaje odcięta od siebie i od świata, który nie potrafił zaakceptować tego, co w niej żywe.

Czy naprawdę "złość piękności szkodzi"? A nawet jeśli, to co?

Złość jest także reakcją na frustrację i krzywdę. Frustracja to sytuacja, w której jakieś ważne dla nas cele są niemożliwe do zrealizowania, jakieś potrzeby nie mogą być zaspokojone, jakieś oczekiwania niespełnione. Złość jest więc ważną informacją o tym, co w nas żywe. Kiedy się pojawia, jest wyrazem czegoś ważnego dla nas, co domaga się, by być zauważone. Domaga się tak bardzo, że tupiemy nogami, trzaskamy drzwiami, krzyczymy lub mówimy różne okropne rzeczy. I wtedy w ocenie społecznej nie wydajemy się "ładni", gotowi do podziwiania w galerii piękności przez tych, którzy mogą nas "wybrać".

Po co nam ta piękność? Żeby przyciągać, wabić, cieszyć oko innych, a przy okazji nasze. Ale rycerzowi albo bokserowi, albo nawet politykowi nikt nie powie: złość piękności szkodzi. Dlaczego? Bo on nie pracuje pięknością, ale działa w świecie. Jeśli tego świata nie akceptuje, stara się go zmienić. Bo złość, gniew, dają siłę do tego, żeby się przeciwstawić, żeby się nie zgadzać na zmienianie. Bez tej emocji niełatwo się zmobilizować i trudniej zaznaczać swoje granice. Nie znaczy to, że masz się na wszystkich wydzierać. Chcemy podkreślić, że gniew jest życiem w tobie i ma ważną funkcję do spełnienia.

Zobaczmy to na kilku przykładach. Wyobraź sobie, że jesteś w jakimś oddaleniu od domu i widzisz na podglądzie domowej kamery, że do twojego domu zakrada się złodziej. Otwiera twoją szafę, twoje biurko i widzisz, jak wyrzuca rzeczy na podłogę. Co czujesz?

Albo wyobraź sobie, że jesteś w przedszkolu, akurat poszłaś umyć ręce na zaplecze, a kiedy wracasz, widzisz, jak niesprawiedliwie został podzielony tort dla twojego dziecka i ktoś usiłuje mu wmówić, że każdy dostał taki sam kawałek, kiedy widziałaś, że ten był ostatni i najmniejszy, a tort został podzielony nierówno. Co czujesz?

Albo sytuacja podczas ważnego zebrania, które ma zdecydować, w jakim miejscu będziecie pracowali i jak daleko będzie trzeba dojeżdżać. Ktoś nie daje ci dojść do słowa i chce cię przekonać, że wie lepiej, co jest dla ciebie dobre. Co czujesz?

Złość jako wewnętrzna niezgoda na konkretną sytuację

To, co w takich sytuacjach narasta, to złość. Jako wewnętrzna niezgoda na taką sytuację. Ta niezgoda to punkt wyjścia, żeby zacząć działać. Im bardziej niesprawiedliwy podział tortu, tym większa na to niezgoda, większa złość i większe prawdopodobieństwo działania. I o to działanie nam chodzi — bez tej energii zostajemy w miejscu, nie możemy wykonać ruchu, by zadbać o to, co dla nas ważne.

Czy kiedy mężczyzna widzi, że mu złodziej wchodzi do domu, słyszy: złość piękności szkodzi? Powiedzmy, że rzadko. W jakich sytuacjach zatem słyszy to kobieta? W sytuacjach, które są próbą sił i rozmówca chce kobietę wyeliminować z dyskusji, nie biorąc pod uwagę jej argumentów i nawet nie próbując potraktować jej po partnersku.

W takich sytuacjach narzucania dominacji brak złości to wyraz podporządkowania — ten, kto dominuje, wyznacza, kto może się nie zgadzać i czyje zdanie jest brane pod uwagę, czyje zdanie jest tu bardziej wartościowe. Dominujący pan nie pozwoli wyrażać słudze złości ani dominująca pani nie pozwoli na to pokojówce. Tak jak podporządkowywane dziecko nie powinno się złościć, tak i nie powinna tego robić podporządkowywana kobieta. Ani dziecko, ani ona nie powinny przeklinać — bo to agresja, bo zarówno ona, jak i dziecko mają mniejsze prawo łamać normy. Kobieta nie powinna się bić. Nie powinna stawiać na swoim, nie powinna być bezpośrednia, decyzyjna ani czegoś chcieć. W ogóle — czy w związku z mężczyzną?

Chyba dotyczy to przede wszystkim relacji między płciami. Jeśli kobieta wyraża złość, to w myśl tego zaklęcia staje się niekobieca — staje się babochłopem, heterą, czyli traci uległość, nie można nią już sterować ani jej czegoś narzucić. Dlatego wcześniej kobiety nie mogły zarządzać majątkiem bez zgody męża, nie mogły studiować na uniwersytetach — zauważmy, że Maria Skłodowska właśnie dlatego wyjechała z Polski, bo nie mogła tu studiować. W filmie z lat 50. pt. Irena do domu widzimy, jak trudno żonie mającej dziecko było po prostu podjąć pracę, a już w zawodzie taksówkarza — zgroza.

DOSTĘP PREMIUM