Dr Grzesiowski: Część szpitali ma zapas maseczek tylko na 2-3 dni. Myślimy o "samoróbkach", sami będziemy je szyć

- Nie mamy w tej chwili zapasów środków ochrony. Bardzo wiele szpitali pracuje na bieżąco. Przez braki w hurtowniach, placówki zostały po prostu z niczym - mówił w TOK FM dr Paweł Grzesiowski. Ostrzegał, że przez brak maseczek i fartuchów szpitale wkrótce mogą zostać puste.
Zobacz wideo

W środę rząd zdecydował o zawieszeniu zajęć w placówkach oświatowych na dwa tygodnie (od poniedziałku, 16 marca). Czwartek i piątek będą dniami "przejściowymi", kiedy rodzice, którzy nie będą mieli z kim zostawić dzieci, będą mogli przyprowadzić je do szkoły - tam zostanie im udzielona opieka, nie będzie jednak zajęć. Ponadto zamknięte mają być też instytucje kulturalne, odwołano zajęcia na uczelniach wyższych.

Decyzję władz komentował w TOK FM dr Paweł Grzesiowski z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie. - Jesteśmy w przedpokoju epidemii i te działania, jeśli mają mieć sens, muszą być podejmowane własne teraz - powiedział. Doktor podkreślał, że jeżeli wirus rozprzestrzeniłby się w społeczeństwie i stał się w pewien sposób niekontrolowany, część tych ograniczeń zwyczajnie nie miałaby już sensu. - W tej chwili mamy przeciąć drogi szerzenia się wirusa, a tymi drogami są przede wszystkim kontakty międzyludzkie - stwierdził.

Grzesiowski zwracał uwagę, że zamknięcie szkół to nie tylko nieobecność dzieci w placówkach. - To jest zmniejszenie natężenia ruchu drogowego, mniej ludzi w autobusach, w metrze, w tramwajach, wszędzie. Dodatkowo część dorosłych pozostanie w domu, bo ktoś musi się tymi dziećmi zająć - wyliczał gość Agnieszki Lichnerowicz.

Prowadząca Światopodgląd pytała swojego gościa, dlaczego - wobec tylu środków ostrożności - rząd nie zdecydował się na zamknięcie dużych galerii handlowych. Zdaniem dra Grzesiowskiego, galerie nie są miejscem, gdzie zarażenie występuje w aż tak dużym stopniu. - Tam zdecydowanie rzadziej rozmawiamy ze sobą twarzą w twarz, z odległości metra czy dwóch. Chyba, że chodzi o pracowników tych sklepów. Natomiast klienci najczęściej biegają po galeriach z rozwianym włosem i szukają jakichś produktów. Raczej nie ma między nimi specjalnych interakcji - oceniał gość TOK FM. Jak dodał, bardziej obawiałby się korzystania z małych kafejek, podróżowania taksówkami czy właśnie tłoku w komunikacji miejskiej. - Bo tam już pół godziny spędzone twarzą w twarz z kimś, kto jest chory, może się skończyć zarażeniem - przestrzegał.

Testy na koronawirusa. Komu robić?

W drugiej części rozmowy redaktor Lichnerowicz pytała swojego gościa o liczbę testów na koronawirusa wykonywanych w Polsce. Do tej pory, jak podawał w środę szef resortu zdrowia Łukasz Szumowski, przeprowadzono ich 2024. Pytanie, czy to nie za mało?

Grzesiowski w pierwszej kolejności podkreślił, że zdolność do wykonywania testów w Polsce w ostatnim czasie bardzo wzrosła. Przypomniał, że zaczynaliśmy zaledwie od dwóch laboratoriów w Warszawie, a obecnie są one już w kilkunastu miastach w całej Polsce. Wynik testu można uzyskać już po kilku godzinach. Problemem jest, zdaniem lekarza, procedura dotycząca osób kierowanych na badania.

W Polsce nie wykonuje się bowiem testów na koronawirusa u osób, które nie mają konkretnych objawów i zaleceń od lekarzy zakaźników. - Ja będę uważał i nie dam się przekonać, że wykonywanie badań bez objawów też jest w pewnych przypadkach uzasadnione - powiedział gość TOK FM. Obecnie, na co zwracał uwagę, koronawirusa mogą "złapać" nie tylko te osoby, które podróżowały do Azji czy Włoch (jak mówiono wcześniej). Liczba krajów dotkniętych chorobą jest tak duża, że każdy - bez względu na to, czy podróżował, czy nie - powinien się obserwować.

- Powinniśmy przyjąć, że każda osoba, która ma gorączkę czy kaszel, ma wskazania do wykonania badania. Natomiast powinniśmy odrzucać tych pacjentów, którzy przychodzą wyłącznie ze strachu, tylko dlatego, że byli gdzieś za granicą, ale nie mają żądnych objawów - powiedział gość TOK FM. Podkreślił, że przeprowadzanie testów wyłącznie "dla sprawdzenia" (bez żadnych problemów ze zdrowiem) mogłoby być ich marnowaniem.

"Będziemy sami sobie szyli maski"

Na koniec redaktor Lichnerowicz pytała Grzesiowskiego o przygotowanie polskich szpitali na epidemię koronawirusa. Ocena doktora nie była zbyt optymistyczna. - To jest wątek, który trzeba bardzo mocno pogłębiać, ponieważ nie mamy w tej chwili zapasów - powiedział. -  Bardzo wiele szpitali pracuje na bieżąco, bo nie było do tej pory potrzeby, aby tworzyć zapasy. A teraz, przez braki w hurtowniach, placówki zostały po prostu z niczym - dodał.

Grzesiowski przyznał, że zna szpitale, które mają zapasy podstawowych środków ochrony (takich jak fartuchy czy maski) ledwie na kilka dni. Dlatego ich dyrekcje zastanawiają się nad wstrzymaniem przeprowadzania operacji, ponieważ brakuje im chociażby maseczek dla chirurgów, a bez maseczki na blok operacyjny nie można wejść.

- W tym momencie ten niedobór sprzętu jest widoczny i powiem szczerze, że nie wiem, co z tym zrobić. Tu nie chodzi o to, że nie ma pieniędzy, ale o to, że tego [sprzętu] nie ma gdzie kupić. Hurtownie i producenci nie mają w tej chwili niczego do zaproponowania w magazynach - mówił gość TOK FM. Pytany, jak sobie z tym poradzić - przyznał wprost: "nie wiem".

- Zaczynamy rozmyślać o pewnych "samoróbkach", czyli będziemy sobie sami szyli maski i sami robili roztwory do dezynfekcji ze spirytusu, który dostaniemy z jakiegoś legalnego źródła, bo nie ma innej opcji w tej chwili, a szpital musi funkcjonować - wskazywał lekarz. I przestrzegał, że owe braki są na ten moment najpoważniejszym problemem jeśli chodzi o rozprzestrzenianie się koronawirusa. - Jeśli personel medyczny nie będzie zabezpieczony, to pewnie nie odmówi opieki nad pacjentem, ale się zarazi. Wiec jeśli stracimy personel, bo pójdzie na zwolnienie, to za chwilę zostaniemy w pustych szpitalach, więc musimy ten sprzęt dostać - podsumował gość TOK FM.

Posłuchaj całej rozmowy z dr. Pawłem Grzesiowskim. Znajdziesz ją w Aplikacji TOK FM!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (12)
Koronawirus. Brakuje maseczek w szpitalach. Dr Paweł Grzesiowski w TOK FM
Zaloguj się
  • dziadwawelski

    Oceniono 10 razy 2

    "Procedury zadziałały" nie ma się czego obawiać ;-)))) "Szykujemy się" na walkę z tą epidemią od całe dwa miesiące bo od początku roku było wiadomym, że wirus się rozlewa po świecie i wiadomo, że u nas ludziska będą umierać ale "nagromadzone zapasy" masek i innego sprzętu właśnie kończą się w drugim tygodniu "walki z zarazą" przy 30 potwierdzonych przypadkach zarażenia ;-)))) A Jędruś Nartecka przed kilku dniami uspokajał, że wszystko jest ok pod kontrolą ;-))))))))))))))))))))))

  • king1932

    Oceniono 1 raz 1

    Kartonowe państwo PiS wali się zanim epidemia się rozpoczęła. Jak będą tysiące zakażonych to kartofel i kumple czmychną przez Ustrzyki?

  • kamuimac

    Oceniono 7 razy 1

    co tam duda andrzeju ? taka fajna konferencje zrobiłeś w sobote tlumaczac czemu 2 mld poszły na tvp

    czemu te 2 mld nie trafiły do szpitali na zakup maseczek ? i środków ochronnych ?

    propaganda widać ważniejsza od zdrowia obywateli

  • 2bxornot2b

    Oceniono 4 razy 0

    Bzdury zaden system zluzby zdrowia nie wytrzyma pandemii, tylko czerski kretyn moze wierzyc w maseczki. Trump wprowadzil zakaz podrozowania i to jest jedyy sposob walki z nadchodzaca zaraza. Izolacja dezynfekcja izolacja dezynfekcja. Ludzi nie da sie unieruchomic w 100% jednak tylko zamykanie stref izolacja chorych. Rzad sie spoznil z zamknieciem granic na wzor Izraela, teraz zaczyna sie faza rozwoju

  • albacor

    Oceniono 3 razy -3

    Tak, tak bedziemy robić, np. ze starych stringów żony. Durnie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX