Sześciu pracowników szpitala w Bełżycach chce odbyć kwarantannę zbiorową, a nie domową

Chodzi o personel medyczny, do którego zgłosił się pacjent z koronawirusem. Te osoby - zgodnie z decyzją sanepidu - muszą być poddane kwarantannie. Lekarze i pielęgniarki nie chcą zarażać swoich rodzin. Stąd apel o kwarantannę zbiorową, poza miejscem zamieszkania.
Zobacz wideo

Miejsca do tak zwanej kwarantanny zbiorowej dla osób, które mogły mieć kontakt z osobą z koronawirusem, musiały wskazać wszystkie powiaty. Jak mówił na jednej z konferencji prasowych wojewoda lubelski Lech Sprawka, dwa powiaty z Lubelszczyzny próbowały się od tego "wymigać", ale ostatecznie również one musiały takie miejsca u siebie znaleźć. Na przykład w bursach szkolnych, szkołach czy urzędach. Na wypadek większej liczby zachorowań.

W Lublinie podczas posiedzenia powiatowego sztabu kryzysowego okazało się, że sześciu pracowników szpitala w Bełżycach musi przejść kwarantannę, bo mieli bezpośredni kontakt z pacjentem. Ale nie chcą jej odbywać w domu, bo nie chcą zarażać najbliższych. - Osoby te zgłosiły wolę przebywania w kwarantannie poza domem. Mamy wyznaczone miejsca, w których ta kwarantanna będzie się odbywać. Proszę pozwolić, że nie będę dokładnie wskazywał gdzie, ale mamy wyznaczone takie miejsca - mówi starosta lubelski, Zdzisław Antoń. Personel bełżyckiego szpitala w ramach kwarantanny poza domem ma mieć zapewnione nie tylko noclegi, ale także wyżywienie.

Do tego dochodzi grupa około 50 osób, które mają przejść kwarantannę domową. Raz dziennie będzie ich odwiedzać policja. Chodzi o sprawdzenie, czy rzeczywiście - zgodnie z wytycznymi - siedzą w domu i czy czegoś nie potrzebują. Osoba potencjalnie zagrożona koronawirusem nie ma prawa opuszczać swojego miejsca zamieszkania. Jeśli wyjdzie, będzie to traktowane jako wykroczenie, za co może grozić kara finansowa 5 tysięcy złotych.

Starosta lubelski, wspólnie z wójtami i przedstawicielami służb ustalili zasady działania w stosunku do osób na kwarantannie domowej, które będą potrzebowały np. pożywienia czy leków. Mają być w stałym kontakcie z przedstawicielami samorządów i to samorządy - przy udziale dalszej rodziny poszczególnych osób - mają dostarczać "przesyłki" do osób w kwarantannie.

Starosta chce, by nie było możliwości zamawiania dowolnych produktów żywnościowych, czyli tego, co się komu zapragnie. Produkty mają być "wystandaryzowane", co oznacza, że będzie lista 10 rzeczy do zakupu dla osób, które znajdą się w izolacji.

- Rozwiązanie jest proste: kontaktujemy się telefonicznie, rodzina składa zamówienie i członkowie dalszej rodziny dowożą to, o co poproszono. Nie wchodzą do domu. Siatkę zostawiają pod drzwiami czy za bramką wejściową. Broń Panie Boże jakiegokolwiek kontaktu. Musimy o tym wiedzieć i myślę, że każdy jest tego świadomy - tłumaczy starosta, Zdzisław Antoń. Jak dodaje, w przypadku osób samotnych pomocą im zajmą się pracownicy ośrodków pomocy społecznej.

Na Lubelszczyźnie są dwie osoby zakażone koronawirusem, w tym pacjent z Niedrzwicy, który w ciężkim stanie leży w szpitalu w Bełżycach. Z gorączką i dużymi problemami z oddychaniem - zamiast od razu zadzwonić do sanepidu - zgłosił się najpierw do opieki nocnej, a potem do miejscowego szpitala. To właśnie m.in. ci lekarze (i pielęgniarki), którzy mieli z nim kontakt, mają być poddani kwarantannie.

DOSTĘP PREMIUM