Koronawirus. Specjalistka od chorób zakaźnych apeluje do lekarzy różnych dziedzin: Zawsze trzeba pacjenta zbadać

- Lekarze też mają obawy dotyczące koronawirusa - przyznaje dr Grażyna Semczuk, konsultant wojewódzki do spraw chorób zakaźnych w Lublinie. W jej ocenie, trudno się jednak temu dziwić, bo wirus jest wciąż mało znany i nikt nie wie, na jaką skalę się rozprzestrzeni.
Zobacz wideo

Pani doktor – jako konsultant wojewódzki – codziennie rozmawia ze swoimi kolegami „po fachu”. We wtorek miała spotkanie z lekarzami rodzinnymi. Nie kryje, że pojawiło się na nim mnóstwo pytań i wątpliwości. Lekarze alarmowali, że brakuje choćby maseczek czy płynów do dezynfekcji rąk. - Uruchamiane są rezerwy rządowe – mówi nasza rozmówczyni. Jak słyszymy, większość rezerw trafi do szpitali, ale lekarze rodzinni też muszą część z nich dostać.

Część lekarzy alarmuje – m.in. w Internecie, ale też w rozmowach prywatnych – że, gdyby trafił do nich pacjent z podejrzeniem koronawirusa, nie będą wiedzieli, co mają robić. Grażynie Semczuk też zdarza się słyszeć takie głosy. – Czasami słyszę „mnie to nie dotyczy, nie jestem zakaźnikiem”. Zawsze podkreślam, że wszyscy lekarze mają dyplomy lekarza medycyny. Nie lekarza – ginekologa, pulmonologa czy chirurga, tylko lekarza medycyny. I w sytuacji, kiedy zachodzi taka potrzeba, zawsze trzeba pacjenta zbadać i trzeba mu pomóc. Bo specjalistów chorób zakaźnych jest bardzo mało – tłumaczy nasza rozmówczyni.

Lekarka podkreśla jednak, że większość lekarzy rodzinnych wie, co ma robić. – Najważniejszy jest wywiad epidemiologiczny z pacjentem – mówi dr Semczuk. Chodzi o dokładną rozmowę z pacjentem – gdzie był, jakie ma objawy, z kim się spotykał, czy był narażony na kontakt z osobami chorymi. Dokładny wywiad może być lekarzowi bardzo pomocy z ocenie sytuacji.

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

Grażyna Semczuk z wirusami i chorobami zakaźnymi ma do czynienia od kilkudziesięciu już lat. Jak mówi, najgorsze, co może się stać, to panika i strach. – Teraz dużo zależy od samych ludzi, od tego, jak będą podchodzili do tematu. My tak często zachowujemy się niewłaściwie, panikujemy, jeżeli coś nas zaniepokoi. A ja radziłabym zacząć od siebie i przemyśleć, czy ja rzeczywiście robię wszystko, by zapobiec tej infekcji – mówi lekarka.

- Zachowania paniczne i lęki nie dają nic dobrego. Absolutnie. W sytuacjach kryzysowych musimy przede wszystkim zachowywać się racjonalnie i skupić się na profilaktyce – tłumaczy. I dodaje, że nie można ulegać emocjom. – Potrzebna jest chłodna kalkulacja i rozsądek w podejściu do ewentualnej dużej liczby zachorowań – mówi Grażyna Semczuk.

Zasady profilaktyki są niezmienne – najważniejsza z nich to częste mycie rąk. Dokładnie, z użyciem mydła czy płynu do dezynfekcji. Takie płyny pojawiły się m.in. w części placówek służby zdrowia i niektórych urzędach – m.in. w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie. Warto z nich korzystać. Warto też wietrzyć pomieszczenia, w których przebywamy.

Kolejna rzecz to maseczki. Grażyna Semczuk apeluje, by maseczek używały głównie osoby chore, kaszlące i kichające, a nie zdrowe. Jak podkreśla, to ważne szczególnie w szpitalach i przychodniach – tam, gdzie personel medyczny spotyka się z chorymi. By nie rozsiewać wirusów, maseczki powinni mieć i chorzy, i pielęgniarki, i lekarze.

DOSTĘP PREMIUM