Brakuje rąk do pracy w służbie zdrowia. Pomogą lekarze z zagranicy? "Przez trzy miesiące nie da się zostać kardiologiem"

- Jako prezes samorządu lekarskiego deklaruję, że nikomu nic utrudniać nie będziemy. Natomiast działamy w granicach obowiązującego prawa i na pewno będziemy dbać o to, żeby tacy lekarze, którzy przyjeżdżają do nas byli równie dobrze wykształceni, jak polscy lekarze - mówił w TOK FM Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie i przedstawiciel Porozumienia Rezydentów OZZL.
Zobacz wideo

Jednym z głównych problemów służby zdrowia w Polsce jest brak lekarzy. Ze względu na kiepskie - w porównaniu do Zachodu - warunki pracy, wielu młodych ludzi zaraz po studiach decyduje się wyjechać i rozwijać karierę w innym państwie. Jak mówiła ostatnio w TOK FM dyrektorka Szpitala Bielańskiego w Warszawie Dorota Gałczyńska-Zych, jednym ze sposobów na "załatanie dziur" kadrowych mogliby być lekarze z zagranicy, na przykład z Ukrainy. Ale, jak wskazywała, proces wejścia lekarzy z innych państw na polski rynek utrudniają nieco "zabetonowane izby lekarskie".

Łukasz Jankowski - prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie - nie do końca zgodził się z taką tezą. - Jako prezes samorządu lekarskiego deklaruję, że nikomu nic utrudniać nie będziemy. Natomiast działamy w granicach obowiązującego prawa i na pewno będziemy dbać o to, żeby lekarze, którzy przyjeżdżają do nas byli równie dobrze wykształceni jak polscy specjaliści - stwierdził. 

Jak pisał niedawno "Dziennik Gazeta Prawna", rząd pracuje nad zmianami prawa w tym zakresie. Nowe przepisy umożliwiłyby zatrudnianie lekarzy spoza UE, jeśli posiadają oni tytuł specjalisty i znają język polski. Według "DGP" lekarz miałby legitymować się zaświadczeniem z placówki, która chce go zatrudnić, aby wystąpić do okręgowej rady lekarskiej o przyznanie prawa do wykonywania zawodu.

- Ten pomysł byłby dobry, gdybyśmy mieli pewność, że ci lekarze na pewno są dobrze przygotowani do wykonywania zawodu - ocenił Jankowski. Jak dodał, lekarz kończący studia na polskiej uczelni "jest dobrze wykształcony i przygotowany do zawodu", zgodnie z polskimi standardami. Natomiast lekarz z zagranicy - jego zdaniem - powinien jednak, dla bezpieczeństwa pacjentów, przejść specjalny proces uznawania dyplomu (tzw. nostryfikację).

- Proces wykształcenia lekarzy trwa tak długo, że musimy trochę otworzyć nasz rynek. Nie wykształcimy lekarzy z dnia na dzień - skomentował prowadzący audycję Maciej Głogowski. - Ostatnio obiegł media wywiad z lekarzem z Ukrainy, który mówił wprost, że po specjalizacji z chorób wewnętrznych, żeby tam zostać kardiologiem, potrzebne są trzy miesiące, a u nas to są trzy lata więc widać różnice - stwierdził w odpowiedzi Łukasz Jankowski. Jak dodał w jego ocenie "przez trzy miesiące nie da się zostać kardiologiem". - Mam nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia wypracuje system zachęt dla lekarzy, który pozwoli ich przyciągać, ale ze świadomością, że ci lekarze gwarantują wysoką jakość świadczeń - podsumował.

Wspólny list do rządzących

Kilka dni temu środowiska medyczne połączyły siły i napisały list otwarty do prezydenta, premiera i szefów partii politycznych. Upominano się w nim o konkretne rozwiązania najpilniejszych problemów, np. braków kadrowych. Sygnatariusze listu ocenili, że doraźne działania, takie jak zwiększenie finansowania niektórych świadczeń, nie wpływają na sytuację pacjentów. "Ratując zdrowie i życie naszych pacjentów, nie możemy żebrać o każdy grosz na ten cel u ludzi, którzy z racji swoich stanowisk są odpowiedzialni za stan polskiej ochrony zdrowia. Odpowiedzialności tej nie da się zrzucić na nas" - czytamy w dokumencie.

- Te słowa pokazują nastroje w środowisku. Sytuacja w ochronie zdrowia jest w tej chwili naprawdę dramatyczna. Nie dziwię się, że powoli zaczynają padać w debacie mocne słowa - powiedział Jankowski. Jak dodał, żaden z adresatów listu do tej pory na niego nie odpowiedział.

Gość TOK FM przekonywał, że pieniędzy w ochronie zdrowia brakuje dramatycznie między innymi na leki w szpitalach, remonty placówek czy zakup karetek. - Nie mówiąc już o wynagrodzeniach dla personelu - stwierdził. Jak dodał, w Polsce wydatki na zdrowie wynoszą 4,4 proc. PKB, tymczasem w Unii Europejskiej poziom ten sięga około 6,6 proc., a nawet 7,2 proc. PKB.

Dążenie do podniesienia wydatków na służbę zdrowia było jednym z warunków porozumienia między Ministerstwem Zdrowia a protestującymi na początku 2018 roku rezydentami. - Myśmy podpisali porozumienie, bo mówiono nam wówczas, że pieniędzy na ochronę zdrowia więcej po prostu nie ma i nie ma skąd ich wziąć. Tymczasem zobaczyliśmy, że te pieniądze były, tylko przeznacza się je na inne cele, na przykład na wielkie pakiety socjalne i na kolejne obietnice, w tym wyborcze. Czujemy się rozegrani - powiedział w TOK FM Jankowski, który był jedną z twarzy protestu lekarzy rezydentów.

Pytany, czy rezydenci znów będą protestować, powiedział, że na razie trwa akcja pod hasłem "Zdrowa praca", która ma na celu zachęcanie lekarzy do niepracowania ponad normę (czyli blisko 38 godzin w tygodniu). Chodzi o wypowiadanie słynnych klauzul opt-out, czyli dobrowolnych zgód lekarzy na dodatkowe godziny pracy. Jak wskazał Jankowski, coraz więcej lekarzy z nich rezygnuje i - jak mówił - słusznie. - Te klauzule powinny być w ogóle zniesione - stwierdził gość EKG.

Całej rozmowy z Łukaszem Jankowskim w Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie

 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM