Koronawirus wystraszył. Polacy ruszyli do sklepów. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia: "To jest reakcja paniczna"

- To jest reakcja paniczna. Premier nie ogłosił zamknięcia sklepów. Ogłosił zamknięcie szkół - tak rzecznik ministerstwa zdrowia skomentował środowy szturm Polaków do sklepów. Wojciech Andrusiewicz wyjaśniał też, dlaczego nie zdecydowano się odwołać mszy w kościołach i jakie mogą być następne kroki w walce z koronawirusem.
Zobacz wideo

Po tym, kiedy - z powodu koronawirusa - rząd ogłosił tymczasowe zamknięcie placówek oświatowych i instytucji kulturalnych, Polacy rzucili się do sklepów. Zarówno w mediach społecznościowych, jak i w głosach od naszych słuchaczy pojawiały się liczne informacje o tłumach w supermarketach i wielogodzinnym staniu w kolejkach.

- To jest reakcja paniczna. Premier nie ogłosił zamknięcia sklepów. Ogłosił zamknięcie szkół. (…) Sklepy nadal będą otwarte - powiedział stanowczo w TOK FM rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Dopytywany, dlaczego zdecydowano się na wyłączenie placówek oświatowych, gość Agaty Kowalskiej wskazał, że z badań wynika, że dzieci przechodzą koronawirusa w większości bezobjawowo, ale za to "są świetnym transmiterem do zarażania innych".

Andrusiewicz uczulał, że w czasie kiedy szkoły i przedszkola będą zamknięte - rodzice z dziećmi powinni spędzać czas w domach. - Nie powinniśmy wychodzić do większych skupisk. Sami nie powinniśmy też organizować na przykład pilnowania piątki czy szóstki dzieci z klasy. Raczej spędzamy czas z własnymi dziećmi - radził. I ponownie przypominał: "ale do sklepów możemy wyjść i zakupy zrobić".

Zamknięto szkoły. Jaki będzie następny krok?

Pytany, jaki będzie następny krok - rzecznik odparł: "Na razie ten w pełni nam wystarczy". - Będziemy obserwować, co się dalej będzie działo - orzekł. Dopytywany jednak przez redaktor Kowalską przyznał, że wśród możliwych działań są ograniczenia w przemieszczaniu się czy wyłączanie tych sektorów gospodarki, które nie są nam "niezbędne do życia". - Na przykład fryzjer nie jest nam konieczny. Nie są konieczne zakupy biżuterii czy galanterii. Więc to jest możliwe w różnych dalszych scenariuszach, choć chcę podkreślić, że na razie ich nie ma, to znaczy są przygotowane, ale na razie nie ziszczają się - zapewnił gość Analiz w TOK FM.

Jeśli chodzi o galerie handlowe i ich ewentualne zamknięcie, rzecznik MZ stwierdził, że w takich galeriach rozproszenie ludzi jest dużo większe niż chociażby w dyskontach. - W dyskontach na małej powierzchni jest kumulacja kupujących. W wielkich galeriach mamy rzadki bezpośredni kontakt z inną osobą. Tam raczej nie ma ścisku. Jesteśmy w stanie być odseparowani na pewną odległość od pozostałych kupujących - argumentował.

Koronawirus. Dlaczego nie zamknięto kościołów?

W drugiej części rozmowy redaktor Kowalska pytała swojego gościa o to, dlaczego nie zdecydowano się na odwołanie mszy w kościołach. Rzecznik powiedział, że "na razie nie ma takiego powodu". I przypomniał, że episkopat zaapelował, żeby tych mszy było więcej, aby "rozłożyć w czasie obecność ludzi". - Im więcej mszy, tym to rozłożenie jest większe - podkreślił Andrusiewicz.

- Ale czy to nie jest absurdalne? Zachęca się, by dzieci nie spotykały się choćby w małych grupach, zamyka się kina i teatry, a kościoły nie - dziwiła się prowadząca Analizy.

Andrusiewicz podkreślał, że obostrzenia dotyczące dzieci obowiązują także w kontekście pojawiania się w kościołach - nie powinny tam przychodzić, aby nie zarażać innych. Zwłaszcza, że we mszach świętych w dużej mierze uczestniczą seniorzy, będący w grypie ryzyka jeśli chodzi o koronawirusa. - Dzisiejszą decyzją wyłączyliśmy potencjalne źródło zakażania, czyli dzieci. To był dość istotny problem, żeby wyłączyć to ogniwo, które nie choruje, a zakaża - powtórzył Andrusiewicz.

- Episkopat sam apeluje o zdroworozsądkowe zachowanie podczas mszy świętych. Wskazuje, że jeśli ktokolwiek czuje się zagrożony, niech nie przyjmuje komunii do ust. Nie musi też przekazywać znaku pokoju. Jeżeli jest taka potrzeba, ksiądz nie musi używać wody z kropielnicy. Te wszystkie wskazania ze strony episkopatu padają - wyliczał rzecznik MZ.

Testy na koronawirusa

Jednym z tematów rozmowy z rzecznikiem były testy na koronawirusa w Polsce. Pojawiają się bowiem zarzuty, że są one przeprowadzane zbyt rzadko. Szef resortu zdrowia w środę rano podał, że zrobiono ich 2024. - Testujemy tyle, ile jest wskazań - odparł Andrusiewicz. Wyjaśnił, że bada się osoby, które - po pierwsze - mają konkretne objawy i zalecenia od lekarzy zakaźników. A po drugie - miały kontakt osobisty z osobą zakażoną.

- Nie ma sensu, zgodnie ze standardem WHO, obejmować innych grup, które nie mają żądnych objawów, są w kwarantannie, ale ten kontakt [z osobą zarażoną - red.] miały dużo dalszy - przekonywał gość TOK FM.

Co zatem powinna zrobić osoba stykająca się z chorym na koronawirusa? - Jeśli dobrze się czuje, powinna zgłosić się do sanepidu i powiedzieć, że miała kontakt z osobą zakażoną. Wówczas inspektor podejmie decyzje, zapewne o kwarantannie i w zależności od wywiadu, wskaże, czy nie ma powodów do przeprowadzania testów i wykluczenia obecności koronawirusa w organizmie - wyjaśnił rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

W Polsce potwierdzono do tej pory 31 przypadków zarażenia koronawirusem. Pacjenci przebywają w szpitalach m.in. w Warszawie, Krakowie, Cieszynie, Ostródzie czy Lublinie.

Całej rozmowy z rzecznikiem ministerstwa możesz posłuchać na telefonie w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM