Anestezjolodzy z największego szpitala w Polsce przestają uczyć. "To jest taki wymiar pracy, który nie pozwala normalnie żyć"

11 z 13 nauczycieli akademickich pracujących w klinice anestezjologicznej w warszawskim szpitalu na Banacha zrezygnowało z prowadzenia zajęć ze studentami. - Jeżeli nie będzie nas, nasze zajęcia zostaną przeniesione do innych jednostek, ale na pewno jakość dramatycznie spadnie. Nie jest możliwe, by nie stało się tak przy tak dużej liczbie studentów - przekonuje dr Łukasz Wróblewski, który jest dydaktykiem z wieloletnim stażem.

11 z 13 anestezjologów z II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii ze szpitala na Banacha, którzy jednocześnie prowadzą zajęcia dydaktyczne na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, postanowiło zakończyć karierę akademicką.

W rozmowie z TOK FM dr Łukasz Wróblewski - jedna z osób, które wypowiedziały umowę WUM - tłumaczył, dlaczego dydaktycy podjęli taką decyzję. - To nasza reakcja na brak zmian w organizacji pracy w klinice, która oczywiście wynika z braku pracowników. Brak specjalistów na poziomie szpitala odczuwalny jest już od wielu miesięcy. Teraz widzimy, że nie jesteśmy w stanie zapewnić dobrej jakości zajęć dydaktycznych, które do tej pory - od wielu lat - prowadziliśmy - mówił lekarz, zaznaczając, że poziom zajęć prowadzonych przez pracowników warszawskiej kliniki był zawsze bardzo wysoko oceniany. 

Jak wyglądała praca lekarzy akademickich w ostatnim semestrze? Pierwszą część dnia poświęcali na pracę w szpitalu oraz szkolenie rezydentów i studentów, a następnie - do 18-19 - prowadzili zajęcia ze studentami w centrum symulacji. Codziennie w klinice odbywały się zajęcia dla 50-120 studentów. Dodatkowo każdy miał średnio jeden 24-godzinny dyżur w tygodniu. - To jest taki wymiar pracy, który dorosłym ludziom, którzy mają rodziny, nie pozwala normalnie żyć - podkreśla dr Wróblewski, zaznaczając, że tak napięty grafik dotyczył większości z nich. 

Lekarz wyjaśnia, że w związku z brakiem możliwości pogodzenia pracy w szpitalu z pracą dydaktyczną, anestezjolodzy wybierają dobro pacjentów. - W dylemacie: pójść do studenta czy pójść do pacjenta, wygrywa pacjent. To jest bardzo trudna decyzja, bo czujemy się odpowiedzialni również za kolejne pokolenia lekarzy - podkreśla. 

"Jeżeli nie będzie nas, jakość dramatycznie spadnie"

Wypowiedzenia większości specjalistów wejdą w życie 1 marca. Jak brak wykładowców wpłynie na jakość kształcenia polskich lekarzy? Według dr. Wróblewskiego może być to dla uczelni dużym problemem. - Znaleźć ludzi, którzy chcą się zajmować dydaktyką, którzy chcą być nie tylko lekarzami, ale też pedagogami i wykładowcami, jest bardzo trudno - stwierdza. 

Lekarz podkreśla jednak, że uczelnia prowadzi obecnie z anestezjologami rozmowy na temat możliwości pozostania przez nich na stanowiskach. - Czujemy pewne wsparcie naszych oczekiwań, ponieważ uczelni zależy na utrzymaniu jakości kształcenia. Jeżeli nie będzie nas, nasze zajęcia zostaną przeniesione do innych jednostek, ale na pewno jakość dramatycznie spadnie. Nie jest możliwe, by nie stało się tak przy tak dużej liczbie studentów - przekonuje. 

Szpital na Banacha. Ilu anestezjologów brakuje?

Na stronie internetowej Kliniki znaleźć można informację, że pracuje w niej 70 anestezjologów. Jak mówi dr Wróblewski, te dane są jednak dawno nieaktualne. Zatrudnionych specjalistów jest zaledwie 29, z czego połowa pracuje na mniej niż cały etat, a tak naprawdę od "realnie" pracujących anestezjologów trzeba także odliczyć osoby przebywające np. na urlopach macierzyńskich. Siły szpitala zasila dodatkowo 19 rezydentów, jednak oni również nie są dostępni dla pacjentów przez cały czas swojej pracy, ponieważ odbywają w trakcie rezydentury różne staże.

Ilu zatem anestezjologów więcej powinien mieć szpital? Dr Wróblewski przytacza ocenę konsultanta mazowieckiego w dziedzinie anestezjologii, który ocenił liczbę brakujących w placówce specjalistów na 15 osób. 

Co ważne, anestezjolodzy pracują nie tylko przy operacjach i na intensywnej terapii, ale również przy innego rodzaju zabiegach, np. kolonoskopiach. - Nie tylko blok operacyjny odczuwa nasz brak, ale cały szpital - podkreśla lekarz. 

Kłopoty szpitala na Banacha

Już w październiku informowaliśmy, że m.in. ze względu na braki kadrowe i finansowe szpital na Banacha zmuszony był do wstrzymania pracy dziewięciu sal operacyjnych. Jak ustalił reporter TOK FM - Michał Janczura - warszawska placówka borykała się z olbrzymimi problemami kadrowymi. Brakowało właśnie anestezjologów, pielęgniarek i instrumentariuszek. 

Szpital na Banacha to największa placówka w Polsce: 18 klinik, prawie 600 lekarzy i ogromny blok operacyjny na 23 sale. Placówka od pewnego czasu jest instytucjonalnie połączona z dwoma innymi szpitalami: pediatrycznym przy Żwirki i Wigury oraz szpitalem klinicznym Dzieciątka Jezus przy Lindleya, tworząc Uniwersyteckie Centrum Kliniczne. 

Poprosiliśmy o komentarz dyrekcję UCK. Czekamy na odpowiedź.  

Aplikacja TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa tygodnie.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Anestezjolodzy z największego szpitala w Polsce przestają uczyć. "To jest nasz głos rozpaczy i bardzo trudna decyzja"
Zaloguj się
  • wlaki100

    Oceniono 3 razy 3

    Nadciąga apokalipsa. Brakuje 75 tyś lekarzy, a 1/3 z obecnie pracujących znajduje się w wieku przedemerytalnym. Doprowadziła do tego wieloletnia nieodpowiedzialna polityka wszystkich dotychczasowych rządów i monopol NFZ. Natomiast to co wyprawia obecnie PiS trudno nawet komentować. To totalny upadek rozumu. Zamiast reformować system i inwestować w ludzi, lekką rączką rozrzuca się miliardy na prawo i lewo.

  • liwia01

    Oceniono 1 raz 1

    Ciekawe,ile jeszcze czasu potrzeba,by wszystko sie zawaliło? A co nasz drogi ,przemądrzały ,cwaniaczkowaty suweren? Jeszcze się nie zaczął bać?

  • krytek-7

    Oceniono 1 raz 1

    A popracowac troche dla ideii jak doktor Karczewski nie laska?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX