"Narracja jest taka, że pieszy będzie mógł Bóg wie co wyprawiać. Otóż nie". Nowe przepisy drogowe

Na pewno poleje się krew i wypadków będzie dużo więcej - tak dla części kierowców wyglądać będzie rzeczywistość po wprowadzeniu nowych przepisów drogowych. Najważniejsza zmiana dotyczy nakazu ustępowania pieszemu, który dopiero wchodzi na przejście. Ale eksperci nie są tak wielkimi pesymistami jak kierowcy. Rozwiewamy więc wątpliwości, obalamy mity i odpowiadamy na Wasze pytania ws. obowiązujących od dziś zmian.

Od dziś kierowcy w Polsce mają ustawowy obowiązek ustępowania pierwszeństwa pieszym wchodzącym na przejście (zasada ta nie dotyczy tramwajów). Oczywiście, w mocy pozostaje też przepis dający pieszemu pierwszeństwo, gdy już jest na zebrze.

Osoby wchodzące na przejście nie mogą używać telefonów ani innych urządzeń elektronicznych w sposób, który uniemożliwia im obserwację drogi. Nie ma też od 1 czerwca podwyższonego limitu prędkości na obszarze zabudowanym w godzinach nocnych. Na drogach szybkiego ruchu "siedzenie na zderzaku" może być wreszcie karane.

Nowe przepisy, jak to zwykle bywa, budzą wiele wątpliwości. Odpowiadamy więc na Wasze pytania. 

Pan Adam: Kim jest pieszy wchodzący na przejście dla pieszych, bo to on teraz będzie miał też pierwszeństwo?

Mariusz Sztal, Szkoła Nauki Jazdy IntroHL, były egzaminator w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Warszawie: Konkretna odpowiedź na to pytanie wymaga zdefiniowana, czym jest przejście dla pieszych. Pamiętajmy, ono jest dla pieszych i to jest najważniejsze. To takie miejsce, gdzie krzyżują się potrzeby kierujących i pieszych. To także jedyne miejsce na jezdni, gdzie to piesi mają prawo czuć się bezpieczni. Jestem trochę zaciekawiony, a trochę przerażony dyskusją wśród kierowców na temat tych przepisów. Do tej pory jakoś udawało nam się dostrzec pieszego na przejściu. Nowe przepisy skłaniają nas do tego, żebyśmy za kierownicą byli jeszcze bardziej ostrożni. Chodzi o to, żeby zbliżając się do przejścia zwolnić na tyle, żeby dostrzec też tego pieszego wchodzącego na przejście. Pamiętajmy, że ustąpienie pierwszeństwa nie zawsze oznacza zatrzymanie się, czasem można właściwie wytracić prędkość, żeby pieszy mógł skutecznie przejść, a między nami nie będzie wtedy żadnej interakcji. I wszyscy szczęśliwie wrócą do domu. 

Pan Marek: Z przejść dla pieszych zrobi się nam promenada albo deptak, a nie miejsce do przekraczania jezdni. Kierowcy będą mieli z tym wiele kłopotów, bo pozwala się pieszym królować na drodze i oni będą to wykorzystywać.

Mariusz Sztal: Myślę, że każdy ma swoje plany i chce żyć. Demonizowanie pieszego wchodzącego na przejście dla pieszych to błąd. Podejście, że ktoś komuś będzie tutaj utrudniał życie, jest niewłaściwie. Te przepisy rozszerzyły obowiązki pieszego, bo musi zachować szczególną ostrożność już przy wchodzeniu na przejście. To było zresztą oczywiste na drodze, ale w końcu zostało to zapisane w przepisach. Przyjęła się też taka narracja, że Polacy nie są kulturalnymi kierowcami. Moje doświadczenia w tej kwestii są zgoła inne. Na stu kierujących 99 pomoże nam na drodze, a tylko ten jeden okaże się łobuzem.  

Pan Miłosław z Gliwic: Proszę jasno wskazać, jakie obowiązki ma pieszy przy przejściu dla pieszych.

Mariusz Sztal: Narracja jest taka, że pieszy będzie mógł Bóg wie co wyprawiać. Otóż nie. Obowiązki pieszego zostały poszerzone. Musi zachować szczególną ostrożność też przy wejściu na przejście dla pieszych, a nie tylko na nim. Nie sposób nie wspomnieć, że pieszemu zabroniono też używać urządzeń elektronicznych, które rozpraszają jego uwagę i mogą zaburzyć obserwację sytuacji. Ot, choćby czytanie czegoś w smartfonie. Pamiętajmy, że nadal obowiązuje przepis zakazujący wchodzenia bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd. Z drugiej strony, ten zapis nie usuwa obowiązku kierowcy zachowania szczególnej ostrożności przed przejściem i zwolnienia, żeby nie narazić pieszego na niebezpieczeństwo. Tak trzeba planować swoją jazdę, żeby w każdej chwili móc ustąpić pieszemu na przejściu. Mam też apel do piechurów. Uważajcie, rozglądajcie się wcześniej. Kiedy jesteście jeszcze w bezpiecznym miejscu na chodniku, to zastanówcie się dobrze, czy tu i teraz chcecie przekraczać jezdnię.

Pan Robert z Piastowa: Cieszy mnie entuzjastyczne podejście do zmian. Sam jestem osobą poruszająca się na wózku inwalidzkim. Natomiast brakowało mi kampanii w mediach, która nagłaśniałaby dokładnie, jak będą wyglądać nowe przepisy. Boję się, żeby piesi nie wzięli sobie za bardzo tego wszystkiego do serca i zbyt śmiało nie wkraczali na przejścia. Bo przepis przepisem, ale nie mamy pancerza ze stali.

Krzysztof Woźniak, dziennikarz motoryzacyjny TOK FM: Jeśli jedziemy samochodem i widzimy pieszego, który zachowuje się niezgodnie z przepisami, to powinno budzić w nas jeszcze większe zaniepokojenie i koncentrować naszą uwagę. Pamiętajmy o zasadzie ograniczonego zaufania. To samo dotyczy pieszych. Jeśli zbliżamy się do przejścia dla pieszych i chcemy na nie wejść, ale widzimy, że pędzi na nas samochód, a kierowca ani myśli nam ustąpić, to też lepiej się wycofać z zamiaru przechodzenia przez jezdnię. Nieprawidłowe zachowanie innych nie ściąga z nas naszych obowiązków. Wszyscy musimy starać się bezpiecznie przemieszczać.

Mariusz Sztal: Pojawią się też radykalne stanowiska, że wypadków będzie więcej. Głosy sceptyków też będą. Tak samo były, gdy wprowadzano obowiązek zapinania pasów czy jazdy na światłach przez cały dzień. Pierwszeństwo ma się wtedy, kiedy ktoś nam faktycznie ustąpi. Jeżeli z taką myślą będziemy uczestniczyć w ruchu drogowym, to wszyscy będziemy dłużej żyli.  

Pan Marek z Krakowa: Mam dwa pytania. Czy jest jakieś urządzenie do zmierzenia odległości do drugiego samochodu, które można zamontować w samochodzie? A drugie, czy ten przepis nie będzie trochę martwy? Próbowałem tak jeździć po obwodnicy Krakowa, to zawsze, gdy zostawiałem większe odległości, inni kierujący wykorzystywali to, żeby wjechać przede mnie. Te przestrzenie szybko się korkowały.

Mariusz Sztal: Te urządzenia będą montowane niedługo w każdym nowym samochodzie w Polsce. Chodzi o tempomat adaptacyjny. On działa w taki sposób. Trudno mi powiedzieć, czy da się to zamontować w starszym aucie, ale myślę, że nie jest to wykluczone.  A co do drugiej części pytania, to musimy się pewnie do tych rozwiązań po prostu przyzwyczaić.

Pan Paweł z Komorowa: Mam pytanie dotyczące jazdy "na zderzak". Rozumiem, że teraz, jeśli na trasie szybkiego ruchu będzie korek, to jadąc 10 km/h, musimy zachować odległość 5 m od pojazdu przed nami. Przecież korki rozciągną się gigantycznie. Ten przepis przy mniejszych prędkościach to absurd.

Mariusz Sztal: Wchodzimy na pewien poziom abstrakcji. Jeśli na trasie szybkiego ruchu jest zator, to jest tego jakaś przyczyna: wypadek, korek na bramkach. Pobawmy się chwilę matematyką. Jeśli korek ma 700 metrów i stoi w nim 100 pojazdów o średniej długości 5 metrów w odległości 2 metrów od siebie. Jeśli zwiększymy ten dystans do 5 metrów, to korek wydłuży się o całe… 300 metrów. To chyba nie jest aż tak dużo. Co więcej, trzymanie większych odległości w korku pozwala nam w jakikolwiek sposób zareagować na drodze. Przy siedzeniu sobie na zderzaku nie ma szansa na zrobienie choćby "korytarza życia". Wyobraźmy też sobie sytuację, że stoimy w takim zatorze, a w lusterku wstecznym widzimy rozpędzoną ciężarówkę, która z jakichś przyczyn (może kierowca usnął lub ma zawał) nie planuje się zatrzymać. Odpowiedni dystans pozwoli nam zareagować, uciec jakoś naszym pojazdem. Dlatego tym bardziej zachęcam, żeby w sytuacji zatoru trzymać jeszcze większe odległości.

Posłuchaj całego Mikrofonu TOK FM dotyczącego zmian w prawie na drodze:

DOSTĘP PREMIUM