Koronawirus zmienia nasze zachowania. Dlaczego nie robi tego widmo katastrofy klimatycznej?

- Przez tą całą sytuację związaną z koronawirusem może odkryjemy, że życie, jakie prowadziliśmy wcześniej, z wyskokami na koncert, samolotem na weekend czy wakacjami na Seszelach, to wcale nie jest najlepszy pomysł - zastanawiał się w TOK FM publicysta Edwin Bendyk.
Zobacz wideo

Obawa przed koronawirusem skutecznie zamknęła część Polaków w swoich domach. W mediach społecznościowych pojawiają się zdjęcia pustych ulic (nawet tych, które na co dzień tętnią życiem) i środków komunikacji miejskiej. Zbyt wielu ludzi nie znajdziemy też w parkach, na placach zabaw czy w galeriach, które zresztą zawiesiły działalność.

Prowadzący Magazyn Radia TOK FM Tomasz Stawiszyński przyznał, że mobilizacja Polaków - jeśli chodzi o koronawirusa - jest naprawdę zauważalna. I zastanawiał się, dlaczego podobnych działań nie wykazujemy, gdy mówimy o katastrofie klimatycznej. A może to się zmieni? - Skoro tak nagle bezpośrednio odczuwamy zagrożenie związane z epidemią, to może przełoży się to również na sposób myślenia związany z klimatem? - pytał.

- Zacznę przede wszystkim od tego, żebyśmy nie wiązali koronawirusa ze zmianami klimatycznymi, twierdząc na przykład, że jest on skutkiem tych zmian. Tego nie wiemy. Być może dowiemy się za jakiś czas - odparł na wstępie gość Stawiszyńskiego, publicysta "Polityki" Edwin Bendyk. W jego ocenie, koronawirus jest znamienny, bo stał się zagrożeniem, które uświadomiło ludziom kruchość pewnych rozwiązań cywilizacji opartej na silnych związkach w wymiarze globalnym. Odczuwamy i jeszcze przez pewien czas będziemy to odczuwać niemal w każdym wymiarze życia: od gospodarki poprzez osobiste praktyki turystyczne czy wypoczynkowe.

Dlaczego natomiast bardziej boimy się koronawirusa od katastrofy klimatycznej? - Wirus jest bardziej plastyczny do wyobrażania sobie pewnych koincydencji i dlatego zaczynamy go bardzo osobiście odbierać. O ile zmiany klimatyczne są czymś abstrakcyjnym, bo trudno przełożyć je na doświadczenie, trudno się zarazić zmianą klimatyczną, o tyle tutaj czujemy osobiste egzystencjalne zagrożenie - wyjaśniał gość TOK FM.

Zdaniem Bendyka, ludzie muszą zrozumieć, że na przykład to, co działo się kilka tygodni temu w Australii (gigantyczne pożary lasów), to jest właśnie ten "osobisty moment, który może dotknąć każdego z nas". Publicysta stwierdził, że to, co dzieje się obecnie wokół koronawirusa może nam pomóc w tym zrozumieniu.

Jak pandemia zmieni nasze zachowania?

Bendyk wielokrotnie podkreślał, że koronawirus będzie miał ogromny wpływ na różne dziedziny naszego życia. Przede wszystkim na gospodarkę. Już ograniczana jest działalność galerii handlowych, restauracji, kawiarni czy pubów. Niektóre z takich miejsc mogą nie przetrwać i w przyszłości zostaną całkowicie zamknięte. Osoby pracujące w nich na tzw. umowach śmieciowych już dziś tracą źródło dochodu. - Są sygnały, że część pracodawców próbuje wykorzystywać tę sytuacje, żeby zaoszczędzić i na przykład zmusza pracowników do brania bezpłatnych urlopów na czas kwarantanny. Co jest absolutnie nielegalnym procederem - mówił. - Także to jest dramat, nad którym musimy się bardzo mocno pochylić - dodał.

Jednak według publicysty, wskutek "zbiorowej kwarantanny" wywołanej koronawirusem zmienić mogą się także pewne ludzkie zachowania. - Być może odkryjemy, że to nie jest najgorszy stan i że życie, jakie prowadziliśmy wcześniej, z wyskokami na koncert, samolotem na weekend czy wakacjami na Seszelach, to wcale nie jest najlepszy pomysł. Może zaczniemy w ogóle inaczej myśleć o organizowaniu tego, co nazywamy dobrym życiem - zastanawiał się.

Gość Tomasza Stawiszyńskiego przyznał, że w tej całej "okołowirusowej" sytuacji dostrzega kilka pozytywnych punktów. To chociażby troska o osoby starsze, które - jako będące w szczególnej grupie ryzyka - nie powinny teraz wychodzić z domu. Niektóre samorządy, na przykład Ustka czy Łódź, organizują pomoc w robieniu im zakupów. Podobne zaangażowanie, jak mówił, widać ze strony osób młodych, które na klatkach schodowych ogłaszają chęć pomocy.

- Nagle odkryliśmy, jak bardzo zależymy od społeczeństwa. Nie do końca więc rację miała Margaret Thatcher mówiąc, że coś takiego jak społeczeństwo nie istnieje, bo są tylko kobiety, mężczyźni i rodziny. Tu sami z rodziną wiele nie możemy zrobić, bo zależymy od reakcji innych ludzi i ich odpowiedzialności - zauważył Edwin Bendyk.

Z drugiej strony, jak dodał, "bardzo potrzebujemy zorganizowanych form tego społeczeństwa, takich jak chociażby państwo". - Nagle się okazało, że przedsiębiorcy, którzy od tylu lat nas uczyli: "radź sobie sam" biegną do tego państwa, bo nie są sobie w stanie poradzić wyłącznie za pomocą mechanizmów rynkowych, co jest oczywiste - przekonywał publicysta "Polityki".

Gość TOK FM wskazał też jednak kilka niepokojących go kwestii. To między innymi powrót do idei państwa narodowego i zamykanie granic jako sposób kontroli nad rozprzestrzeniającym się wirusem. - Chociaż myślę, że z tego wyjdziemy - wspomniał. - Przekonanie o sile państwa na pewno wzrośnie. To z jednej strony jest dobre (…), natomiast pytanie, jakie wnioski wyciągną ci, którzy za to państwo odpowiadają. (…) Bałbym się pokusy co do autorytarnych rozwiązań - podsumował.

Całej rozmowy Tomasza Stawiszyńskiego możesz posłuchać w formie podcastu, w aplikacji TOK FM!

DOSTĘP PREMIUM