"Karetki stoją sznurkiem pod izbami przyjęć. SOR-y nie 'przerabiają' pacjentów". IV fala, czyli "wielki chaos"

- Sytuacja w szpitalach wygląda źle, a miejsc dla chorych brakuje - mówiła w TOK FM dr n. med. Grażyna Cholewińska-Szymańska z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Punktowała odpowiedzialnych za walkę z pandemią za dezorganizację i wielki chaos. Jak mówiła, karetki już stoją w kolejce przed izbami przyjęć, a szczyt czwartej fali dopiero przed nami.
Zobacz wideo

Ministerstwo Zdrowia poinformowało o ponad 10,4 tys. nowych zakażeniach koronawirusem. To rekord czwartej fali epidemii. Jak mówią zgodnie rządzący i eksperci, należy być gotowym na to, że zachorowań będzie znacznie więcej. Wraz z rosnącą liczbą nowych przypadków rośnie też liczba zajętych łóżek "covidowych" w szpitalach. Tylko ostatniej doby, jak mówił wiceminister Waldemar Kraska, przybyło ponad 700 pacjentów. 

- Sytuacja w szpitalach wygląda źle. Wydaje się, że liczba łóżek ["covidowych"] powstała z decyzji organów odpowiedzialnych za organizację walki z epidemią, jest niewystarczająca - oceniła w TOK FM dr n. med. Grażyna Cholewińska-Szymańska z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Jak dodała, epidemiczne prognozy mówiły już dawno, że po 20 października nastąpi wzrost zachorowań i już wtedy powinno to skłonić rządzących do zwiększenia bazy łóżek dla chorych na koronawirusa. 

- Tymczasem polityka u nas jest taka, żeby utrzymać jak najdłużej aktywne łóżka "niecovidowe" dla pacjentów z innymi chorobami. I w związku z tym baza łóżek dla pacjentów zakażonych koronawirusem jest za mała - podkreśliła Cholewińska-Szymańska. Lekarka wyjaśniła, że nie chodzi o to, by łóżka dla chorych na inne schorzenia zabierać, ale o to, żeby mieć strategię działania, która pozwoliłaby na zapewnienie opieki obu grupom pacjentów.

"Wielki chaos" w szpitalach 

Zdaniem ekspertki obecnie "wszystkie decyzje są u nas doraźne i impulsywne". - Największy koszt takiego działania to wielki chaos. Widać już w tej chwili, że karetki, załogi karetek stoją sznurkiem pod izbami przyjęć. SOR-y, czyli Szpitalne Oddziały Ratunkowe, nie "przerabiają" tych przywożonych pacjentów. Pacjent w oddziale ratunkowym leży 2-3 doby, a powinien leżeć 24 godziny! Potem powinno się gdzieś go potem umieszczać, ale... w tej chwili nie ma gdzie umieszczać chorych - stwierdziła lekarka.

Problem braku miejsc w szpitalach dotyczy wszystkich chorych. Tworzą się też kolejki do przyjęć planowych, a także do drobnych zabiegów operacyjnych czy większych operacji planowych.

Dr Cholewińska-Szymańska przypomniała, że według planów to szpitale tymczasowe miały zapewnić opiekę nad pacjentami chorymi na COVID-19 w czasie czwartej fali. Ale - przynajmniej na razie - tych palcówek brakuje. - W tej chwili jedynym szpitalem tymczasowym w Warszawie jest Szpital Południowy. Jest też szpital w Radomiu, w Siedlcach, w Ostrołęce, ale to wszystko nie jest jeszcze gotowe po tym "odpoczynku" w sezonie letnim - mówiła rozmówczyni Macieja Głogowskiego. A trzeba przypomnieć, że dotyczy to Mazowsza, czyli regiony, który od tygodni należy do regionów z największą liczbą zakażeń koronawirusem.

- Zapowiadano, że szpitalem dla chorych na COVID-19 ma się stać Szpital Praski w Warszawie, ale przecież nie można tej zamiany zrobić z poniedziałku na wtorek, bo tam leżą pacjenci. Trzeba ich relokować: znaleźć dla nich miejsce albo wypisać. Nie wszystkich da się "wyrzucić" od razu do domu i zrobić szpital "covidowy" z dnia na dzień. Tu jest brak decyzyjności i wielki chaos - podsumowała.

Szpital Praski w Warszawie rzeczywiście - decyzją Ministerstwa Zdrowia - ma się przekształcić w placówkę dla chorych na koronawirusa. Jednak jak poinformowała wiceprezydent stolicy Renata Kaznowska, władze Warszawy odwołały się od tej decyzji.  "Decyzja dostarczona dziś nakazuje przygotowanie 142 łóżek natychmiast. Mamy niemal pełny szpital pacjentów covid-" - napisała na Twitterze.

DOSTĘP PREMIUM