Szpitalne Oddziały Ratunkowe działają według nowych zasad. "Czas oczekiwania 240 minut należy między bajki włożyć"

W największych szpitalach w Polsce zaczęły obowiązywać nowe przepisy funkcjonowania SOR-ów. Każdemu pacjentowi zostanie przypisany jeden z pięciu kolorów. Najlżej chorzy mają oczekiwać na pomoc cztery godziny.
Zobacz wideo

1 października weszło w życie rozporządzenie  Ministerstwa Zdrowia wprowadzające nowe przepisy, według których będą funkcjonować szpitalne oddziały ratunkowe. Nowe zasady mają m.in. poprawić dostępność świadczeń w SOR-ach oraz uporządkować ich działanie. 

SOR-y w dużych szpitalach już działają według nowych zasad. Mniejsze placówki mają zaś więcej czasu na dostosowanie się do rozporządzenia. 

Dziennikarz TOK FM, Cezary Łasiczka zastanawiał się jednak, czy wystarczy nam w Polsce lekarzy do usprawnienia oddziałów ratunkowych. 

Małgorzata Solecka, dziennikarka portalu Medycyna Praktyczna i miesięcznika "Służba Zdrowia" oraz autorka książki "Służba zdrowia? Jak pokonać chory system" zwracała uwagę, że problem jest złożony. 

- Lekarzy nie ma. Jest bardzo dużo sygnałów z różnych miejsc w Polsce, gdzie, w związku z nowymi przepisami, dyrektorzy próbują zwiększyć obsadę, namawiając lekarzy do dyżurowania w dwóch miejscach jednocześnie - podkreśliła, dodając jednak, że nie jest to wcale koncepcja nowa. Ekspertka przypomniała bowiem, że już minister zdrowia Konstanty Radziwiłł twierdził, że pełnienie przez jednego lekarza dyżuru w dwóch różnych miejscach w tym samym czasie nie stanowi żadnego problemu. - Lekarze protestują przeciwko temu już od pewnego czasu. W przypadku SOR, taki współdzielony dyżur, to jest gra obarczona wielkim ryzykiem zarówno dla pacjentów na SOR-ze i na oddziale, jak i dla lekarza - komentowała. 

Jak tłumaczyła, kłopotliwe jest w tej sytuacji nawet samo umiejscowienie szpitalnych oddziałów ratunkowych w odrębnych częściach szpitala. - Zwykle jest to duża odległość. Jeśli w jednym czasie wydarzą się dwa przypadki wymagające fizycznej obecności lekarza, to jeden z pacjentów będzie miał dużo mniejsze szanse na uzyskanie pomocy - wyjaśniała Solecka, podkreślając, że na SOR-ze powinni działać lekarze oddelegowani do tego dyżuru.

Wskazała także na drugi sposób, w jaki dyrektorzy szpitali próbują sobie radzić ze zbyt małą obsadą. Mogą po prostu SOR zamknąć. Tak stało się w jednym ze szpitali w Opolu, co sprawi, że działający w tym mieście szpital uniwersytecki będzie musiał zmierzyć się z o 50 proc. większą liczbą pacjentów.

SOR. Nowy podział na kolory

Według nowych przepisów szpitale muszą wprowadzić podział pacjentów na pięć kolorów: od czerwonego - osób w najcięższym stanie, którym pomocy należy udzielić natychmiast - do niebieskich - najlżej chorych, mogących czekać na pomoc do 240 minut - bo tak zapisano w rozporządzeniu. 

- Taki czas oczekiwania to raczej należy włożyć między bajki. 240 minut to bardzo mało. Myślę, że wielu pacjentów w cięższym stanie, oznaczonych jako kolor żółty, byłoby zachwyconych, gdyby czas oczekiwania miał tyle wynosić - stwierdziła.

Małgorzata Solecka przypomniała jednak, że SOR to nie miejsce na przeprowadzanie badań, ale oddział ratowania życia: jeśli ktoś może czekać kilka godzin na kontakt z lekarzem, to znaczy, że powinien najpierw udać się po pomoc do nocnej pomocy lekarskiej lub do lekarza pierwszego kontaktu, który podejmie decyzję o dalszych działaniach. - Bardzo dużo osób pojawia się na SOR-ach z naprawdę błahymi problemami. Nie pozbędziemy się tłumów, jeśli nie będziemy edukować pacjentów - stwierdziła. 

Dodała także, że poleca wszystkim pacjentom, którzy zdecydują się najpierw na wizytę w szpitalu, aby - jeśli zostanie im przypisany kolor zielony lub niebieski - dowiedzieli się w rejestracji, gdzie przyjmują najbliżsi lekarze POZ lub nocnej pomocy. - Na papierze można zapisać wszystko, a życie jest życiem. Pacjent niebieski, zielony, przez swój kolor otrzymują jasny komunikat. Ten czas 4 godzin może się wydłużyć. Wystarczy, że przyjadą dwie, trzy karetki z pacjentami w stanie ciężkim. Nikt pacjenta z bolącymi plecami nie będzie oglądać, kiedy walczy o życie człowieka po zatrzymaniu krążenia - mówiła w rozmowie z Cezarym Łasiczką.

SOR-y nie opłacają się szpitalom

Jak podkreśliła gościni TOK FM, dyrektorzy zarówno małych, jak i dużych szpitali borykają się głównie z tym samym problemem. Wszyscy mówią, że SOR-y bezustannie generują straty. To dlatego, że wypłaca się im środki na podstawie ustalonego z góry ryczałtu, niezależnie od liczby pacjentów, których przyjmą.

- SOR-y nie opłacają się szpitalom. Miały być zbrojnym ramieniem, a stały się kamieniem młyńskim dla wielu placówek. Dyrektorzy ograniczają więc obsadę. Gdyby chcieli ją zapewnić, to straty byłyby jeszcze większe. Nie ma obsady, wydłużają się kolejki - tłumaczyła zależności.

Według Soleckiej, jeśli nie będzie większych nakładów na służbę zdrowia, nie będzie więcej lekarzy, a co za tym idzie nic się nie zmieni: nie znikną kolejki i problemy. 

Rozmowy posłuchasz też na telefonie dzięki aplikacji TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM