Rozmowa bez znieczulenia. Dyrektor szpitala: 80 proc. pacjentów zgłaszających się na SOR nie powinno się tam znaleźć

- W moim wieloletnim doświadczeniu, a zarządzam szpitalami od wielu lat, tak źle jeszcze nie było - mówiła w TOK FM dyrektor Szpitala Bielańskiego, Dorota Gałczyńska-Zych. Zdaniem rozmówczyni Macieja Głogowskiego nie tylko brak pieniędzy jest problemem.
Zobacz wideo

Według Doroty Gałczyńskiej-Zych wprowadzenie przez rząd PiS sieci szpitali, nie jest – mówiąc eufemistycznie - dobrym rozwiązaniem. - Reforma, która nas dotknęła, cofnęła mnie do czasów, gdy zaczynałam w służbie zdrowia. Do zasad z lat 80. ubiegłego wieku. Jest źle, bez względu na to, co będziemy słyszeć. Zarządzam placówkami medycznymi od 1992 roku i tak źle, jak teraz, nie było nigdy do tej pory – oceniła surowo dyrektora Szpitala Bielańskiego w Warszawie.

Wyliczała, że szpitale borykają się nie tylko z problemami finansowymi, ale też z atmosferą pracy. - Jako dyrektor zostałam sprowadzona tylko do roli administratora. O wszystkim decydują ministerstwa, izby lekarskie czy pielęgniarskie – mówiła Gałczyńska-Zych. Zwróciła też uwagę, że coraz częściej w szpitalach spotyka się z agresywnym zachowaniem pacjentów.

Maciej Głogowski, prowadzący magazyn "EKG" zwrócił uwagę, że może ludzie po prostu są zirytowani np. wielogodzinnym oczekiwaniem w kolejce na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. - Ale to nie jest wina szpitali, że system źle działa. Każdy SOR w Polsce po godzinie 18 notuje zwiększenie liczby pacjentów. Dlaczego? Bo o tej porze zazwyczaj zamyka się gabinety lekarskie i przychodnie. 80 procent zgłaszających się na SOR pacjentów w ogóle nie powinno tam się znaleźć. Nie wymagają opieki oddziału ratunkowego, ale my musimy ich zbadać, bo takie jest prawo – oceniła dyrektorka Szpitala Bielańskiego.

"SOR to sposób na wizytę u specjalisty"

Zdaniem Gałczyńskiej-Zych w Polakach rozbudzone zostało przeświadczenie, że "wszystko należy im się od ręki". - Nawet w Europie się czeka na badania diagnostyczne czy wizytę u specjalisty. W Polsce każdy uważa, że wizytę powinien mieć następnego dnia. Nawet jak pacjenta boli gardło, to na drugi dzień chce, żeby koniecznie zbadał go laryngolog. Taki pacjent zrobi wszystko, włącznie z naciskiem na lekarza, żeby otrzymać skierowanie – mówiła rozmówczyni Macieja Głogowskiego. Dodała, że Polacy mają problem z pojawianiem się na umówionych wizytach u specjalistów. - 30-40 procent nie przychodzi i nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji – podkreśliła.  Według pani dyrektor dla części Polaków Szpitalne Oddziały Ratunkowe to forma skorzystania z badania u specjalisty.

Poważne braki kadrowe

Jak oceniła Dorota Gałczyńska-Zych, sytuacja na oddziałach ratunkowych i w całej polskiej służbie zdrowia mogłaby być lepsza, gdyby nie brak lekarzy. Całej winy nie można, zdaniem szefowej Szpitala Bielańskiego, zrzucić tylko na to, że kształcimy za mało lekarzy. Bo ważną rolę w tym, że sytuacja jest tak trudna, odgrywają też korporacje lekarskie. 

- Choć sama jestem lekarzem, to trzeba to powiedzieć wprost, próbować się oczyścić. Korporacje lekarskie są bardzo zabetonowane, nie chcą przyjmować lekarzy z innych krajów do pracy w Polsce – podkreśliła. I przypominała, że proces kształcenia lekarza trwa w naszym kraju około 10 lat, a problemy mamy już w tej chwili, dlatego potrzebna jest "proteza", w postaci np. lekarzy z zagranicy, która zabezpieczy interesy i zdrowie Polaków już w tej chwili.

Dyrektora mówiła także, że szpitale odczuwają poważne braki kadrowe także na innych stanowiskach. - Brakuje ludzi do pracy, salowych, pielęgniarzy czy osób sprzątających – wyliczała.  I oceniła, że to kwestia "bardzo obiecującego socjalu", który zniechęca ludzi do pracy. - To było bardzo widocznie, gdy wprowadzono 500 plus. Natychmiast takie osoby zwalniały się z pracy – przekonywała. - Słyszy pani te gromy, które teraz na panią spadają? - wtrącił Maciej Głogowski. - Słyszę. Ale lubię mówić, jak jest. Myślę, że każdy, kto zarządza szpitalem, ma takie same kłopoty. Mówimy o tym od pewnego czasu, ale między sobą. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć: socjal jest, ale kłopoty dla nas - zarządzających - są coraz większe -stwierdziła Gałczyńska-Zych.

Na ratunek służbie zdrowia... likwidacja szpitali

Zdaniem szefowej Szpitala Bielańskiego problemem polskiej służby zdrowia jest też zbyt duża liczba łóżek w szpitalach. - Zgadzam się z opinią, że jest za dużo szpitali. Jednak nie ma takiego śmiałka, który powie, że gdy dwa szpitale powiatowe leżą 10 km od siebie, to warto jeden zamknąć. Bo można byłoby z nich zrobić jedną placówkę. Gdyby szpitali było mniej, to oferowana pacjentom usługa stałaby na wyższym poziomie. W raporcie NIK wskazano, że w szpitalach jest wykorzystanie łóżek poniżej 60 procent, to znaczy, że jest ich o połowę za dużo. Jeśli zlikwidujemy 1/3 szpitali, to rozumiem, że te pieniądze mogłaby skonsumować reszta. Dałoby to lepsze finansowanie, mniejszą ilość stanowisk pracy do obsadzenia – podkreśliła rozmówczyni Macieja Głogowskiego. 

Jak mówiła, polskie społeczeństwo cały czas czeka na partię, która "śmiało weźmie się za reformę ochrony zdrowia". Ale sama nie jest optymistką. - Doszliśmy do ściany. Powinno się z ochroną zdrowia coś zrobić, bo takie są oczekiwania obywateli. Jednak każda partia, która się za to weźmie, to polegnie. To jest główny problem tego, że nikt nie chce dogłębnie "ruszyć" służby zdrowia – podsumowała gorzko Gałczyńska-Zych.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM