Belgia. Pierwszy potwierdzony przypadek koronawirusa

Belgia potwierdziła pierwszy przypadek koronawirusa na terenie kraju. Wirusa wykryto u jednego z Belgów, którzy wrócili z Chin. Służby publiczne poinformowały o tym we wtorek.
Zobacz wideo

Obecność wirusa stwierdzono u jednego z dziewięciu Belgów, którzy wrócili niedawno z Chin. Byli poddani kwarantannie w szpitalu wojskowym w Brukseli i po przeprowadzaniu badań u jednej z osób stwierdzono koronawirusa.

Pacjent, którego tożsamość nie została ujawniona, jest w dobrym stanie.

Mężczyzna zależał do grupy około 350 Europejczyków, w tym dziewięciu Belgów, którzy zostali dobrowolnie przetransportowani z prowincji Hubei, której stolicą jest Wuhan. W Europie przypadki koronawirusa stwierdzono jak dotąd we Francji, w Niemczech, Finlandii, we Włoszech, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Indie. W związku z koronawirusem Kerala ogłosiła stan klęski

Po wykryciu trzeciego przypadku koronawirusa władze Kerali wprowadziły specjalne środki zapobiegawcze na terenie południowoindyjskiego stanu. Indyjscy turyści masowo odwołują rezerwacje w keralskich hotelach. „Ogłoszenie stanu klęski nie ma na celu przestraszyć ludzi. Jest po to, aby wzmóc działania w celu zatrzymania rozprzestrzeniania się wirusa” - powiedziała telewizji NDTV minister zdrowia Kerali KK Shailaja.

Stan klęski wprowadzono po przebadaniu próbek pobranych u studenta z Kasaragod. Tak samo, jak poprzednie dwa przypadki, student wrócił do Kerali na początku stycznia z chińskiego miasta Wuhan. W Chinach studiuje na co dzień ok. 3 tys. studentów z Kerali, większa część z nich już wróciła do kraju.

Minister zdrowia podała, że obecnie 2239 osób jest pod obserwacją, z czego 84 osób przyjęto do szpitali. Dotychczas wysłano do przebadania 140 próbek - 46 dało wynik negatywny, a trzy pozytywny.

Władze podają, że wytypowano ok. 80 osób, które miały kontakt z trójka zarażonych i te osoby są również pod obserwacją służb medycznych.

„Mimo naszej czujności, niektórzy powracający unikają przedstawicieli służb medycznych” - powiedziała w wywiadzie dla dziennika „Hindustan Times” minister zdrowia Kerali. „To jest naprawdę niebezpieczne. Jeśli tak dalej będą się zachowywać, zaczniemy traktować to jak przestępstwo” - podkreśliła minister Shailaja.

Eksperci uważają, że wykrycie wszystkich trzech indyjskich przypadków koronawirusa w Kerali, nie jest przypadkiem. Kerala posiada najlepszą publiczną służbę zdrowia w kraju i doświadczenie w walce ze śmiertelnymi wirusami. W maju 2018 r. w południowoindyjskim stanie wykryto wirusa Nipah przenoszonego przez nietoperze. W ciągu miesiąca zmarło 17 osób. Epidemię wirusa, którego śmiertelność ocenia się na 40-50 proc. udało się opanować w niecałe 40 dni.

W weekend Indie ewakuowały ponad 600 osób z chińskiego miasta Wuhan, które jest epicentrum epidemii.

Wirus w Chinach. Rośnie liczba zarażonych

W Chinach według danych opublikowanych we wtorek przez państwową komisję zdrowia liczba zainfekowanych wzrosła w poniedziałek do 20 438 osób. Z powodu zakażenia koronawirusem zmarło dotychczas łącznie 426 osób. Przypadki zakażenia stwierdzono w 25 krajach - zakażonych jest tam w sumie 151 osób; poza ChRL zmarły dwie osoby zakażone koronawirusem.

W Polsce wciąż nie ma żadnego potwierdzonego przypadku koronawirusa. W niedzielę do kraju wróciła grupa 30 Polaków przebywających w Wuhan. Przebywają na kwarantannie we wrocławskim szpitalu wojskowym. Zostali poddani szczegółowym badaniom - wyniki mają być znane najpóźniej w środę 5 lutego. Płk dr n. med. Wojciech Tański przekazał w poniedziałek, że "pacjenci są dobrze zaopiekowani, nie stwierdzamy objawów infekcji".

"Wirus nie bierze się z brudu"

Profesor Włodzimierz Gut, wirusolog i ekspert w Głównym Inspektoracie Sanitarnym, tłumaczył w TOK FM, w jaki sposób wirus może przenosić się między ludźmi. - To się nie bierze z brudu, tylko z kontaktu z zarażoną osobą. I ten kontakt musi być bliski. Przyjęto, że to nieco poniżej metr, około 90 cm, czyli jednego jarda – mówił prof. Gut. Opisywał też dokładnie, co służby zrobią w przypadku zgłoszenia zarażenia koronawirusem. - Okres jego wylęgania to około 5 dni. My przez 14 dni – dla bezpieczeństwa – przechowujemy takiego delikwenta w "zamrażarce", żeby nie wyniósł choroby na zewnątrz. Jeśli po wyjściu ktoś zachoruje, to wtedy my wchodzimy w kontakt ze wszystkimi, z którymi mógł się zetknąć. Po to są te dokumenty na lotniskach, w których podajemy, gdzie jedziemy i co zamierzamy robić w danym kraju - wyjaśniał ekspert.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM