Lekarze nie chcą być onkologami. Na 21 miejsc dla rezydentów z onkologii dziecięcej chętnych było troje

Problem dotyczy całej onkologii, nie tylko tej dziecięcej. Na 93 miejsca dla onkologów klinicznych w 2019 roku chętnych było tylko 36 osób - wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, do których dotarło TOK FM.
Zobacz wideo

Z danych Ministerstwa Zdrowia za 2019 rok jasno wynika, że specjalizacje związane z onkologią cieszą się ostatnio wyjątkowo małą popularnością wśród lekarzy. W większości przypadków liczba wolnych miejsc rezydenckich jest trzy lub cztery razy większa od liczby chętnych, którzy zgłaszają się, by taką specjalizację odbyć. - Chyba najbardziej jaskrawy przykład to onkologia kliniczna, gdzie poważne braki są już teraz - mówi nam prof. Tadeusz Pieńkowski, szef kliniki onkologii w szpitalu MSWiA w Warszawie.

W najbliższych latach sytuacja będzie się już tylko pogarszać. - Jeśli ktoś zgłasza się na rezydenturę, to wcale nie oznacza, że ją ukończy. Wiele osób uznaje, że jest ona zbyt obciążająca i rezygnuje. Niestety z innych specjalizacji do onkologii lekarze przechodzą rzadko - mówi profesor.

Jego zdaniem braki nowych specjalistów odczujemy dotkliwie już niebawem. Jak wylicza, obecnie jest blisko milion osób, które albo chorowały, albo chorują na nowotwory. Każdy z nich potrzebuje kontaktu ze specjalistą. Statystyka wskazuje, że chorych będzie z roku na rok przybywać

- Głównym czynnikiem ryzyka ciągle jest wiek. To oznacza, że w starzejącym się społeczeństwie chorych będzie przybywać - mówi prof. Pieńkowski i zaznacza, że w zestawieniu z brakiem chętnych wszystko to prowadzi do prostych wniosków.

Potrzeba nie tylko onkologów

Onkologia to nie tylko sami onkolodzy. Każdy specjalista, z którym rozmawiamy, podkreśla, że kluczowa jest diagnostyka i możliwość oceny, z czym mamy do czynienia. Tu pojawiają się kolejne braki. Patomorfolodzy to już dziś specjaliści mocno deficytowi, a dane resortu zdrowia nie napawają optymizmem. Przy 57 miejscach rezydenckich liczba osób, które rozpoczęły rezydenturę, to zaledwie 16. Radioterapia onkologiczna oferowała aż 60 etatów rezydenckich. Znalazło się tylko 14 chętnych. To dane ogólnopolskie.

Specjalizacje priorytetowe

O tym, że są braki już dają się we znaki, świadczy choćby fakt, że większość tych specjalizacji znalazła się na ministerialnej liście "specjalizacji priorytetowych". To oznacza oczywiście dodatkowe pieniądze dla tych, którzy zechcą walczyć w przyszłości z nowotworami. - Rezydenci specjalizujący się w onkologii - jako dziedzinie priorytetowej - przez pierwsze dwa lata otrzymują 4700 zł, czyli więcej o ponad 1000 zł w porównaniu z 2016 r. Po dwóch latach rezydentury ich wynagrodzenie wynosi 5300 zł, czyli o ponad 1400 zł więcej niż w 2016 r - wylicza rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Do tego trzeba doliczyć pieniądze za dyżury. Wygląda więc na to, że to nie pieniądze są tu największym problemem.

Psychiczna gotowość

Dlaczego więc brakuje chętnych? Doświadczeni lekarze znów są zgodni: problem jest złożony. Po pierwsze, trzeba mieć żelazną psychikę, po drugie - trzeba się poświęcić pracy w szpitalu i pogodzić z tym, że będzie się pracowało tylko tam. Po trzecie, szanse dorobienia np. w prywatnym gabinecie praktycznie nie istnieją.

- To nie jest łatwy kawałek chleba - mówi prof. Pieńkowski i dodaje, że w rozmowach z lekarzami powtarza się konkretny argument. - Praca z chorymi onkologicznymi wymaga dużego zaangażowania i może stanowić duże obciążenie psychiczne - mówi profesor, choć podkreśla, że coraz częściej udaje się ludziom skutecznie pomagać i przezwyciężać chorobę.

No i co teraz?

Pytamy w Ministerstwie Zdrowia, czy statystyki nie są powodem do bicia na alarm. Co ważne, resort zapewnia, że nie lekceważy tego problemu. Ze statystyk wynika, że utworzenie specjalizacji priorytetowych przynosi efekty miedzy innymi w medycynie rodzinnej. Niestety w onkologii aż takiej poprawy nie ma - Także w dziedzinach onkologicznych widzimy wzrost zainteresowania wśród rezydentów, jednak nie jest on na takim poziomie, jakiego byśmy oczekiwali - mówi Wojciech Andrusiewicz i dodaje, że ministerstwo konsultuje ten problem z przedstawicielami uczelni medycznych i wyspecjalizowanych placówek.

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (29)
W Polsce brakuje onkologów. Dziesiątki pustych miejsc dla rezydentów
Zaloguj się
  • strach_sie_bac

    Oceniono 12 razy 6

    Ja nie dziwię się, lepiej zarabia się w TVPis, tam płynął miliardy PLN od podatników.

  • tonz2

    Oceniono 4 razy 4

    Nie dziwię się, do tej specjalizacji trzeba mieć przekonanie. Leczenie onkologicznych pacjentów w Polsce to chirurgia plus chemia. Ludzie nie mają takiego wyboru jak np. w Australii, że można stosować metody alternatywne pod kontrolą lekarza. U nas albo działasz według procedury, albo wypad. Efekt w poważnych nowotworach jest taki diagnoza, chemia do oporu, złe wyniki, koniec chemii i do piachu następny proszę.

  • menel13

    Oceniono 3 razy 3

    Problem w tym że onkolog, w odróżnieniu od np. ortopedy, nie ma gdzie prywatnie dorobić.

  • ks-t

    Oceniono 7 razy 3

    No szok. Lekarz już po 6 latach studiów i roku stażu idzie do pracy i już po dwóch latach rezydentury na priorytetowym kierunku zarabia średnią krajową? DObry PIS. A nawet dobry plus.

  • ubudubu4

    Oceniono 11 razy 3

    Przez 30 lat liberalizmu korporacja lekarska wymuszała zmniejszenie naboru młodych ludzi do uniwersytetów medycznych.....no osiągnęli swój cel.....

  • 2bxornot2b

    Oceniono 2 razy 2

    PRzeciez to oczywisctosc oczywista jedna siodma decyduje sie na ta specjalizacje z czego 80% w stanie depresji na widook nieskutecznosci i bezcelowosci ich pracy trafia na lezanki psychoanalityka. .Generalnie szpitale to przedpokoje cmentarza jednak ooddzialy onko fragment cmentarza.

  • true_lysander

    Oceniono 4 razy 2

    Jaki lekarz może mieć interes w tym, żeby po 8miu latach szkoleń i nauki miał podejmować pracę w niedofinansowanym szpitalu onkologicznym, na codzień leczyć nieuleczalne choroby i cierpieć psychicznie wraz z umierającym mu pacjentem, często dzieckiem, skoro może zostać dentystą, zarabiać w prywatnym gabinecie 5 razy większy pieniądz, kończyć pracę o której chce, a najgorsze co może spotkać jego pacjenta to nieco większy ból przy leczeniu kanałowym. Też bym się na oknologa nie pisał, choćby mi złote góry minister obiecał.

  • oloros11

    Oceniono 2 razy 2

    tylko onkologia - katastrofa od dawna trwa w najlepsze i dotyczy całej medycyny w Polsce - to cud ze jeszcze nie umierają na progu szpitala setkami -

  • wiejski.empedokles

    Oceniono 6 razy 2

    Przecież jeszcze nie tak dawno pomysł całkowitej prywatyzacji służby zdrowia był przez niemal wszystkich ekspertów uważany za dobry pomysł. Coś się zmieniło?;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX