Lekarze mają problem ze zdobyciem specjalizacji. Ponad 70 proc. nie zdało egzaminu z ortopedii

Aż 72 proc. młodych lekarzy nie zdało egzaminu specjalizacyjnego z ortopedii. Na pozostałych kierunkach wyniki wcale nie są o wiele lepsze. Aleksandra Kurowska z portalu Cowzdrowiu.pl podkreślała, że zdawalność specjalizacji spada z roku na rok. - Jeśli sytuacja się nie poprawi, zaingerować powinno Ministerstwo Zdrowia - mówiła w TOK FM.
Zobacz wideo

Egzamin specjalizacyjny składa się z dwóch części - ustnej i pisemnej. Po uzyskaniu pozytywnego wyniku z każdej z nich można uzyskać tytuł specjalisty. Okazuje się jednak, że nie jest to wcale takie proste. Jak wynika z danych Porozumienia Rezydentów, które opisała "Gazeta Wyborcza", na wielu kierunkach ponad 40 proc. młodych lekarzy nie uzyskuje tej specjalizacji.

Najgorzej jest w ortopedii, gdzie egzaminu nie zdało aż 72 proc. osób. Na drugim miejscu jest neurochirurgia (57,1 proc.), na trzecim - medycyna pracy (53 proc.).

Wyniki te komentowała w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u Aleksandra Kurowska z portalu Cowzdrowiu.pl. Prowadzący audycję Piotr Maślak ocenił, że jeżeli 72 proc. osób, nie zdaje jakiegoś egzaminu, to jest przede wszystkim wina jego autorów, a nie samych zdających. Kurowska zgodziła się z taką tezą. Przypomniała, że młodzi lekarze od lat narzekają na egzaminy specjalizacyjne. Przekonują, że są one "prawdziwą loterią" i jedną wielką niewiadomą. - Mówią, że pytania są tak konstruowane, że możliwe są bardzo różne odpowiedzi. Na przykład podaje się pytanie z potrójnym zaprzeczeniem w jednym zdaniu. I zdenerwowana osoba naprawdę może się pomylić - stwierdziła dziennikarka. 

Nie ma literatury ani klucza odpowiedzi

Kurowska podkreśliła, że do egzaminu specjalizacyjnego nie ma żadnej bazy literatury, z której młodzi lekarze mogliby się uczyć. - Co więcej, mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego, nie są nawet publikowane stare pytania z kluczem odpowiedzi - nadmieniła.

Egzaminy specjalizacyjne zdają młodzi lekarze po zakończeniu rezydentury. Ta trwa zwykle cztery lub sześć lat - w zależności od kierunku. W tym czasie rezydenci pracują w szpitalach lub przychodniach, a pensje wypłaca im Ministerstwo Zdrowia. Jeśli nie zdadzą specjalizacji - mogą podejść do egzaminu za kolejne pół roku. "W tym czasie jednak Ministerstwo Zdrowia przestaje płacić im pensję. Zwykle zatrudnia ich szpital, ale na gorszych warunkach" - pisze "Gazeta Wyborcza".

Aleksandra Kurowska przekonywała, że problem niskiej zdawalności egzaminów nie jest nowy. Co więcej, podkreśliła, że przeglądając wyniki z kilku poprzednich lat, widać wyraźnie, że zdawalność z roku na rok jest słabsza. - W ciągu dekady spadła o 11 punktów procentowych - podkreśliła.

Różne wizje na rozwiązanie problemu

Czy środowisko medyczne nie dostrzega więc problemu? Dostrzega, ale - jak mówiła dziennikarka - ma rozbieżne pomysły na jego rozwiązanie. - Część lekarzy uważa, że dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie bazy półtora czy nawet kilku tysięcy pytań. Inna część mówi, że absolutnie to nie wchodzi w grę, bo koledzy "zakują" odpowiedzi, jak do testów - wyjaśniała.

- Problemem pewnie jest też to, że pytania do egzaminów nie są układane zbyt profesjonalnie. Nie ma żadnego klucza, nie wiadomo, kto jest ich autorem. Teoretycznie to jest zlecane konsultantom krajowym, ale oni czasem delegują to niżej, bo nie wiąże się to z żadnymi gratyfikacjami. A żeby przygotować takie pytania, trzeba to zrobić w sposób ciekawy i inteligentny - mówiła dalej Kurowska.

W jej opinii, jeśli sytuacja się nie poprawi, zaingerować powinno Ministerstwo Zdrowia.

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

DOSTĘP PREMIUM