Polacy wciąż "głodni" samochodów. "Epidemia nie będzie miała kluczowego wpływu na ceny"

Jak epidemia koronawirusa wpłynie na branżę motoryzacyjną w kraju i na świecie? - Powrót do normalności może zająć nam nawet kilka lat, przede wszystkim dlatego, że jesteśmy w przededniu niemałej rewolucji na tym rynku - ocenił w TOK FM Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Zobacz wideo

Epidemia koronawirusa i związany z nią lockdown gospodarki odcisnął duże piętno na wielu gałęziach gospodarki. Nie ominął też motoryzacji. Wiele fabryki produkujących części i podzespoły na całym świecie stanęło. - Do tego klienci przestali pojawiać się w salonach. W kwestii sprzedaży samochodów, rejestracji - było po prostu źle. Lepiej niż prognozowaliśmy było za to w serwisach. Klienci mimo epidemii koronawirusa dbali o stan techniczny swoich pojazdów - przyznawał w podcaście "Auto w firmie w czasie pandemii" w TOK FM Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Jak dodawał, samochód to jedna z najbardziej skomplikowanych i najdroższych rzeczy, jakie człowiek jest w stanie kupić w swoim życiu. - Dlatego do produkcji takiego auta - a większość sprzedawanych nowych pojazdów jest robiona na zamówienie - potrzebny jest cały sprawny łańcuch firm, fabryk czy dostawców. Jeżeli coś szwankuje, to mamy problem. Tak było w przypadku koronawirusa - wyjaśniał Faryś.

Powrót do normalności może potrwać

Teraz branża powoli budzi się z tego letargu. Ekspert przypomniał, że dochodzenie do normalności w tej kwestii po kryzysie finansowym z 2008 roku trwało nawet kilka lat. - Mam na myśli ilość rejestracji nowych pojazdów w Europie. Na poziom sprzed kryzysu udało się powrócić dopiero w ciągu 8-10 lat. Warto zaznaczyć, że wtedy branża wracała do tej samej rzeczywistości, co przed kryzysem. Teraz natomiast jesteśmy w przededniu niemałej rewolucji. Chodzi głównie o wymagania środowiskowe. Na przestrzeni kilku lat auta będą musiały spełniać dużo bardziej rygorystyczne normy ekologiczne i redukować emisję spalin - podkreślał prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

A to może mieć też duży wpływ na klientów, bo za nowymi wymaganiami może iść wzrost kosztów, jakie trzeba będzie ponosić w związku z posiadaniem w rodzinie samochodu. Według Farysia ten trend będzie widoczny szczególnie w Europie Zachodniej. - Ludzie mogą dojść do wniosku, że niekoniecznie potrzebują dwóch samochodów w rodzinie. Może się okazać, że trzeba się przesiąść do komunikacji publicznej. Dla wielu osób auto może przestać być niezbędne do życia. Trzeba będzie inaczej zdefiniować motoryzację - wskazywał ekspert, ale jednocześnie zaznaczał, że w Polsce taka sytuacja może ujawnić się ze sporym opóźnieniem. - Jesteśmy nadal głodni samochodu jako dowodu na powodzenie w życiu. W PRL to był towar trudno dostępny, a potem zachłysnęliśmy się używaną motoryzacją. Nadal jest wiele osób, dla których samochód to symbol sukcesu w życiu. Mimo wszystko stajemy się zamożniejsi, więc są osoby i firmy, które stać na zakup nowego auta. Ta chęć posiadania samochodu jest rozwojowa u Polaków - podkreślał gość TOK FM.

Koronawirus a ceny aut

Jednak jeśli ktoś czeka z zakupem nowego samochodu, bo miał nadzieję, że po pandemii ceny będą spadać, ten może się mocno zdziwić. - Mamy do czynienia z sytuacją, w której fabryki stanęły, nie produkowały samochodów. A te nie docierały do dealerów. Zależy, jak szybko fabryki wznowią produkcję, bo nie oszukujmy się, dla 100 czy 200 zamówień nie ma to sensu. Pamiętajmy, to nie jest tak, że dealerzy mają setki tysięcy tych samochodów, które stoją i rdzewieją, i trzeba je natychmiast sprzedać. Więc nie widzę tutaj powodów do masowych cięć cen - wyjaśniał Jakub Faryś.

Z drugiej strony, bardzo silna konkurencja na rynku motoryzacyjnym może wpłynąć na to, że drastycznego wzrostu cen aut też uda się uniknąć. - Jeśli ktoś wpadnie na pomysł, że ceny zwiększy, a inni tego nie zrobią, to po prostu nic nie sprzeda - oceniał Faryś. Dodał jednak, że w dłuższej perspektywie trzeba liczyć się z tym, że nowe samochody będą droższe. - Wpływ pandemii nie będzie kluczowy. Ceny będą rosły przez wymagania emisyjne i coraz bardziej zaawansowaną technologię w nowych pojazdach. Na przykład, żeby zmienić napęd na elektryczny, potrzebne są dziesiątki miliardów euro na badania. Skądś firmy muszą wziąć na to pieniądze - podsumował ekspert.

Posłuchaj całej rozmowy!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM