Mimo epidemii Polacy wracają na drogi. Ekspertka: Wakacje mogą być niebezpieczne

Okres pandemii powoduje znaczne obciążenie emocjonalne. A to nie jest dobre dla naszego funkcjonowania poznawczego, które jest niezwykle istotne w czasie jazdy samochodem. Myślę, że emocje na drogach będzie widać jeszcze bardziej, więc te wakacje mogą być niebezpieczne - ostrzegała w TOK FM dr Ewa Odachowska.
Zobacz wideo

W czasie lockdownu związanego z epidemią koronawirusa polskie drogi zrobiły się na pewno mniej tłoczne, a nawet - według statystyk - nieco bardziej bezpieczne. Porównując dane za 2020 rok z 2019 rokiem znacząco spadła liczba wypadków, bo aż o 60 procent. Mniej było również rannych. Niepokojące jest jednak to, że wzrosła statystyka obrazująca możliwość śmierci na drodze. W czasie lockdownu na 100 wypadków ginęło 13 osób, a rok temu o tej samej porze - 8-9.

Eksperci podkreślają, że stoi za tym największa zmora polskich kierowców, czyli prędkość. - Wielu z nich twierdzi, że lubi jeździć szybko, a do tego twierdzą, że robią to bardzo dobrze. To mieszanka wybuchowa. Kierowcy przeceniają swoje możliwości i powodują wypadki - oceniła w cyklu TOK FM "Auto w firmie w czasie pandemii" dr Ewa Odachowska, psycholog transportu z Instytutu Transportu Samochodowego oraz psycholog z Instytutu Psychologii Akademii Pedagogiki Specjalnej. Wynika to z fałszywego przeświadczenia, że wypadki drogowe zdarzają się wszystkim, ale nie nam. - Myślimy, że mamy kontrolę, że to inni mają zdarzenia na drogach. To działa do momentu, kiedy nam nie przytrafi się taka sytuacja. Decyzję o podjęciu ryzyka na drodze podejmujemy na podstawie naszych doświadczeń z jakiegoś okresu. Jeśli dajmy na to przez rok łamaliśmy przepisy, ale coś na tym zyskaliśmy, np. szybciej dotarliśmy do celu czy uniknęliśmy mandatu, tym bardziej mamy tendencję do przeszacowywania ryzyka i powielania takich zachowań - wskazywała ekspertka.

Warto również pamiętać o tym, że spadek ruchu sprawił, że drogi często zaczęły przypominać tory wyścigowe. - Kierowcy nie wiedzą, w jaki sposób przebiega proces postrzegania prędkości, a jest to uwarunkowane psychologicznie. W środowisku, w którym nie mamy o co oprzeć wzroku, nie ma drzew, jest monotonnie, jak np. na autostradzie, często nasze zmysły nas oszukują. Mamy wrażenie, że jedziemy coraz wolniej, a ciągle jedziemy tak samo szybko. Orientujemy się dopiero po tym, że gdy zjeżdżamy na jakiś zjazd, to czujemy, że stoimy w miejscu, a na liczniku nadal mamy 100 km/h. Przyzwyczajamy się do prędkości. Dlatego zalecamy zerkanie na licznik, bo można złapać się na oszustwa percepcji - radziła gościni TOK FM.

Wakacje mogą być trudne

Bo ruch samochodowy w zasadzie już powrócił do normalności sprzed lockdownu. - Wracamy na drogi, bo uważamy, że samochód daje nam subiektywne poczucie bezpieczeństwa. Spełnia te wymogi społecznej izolacji. Z badań wynika, że kierowcy chcą częściej korzystać ze swoich aut i nie zrezygnują z ich posiadania nawet w przypadku pracy zdalnej. Jest też wiele deklaracji, że ci, którzy korzystają z komunikacji miejskiej, przesiądą się do samochodów - wskazywała dr Ewa Odachowska.

Choć zaznaczała, że nie chce być złym prorokiem, to jednak nadchodzące wakacje mogą być na drogach trudne. - Okres pandemii spowoduje też znaczne obciążenie emocjonalne. A to nie jest dobre dla naszego funkcjonowania poznawczego, które jest niezwykle istotne w czasie jazdy samochodem. Myślę, że emocje na drogach będzie widać jeszcze bardziej, więc te wakacje mogą być niebezpieczne - mówiła ekspertka. Podkreślała, że liczba aut na drogach może być większa. - Ponieważ większość kierowców zdecyduje się na wypoczynek w kraju. Do tego dochodzi to obciążenie emocjonalne - podkreślała.

W tej sytuacji wielka odpowiedzialność spoczywa na policji. - Mam nadzieję, że służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo to widzą. Coraz większa liczba kierowców traci uprawnienia za przekraczanie prędkości, jest więcej patroli policji i osoby, które zachowują się na drogach niebezpieczne, będą wyłapywane - oceniła gościn TOK FM.

Posłuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM