Skąd się bierze mit, że każdy potrzebuje 8 godzin snu? I dlaczego tabletki nasenne ani suplementy nie leczą bezsenności?

- 70 proc. leczy się dzięki radom jakiejś pani Kowalskiej, kupuje tony suplementów, często niedziałających czy nie daj Boże pije alkohol, bo to jest dość powszechne lekarstwo nasenne - mówił w TOK FM prof. Michał Skalski z Poradni Zaburzeń Snu.
Zobacz wideo

Prof. Michał Skalski z Poradni Zaburzeń Snu przy Klinice Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego twierdzi, że zaburzenia snu są dziś wyleczalne w prawie 100 proc., a w ostatnich 20 latach podejście lekarzy do problemu bezsenności bardzo się zmieniło.

- Do końca XX wieku wielu lekarzy uważało się za specjalistów od leczenia bezsenności i przepisywało leki nasenne. W ostatnich 15-20 latach zaszły fundamentalne zmiany w sposobach leczenia. Od leków nasennych w większości odchodzimy - mówił ekspert.

Lekarz wyjaśnił, że podstawą leczenia bezsenności i wszelkich zaburzeń snu jest dziś terapia poznawczo-behawioralna. Badania naukowe dowodzą, że sen jest rodzajem wyuczonego zachowania. - Po to, żebyśmy jako małe dzieci dobrze spali, musimy się tego nauczyć. Potem w życiu dorosłym na skutek pracy, stresów oduczamy się tego - podkreślał prof. Skalski. Według niego, jeśli pacjent nie nauczy się dobrze spać, to nigdy z bezsenności nie wyjdzie.

Jak mówił gość Ewy Podolskiej, dodatkowym czynnikiem mającym wpływ na nasz sen jest tzw. potrzeba snu. - Kiedy czuwamy w ciągu dnia, w naszym organizmie gromadzą się endogenne hipnotoksyny, substancje chemiczne o działaniu nasennym. Jak tych substancji się dużo uzbiera, a jednocześnie przychodzi noc, zegar biologiczny wyznacza nam porę spania - tłumaczył ekspert.

Prof. Skalski podkreślał, że znaczenie mają również czynniki behawioralne. - Bo jeśli jest 1. w nocy, jest bardzo ciemno, a ja prowadzę samochód, to nie zasnę. Ale jeśli leżę w sypialni w ciemnym pokoju, to raczej zasnę - przekonywał, dodając, że czasem dochodzi do błędów i bywa, że człowiek zaśnie za kierownicą albo nie może zasnąć w swoim własnym łóżku.

Według specjalisty od snu jest cały szereg czynników biologicznych wpływających na to, czy możemy zasnąć. Lekarz przekonywał, że nauka spania nie jest skomplikowana, ale mózg musi mieć konkretny sygnał. - Najpowszechniej popełnianym błędem przez większość ludzi jest wchodzenie do łóżka, a następnie zapalanie lampki, branie książki albo pilota od telewizora - mówił.

Jak przyznał, niektórzy zasypiają przy włączonym telewizorze, ale dlatego, że zrobili rytuał z oglądania telewizji przed snem. - Mnie się wydaje, że dużo lepszym rytuałem niż telewizor byłoby przyłożenie głowy do poduszki - przekonywał, dodając, że podobnym błędem jest tabletka nasenna.

50 proc. populacji ma problemy ze snem

Bezsenność dotyka tylko 50 proc. populacji i zależy w dużej mierze od biologii i genów. - Są tacy ludzie, którzy śpią aż za dużo (rekordzista z poradni młody chłopak śpiący 20 godzin na dobę) i są tacy, którzy mają sen bardzo wrażliwy.

- Większość pacjentów z bezsennością to ludzie, którzy od zawsze mieli problemy - gorzej spali w nowych miejscach, przy zmianach pogody i mieli bardzo wrażliwy sen - mówił specjalista.

Gość Ewy Podolskiej wyjaśniał, że mózg, żeby się wyspać, potrzebuje godzinę, dwie snu głębokiego, a taki sen możliwy jest tylko w nocy. - Jeśli mamy pacjenta, który pracuje na zmiany nocne i wraca rano do domu, odradzamy mu odsypianie. Lepiej dotrwać do wieczora i zasnąć snem wyrównawczym, który jest dwa razy głębszy, a nie musi być dwa razy dłuższy. Po tym śnie wyrównujemy braki z nieprzespanej poprzedniej nocy - mówił.

Specjalista od snu wyjaśniał też, skąd biorą się problemy ze snem, które pojawiają się nagle np. w okolicach 60-tki. Według niego osoby, które są mniej aktywne fizycznie z racji wieku czy chorób, potrzebują mniej snu. - Dodatkowo z wiekiem spada zapotrzebowanie na sen. Chodzę spać o 23., a o 4.-5. budzę się wyspany i koniec kropka - tłumaczył ekspert.

Doktor Skalski zachęcał do zgłaszania się do lekarza z problemami ze snem. Podał, że według statystyk zaledwie 30 proc. osób mających problemy ze snem zgłasza się do lekarza. - 70 proc. leczy się dzięki radom jakiejś pani Kowalskiej, kupuje tony suplementów, często niedziałających czy nie daj Boże pije alkohol, bo to jest dość powszechne lekarstwo nasenne - mówił. Dodał, że bezsenność albo nadmierna senność może być objawem innej choroby.

Mit snu 8-godzinnego

Jak tłumaczył ekspert, sen się składa z cykli 1,5-godzinnych: powtarzają się fazy snu płytkiego, głębokiego oraz REM (rapid eye movement - faza snu z szybkimi ruchami gałek ocznych). - Osoby młodsze przesypiają 5 cykli, czyli legendarne 8 godzin, ale po 40-tce, 50-tce nie da się już przespać 5 cykli, maksymalnie 4, czyli 6-7 godzin, a po 60-tce już tylko 3 cykle, czyli 5-6 godzin - wyjaśniał.

Na początku lat 90. problemy ze snem zgłaszało 3-4 proc. ludzi młodych, w tej chwili ten odsetek sięga 20-30 procent. Wśród przyczyn lekarz wymienił stymulację niebieskim światłem z telefonów, tabletów, z których często korzystamy przed snem.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM