Mniej wypadków, ale więcej ofiar i ciężko rannych. "Nikt nie dbał o bezpieczeństwo na drogach w Polsce"

Wstrząsające jest to, że na poziomie rządu i urzędów centralnych nikt nie dbał o system bezpieczeństwa na drogach. Nie wprowadzano żadnych zaleceń z poprzednich lat - mówił w TOK FM Łukasz Zboralski z portalu brd24.pl.
Zobacz wideo

Korzystający z dróg w Polsce są ponad trzy razy bardziej narażeni na utratę życia w następstwie wypadku niż podróżujący po drogach Szwecji czy Norwegii - tak wynika z informacji Najwyższej Izby Kontroli w sprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce. Jak komentował w TOK FM Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl, takie wyniki kontroli nie są zaskoczeniem. 

- Wstrząsające jest to, że na poziomie rządu i urzędów centralnych nikt nie dbał o system bezpieczeństwa na drogach. Nie wprowadzano żadnych zaleceń z poprzednich lat. Brakuje nam w Polsce instytucji, która dbałaby o ten aspekt i wprowadzała w życie narodowy plan poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym - przekonywał.

Michał Janczura, prowadzący audycję, zwracał uwagę, iż z raportu NIK wynika, że chociaż na polskich drogach w 2020 roku dochodziło do mniejszej liczby wypadków, to więcej osób zostawało w nich ciężko rannych albo ginęło. Zdaniem Zboralskiego wpływ na to mogą mieć dwa czynniki.

- Po pierwsze, w pandemii drogi opustoszały, więc kierowcy zaczęli jeździć szybciej i stąd te tragiczniejsze skutki. A druga sprawa - dużo osób umiera też w szpitalach po wypadkach. Rzadko się o tym rozmawia. W pandemii system opieki zdrowotnej był na granicy wydolności, a jak dodamy do tego nagłych pacjentów z wypadków, to taki mógł być skutek - wyjaśniał ekspert.

Surowsze kary 

Raport NIK zbiegł się w czasie z zapowiadanymi przez rząd zaostrzeniem kar za spowodowanie wypadków na drogach. Modyfikacji ma ulec m.in. system punktów karnych. Będą one kasowane dopiero po upływie 2 lat. Za naruszenie przepisów ruchu drogowego kierowca będzie mógł dostać nawet 15 punktów karnych (obecnie maksymalna liczba punktów za niektóre wykroczenia to 10). Zniesione zostaną też szkolenia, po odbyciu których liczba punktów kierowcy ulega zmniejszeniu.

Nową propozycją jest także obligatoryjny przepadek pojazdu, gdy kierowca w stanie nietrzeźwości spowoduje co najmniej niebezpieczeństwo sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym. Takie same zasady będą obowiązywały w stosunku do osób kierujących pod wpływem środka odurzającego. - Od kilku miesięcy mówiło się o takich zmianach. Wypadek w Stalowej Woli (pijany kierowca spowodował wypadek, w którym zginęło małżeństwo osierocając trójkę dzieci - red.) posłużył, żeby PR-owsko dobrze wyjść z projektem. Presja społeczna po wypadkach i zmiany w prawie to też jest cecha dojrzałej demokracji. Tak bywało też na świecie - przekonywał Zboralski.

Podkreślał też, że Polacy chcą surowszych kar dla piratów drogowych. - W Ministerstwie Infrastruktury od paru lat jest sondaż, z którego wynika, że takich zmian chce 80 procent społeczeństwa. Tylko w politykach był pewien strach, że może to nie prawda. Przełamanie nastąpiło, kiedy od 1 czerwca zmieniły się przepisy w sprawie pieszych. Na drogach nie ma "armagedonu". Za sześć miesięcy spojrzymy na statystyki i zobaczymy, ile dobrego to dało. Politycy w Polsce zrozumieli, że jeśli wprowadza się zmiany dotyczące bezpieczeństwa na drogach, to oprócz garstki krzykaczy, jest cała masa społeczeństwa, która tych zmian oczekuje - opowiadał gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM