Koronawirus. Wróciłeś z Włoch i chcesz się przebadać? Sam będziesz musiał za to zapłacić

Rosnąca liczba zachorowań na koronawirusa we Włoszech, powoduje obawy Polaków, którzy jeszcze niedawno spędzali ferie w zagrożonym regionie. Jeśli chcieliby się przebadać na obecność koronawirusa, muszą liczyć się z dużymi wydatkami.
Zobacz wideo

Na portalach społecznościowych pojawiają się wpisy rodziców, którzy próbują ustalić, w jaki sposób po weekendowym powrocie z wypoczynku we Włoszech powinni się zachować. Obawiają się, że oni lub ich dzieci mogą być nosicielami koronawirusa i mogą stanowić zagrożenie dla innych. Boją się, że - mimo tego, że na razie braku poważniejszych objawów - choroba może się u nich rozwinąć w późniejszym okresie. Bo przecież inkubacja wirusa trwa kilkanaście dni. Dzwonią więc, szukają pomocy, ale są odsyłani z jednej przychodni do drugiej: z prywatnej do państwowej czy m.in. do Państwowego Zakładu Higieny.

Okazuje się, że badanie można zrobić m.in. w przychodni Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Co ważne, jeśli nie ma niepokojących objawów - trzeba zapłacić. Niemało, bo 500 zł za jeden test. To oznacza, że jeśli z wyjazdu wróciła czteroosobowa rodzina, na badania trzeba wydać 2 tysiące złotych.

W mediach społecznościowych pojawiają się wpisy, że "wychodzi na to, że lepiej się nie badać i potencjalnie zarażać". 

Informacja o odpłatności jest umieszczona także na stronie szpitala, gdzie umieszczono oficjalny cennik. 

Ministerstwo Zdrowia na nasze pytanie w tej sprawie na razie nie odpowiedziało.

Tymczasem w mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej głosów oburzenia, że przyjęty przez władze system jest niesprawiedliwy. Internauci zwracają uwagę, że osobom, które mogły być potencjalnie narażone na zetknięcie się z wirusem (w Azji czy teraz we Włoszech) badań nie wykonuje się bezpłatnie w odróżnieniu od 30-osobowej grupie Polaków sprowadzonych na początku lutego z chińskiego Wuhan. Wszyscy oni, przypomnijmy, po czterokrotnym przeprowadzeniu testów zostali zwolnieni do domów. 

- Gdy grupę Polaków sprowadzono z Chin do Polski, do szpitala we Wrocławiu, to też większość z nich nie miała objawów. A badania im zrobiono. Jak rozumiem za darmo. Wszystko się odbywało w świetle kamer. A tu, wracasz człowieku z zagranicy i jak chcesz się zbadać, płać. Bo tu kamer nie ma - powiedziała w rozmowie z nami jedna z osób, która wróciła do kraju z wypoczynku we Włoszech. 

W niektórych firmach podjęto decyzję, że osoby, które właśnie wróciły z Włoch, powinny przez dwa najbliższe tygodnie pozostać w domach i pracować zdalnie, nawet jeśli nie mają żadnych objawów. To działanie prewencyjne, które ma uchronić innych przed ewentualnym zarażeniem. 

Koronawirus. Wskazania dla osób powracających z Włoch

W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa we Włoszech Główny Inspektor Sanitarny stwierdził dziś w TVN 24, że Polacy powracający z tego kraju powinni zachować spokój i uważność. Zaznaczył jednak, że zagrożenie nie jest tak duże, jak się niektórym osobom wydaje. 

Jarosław Pinkas przypomniał także, że leczenie chorych przebiega objawowo i 80 proc. z nich "przechodzi tę infekcję gładko".

Głównym elementem zabezpieczenia się przed wirusem jest odpowiednia higiena - mycie rąk, racjonalne zachowanie i śledzenie rzetelnych źródeł informacji. "Ten wirus ma łatwą możliwość transmisji i trzeba zachować daleko idący rozsądek. To jest przede wszystkim mycie rąk i odpowiednia higiena. Proszę nie bagatelizować tego" - mówił Główny Inspektor Sanitarny.

Koronawirus we Włoszech

We Włoszech z powodu koronawirusa zmarło już siedem osób, a ponad 200 jest zarażonych. W niedzielę władze zdecydowały się na odizolowanie 11 gmin. Określono je mianem "czerwonej strefy". Na mocy dekretu wydanego przez rząd obowiązuje surowy zakaz opuszczania tych miejscowości i wjazdu do nich pod groźbą kar finansowych. "Czerwonych stref" pilnuje kilkadziesiąt patroli, a premier Giuseppe Conte zaapelował do obywateli o współpracę.

Lokalne władze apelują do mieszkańców zamkniętych miasteczek, aby radykalnie ograniczyli wychodzenie z domu, co oznacza - jak podkreślają media - praktyczną samoizolację domową kilkudziesięciu tysięcy osób. Obrona Cywilna apeluje do ludności, aby nie ulegała panice. Jej oznaki jednak są widoczne - zauważa się. Ludzie masowo gromadzą zapasy, wykupują maseczki, trwa szturm na nieliczne otwarte sklepy i apteki.

Koronawirus na świecie

Epidemia koronawirusa wybuchał w Chinach w grudniu ubiegłego roku. Wirus dotarł już do 25 krajów i terytoriów na świecie, w tym na kilka europejskich, m.in. Włochy, Niemcy, Francję i Finlandię, a także  - USA. Poza Chinami kontynentalnymi zanotowano dotąd 26 zgonów, m.in. 12 w Iranie, 7 we Włoszech.  Po Chinach krajem, gdzie wirus najszybciej się rozprzestrzenia, jest Korea Południowa. Do 763 wzrosła tam liczba zakażonych koronawirusem. 

Aplikacja TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM