Jak rozmawiać z dziećmi o koronawirusie? "Trzeba zdjąć z nich poczucie winy"

- Jeśli dzieci słyszą, że są ukrytymi nosicielami jakiegoś wirusa, z powodu którego chorują ich dziadkowie, to wzbudza ich niepokój i poczucie winy - mówiła w TOK FM prezeska Fundacji Przestrzeń dla edukacji Iga Kazimierczyk.
Zobacz wideo

Jeszcze w miniony czwartek i piątek zajęcia szkolne były jedynie zawieszone, ale teraz - szkoły, żłobki i przedszkola zostają całkowicie zamknięte. W związku z zagrożeniem rozprzestrzeniającym się koronawirusem rząd zdecydował o wyłączeniu tych placówek na dwa tygodnie, do 25 marca. Ministrowie - zdrowia i edukacji - apelują jednocześnie, aby tego czasu nie traktować jako dodatkowe ferie i rzeczywiście - pozostać w domu. O ile starsze dzieci i młodzież pewnie zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, o tyle maluchy mogą mieć problem w rozumieniu tego, dlaczego nie pójdą do swoich koleżanek i kolegów. Jak z nimi o tym rozmawiać i czy w ogóle poruszać ten temat?

- Na pewno powinniśmy rozmawiać z dziećmi o koronawirusie. One też słyszą to, co się dzieje dookoła, a niestety nie zawsze rozumieją - powiedziała w TOK FM Dorota Minta, psycholog dziecięcy. Podkreśliła, że swoich pociech absolutnie nie można zostawiać samych sobie. - Kiedy słyszą nasze podekscytowane głosy, gdy rozmawiamy o tym, co jeszcze trzeba kupić; czy wychodzić, czy nie wychodzić albo gdy komentujemy doniesienia z mediów, to dziecko bardziej słyszy tembr głosu, sposób mówienia, naszą mimikę. I zaczyna się bać - przestrzegała ekspertka.

W podobnym tonie wypowiadała się prezeska Fundacji Przestrzeń dla edukacji Iga Kazimierczyk, która podkreśliła, że komunikaty dominujące w mediach i przekazywane przez rządzących stawiają dzieci jako główne źródło zagrożenia, jeśli chodzi o rozprzestrzenianie się koronawirusa. Bo najmłodsi, przypomnijmy, często przechodzą tę chorobę zupełnie bezobjawowo, ale rzeczywiście - mogą zarażać inne, bardziej narażone grupy (np. seniorów).

- Tego typu komunikaty wzbudzają niepokój dzieci i ich poczucie winy - stwierdziła Kazimierczyk. - A gdyby się rzeczywiście zdarzyło, że ich dziadek lub babcia zachorowaliby na cokolwiek, to oni zostaną z takim przekazem, że się nieodpowiedzialnie zachowali i że to ich wina - dodała.

Prezeska fundacji uczulała, że najmłodsze dzieci mają ograniczone możliwości do rozumienia rzeczy abstrakcyjnych lub metafor - rozumieją wszystko dosłownie. - I jeśli słyszą, że są ukrytymi nosicielami jakiegoś wirusa, z powodu którego chorują dziadkowie, to jest dla nich komunikat o ich konkretnych dziadkach lub babciach - mówiła.

Co zatem powinni teraz zrobić rodzice, którzy przez najbliższy okres będą prawdopodobnie mieli więcej czasu dla swoich pociech? Zdaniem Kazimierczyk, dzieci - nawet te najmłodsze - należy "wziąć na poważną rozmowę o życiu" i wytłumaczyć im, że to absolutnie nie jest tak, że są chore czy robią coś złego. - Trzeba zdjąć z nich poczucie winy - apelowała.

A co, jeśli padnie pytanie o to, dlaczego szkoła jest zamknięta? Ekspertka zasugerowała, by odpowiedzieć, że jest zajęć nie ma, "bo troszczymy się o nasze wspólne dobro i wspólne bezpieczeństwo".

Psycholog Dorota Minta radziła, aby oprócz rozmowy, pokazywać dzieciom, jak należy się zachowywać (chociażby przez wspólne mycie rąk).

- Dzieci w wieku przedszkolnym na szczęście jeszcze w większości słuchają dorosłych, ufają im, więc będą robiły to, o co je poprosimy. Ze starszymi bywa już różnie, szczególnie z nastolatkami, które z racji momentu swojego życia buntują się przeciwko wszystkiemu, co jest dookoła - powiedziała rozmówczyni Przemysława Iwańczyka. Nadmieniła jednak, że sama miała już okazję dyskutować o koronawirusie z kilkoma nastolatkami i ich reakcje były różne. - Trochę są wściekli, że nie można wychodzić do klubu albo że muszą siedzieć w domu, ale większość z nich rozumie całą sytuację - powiedziała.

Ekspertka radziła też, aby z dzieckiem mającym 8, 10 czy więcej lat usiąść przed komputerem, wejść na stronę Głównego Inspektoratu Sanitarnego lub Ministerstwa Zdrowia i tam zapoznać się z informacjami na temat właściwego zachowania w czasie epidemii. - W ten sposób, przy okazji, nauczymy dzieci, jak weryfikować informacje i pokażemy, że nie należy ufać przypadkowym źródłom - podkreśliła. A fałszywych informacji dotyczących koronawirusa nie brakuje. W niedzielę Ministerstwo Zdrowia kilkukrotnie dementowało pojawiające się komunikaty m.in. o tym, że nie planuje masowych szczepień i przestrzegało, aby pod żadnym pozorem nie wchodzić i nie logować się na żadne strony internetowej podawane w SMS-ach, w których mówi się o konieczności dokonywania opłat. 

W Polsce odnotowano już ponad 120 przypadków zakażeń koronawirusem. Trzy osoby zmarły - to pacjenci z Poznania, Wrocławia i Lublina. Jak informował resort zdrowia, wszyscy cierpieli na liczne choroby współistniejące. 

DOSTĘP PREMIUM