Była posłanka PiS Bernadeta Krynicka o przygotowaniu szpitala: Jakbyśmy wysłali żołnierzy z pięściami na czołgi

- Jesteśmy tak nieprzygotowani, że głowa mała - tak o przekształceniu szpitala w Łomży na zakaźny mówi jedna z jego kierowniczek - Bernardeta Krynicka, była posłanka Prawa i Sprawiedliwości. Przekonuje, że do walki z koronawirusem brakuje przede wszystkim sprzętu, a niebawem może zabraknąć też personelu.
Zobacz wideo

W związku z rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa Ministerstwo Zdrowia zdecydowało o przekształceniu kilkunastu szpitali w całej Polsce w zakaźne. Placówki te od poniedziałku (16 marca) mają być gotowe na przyjmowanie chorych z koronawirusem, inni pacjenci mają być ewakuowani. Jednym z przekształcanych miejsc jest Szpital Wojewódzki im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Łomży (woj. podlaskie). 

Lokalne władze i mieszkańcy miasta nie są zadowoleni z tej decyzji. Już kilka dni temu interweniowali zarówno w Ministerstwie Zdrowia, jak i u wojewody podlaskiego. Usłyszeli jednak, że "decyzja już zapadła". Głos postanowiła zabrać też Bernardeta Krynicka, była posłanka Prawa i Sprawiedliwości, a obecnie zatrudniona w łomżyńskim szpitalu jako kierowniczka. 

- Ten szpital nie jest przygotowany, by przekształcić go w jednoimienny zakaźny. To jest tak, jakbyśmy wysłali żołnierzy z pięściami na czołgi - mówi wprost była posłanka w nagraniu udostępnionym w mediach społecznościowych. Bernadeta Krynicka wylicza, że w placówce brakuje środków ochrony osobistej (takich jak kombinezony czy maski), sprzętu, izolatek, a personel "jest nieprzeszkolony". Posłanka obawia się zresztą, że tego personelu wkrótce w ogóle zabraknie, bo starsze osoby (będące w grupie ryzyka) będą obawiały się pracować, a młodsze - będą musiały zostać w domu ze względu na dzieci, które nie chodzą do szkół, bo wszystkie placówki oświatowe zamknięto. - Już mnóstwo osób poszło na zwolnienia, inni mają taki zamiar. Przewiduję, że nie będzie rąk do pracy - mówi była posłanka PiS. 

W swoim nagraniu Krynicka wylicza szereg innych argumentów, które - według niej - świadczą o tym, że przekształcenie łomżyńskiego szpitala w zakaźny to zły pomysł. Zwraca uwagę, że do placówki bardzo często trafiają ludzie poszkodowani w wypadkach (z pobliskiej trasy S8) albo że kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców miasta "zostanie bez opieki". Podkreśla też, że Białystok ma kilka placówek, które są lepiej przygotowane niż łomżyńska do tego typu działań. 

- Ta decyzja, że szpital w Łomży będzie jednoimienny zakaźny, została podjęta w Białymstoku, przez tamtejszych decydentów. Po prostu uważam, że chcieli pozbyć się problemu i zostawić to w Łomży. Z daleka nie widać, a oni nie będą musieli się przejmować problemem - stwierdza Krynicka.

Bernadeta Krynicka, gdy była posłanką Prawa i Sprawiedliwości dała się zapamiętać m.in. w czasie sejmowego protestu osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów. Odnosiła się do tej akcji w krytyczny sposób. Protestującym matkom dzieci niepełnosprawnych zarzucała, że "robią cyrk" i mówiła, że "się za nie wstydzi". 

W wyborach w 2019 roku startowała z ósmego miejsca na liście Prawa i Sprawiedliwości w Białymstoku. Zdobyła 9 328 głosów - za mało, by uzyskać reelekcję. Pytana przez dziennikarzy o komentarz w tej sprawie, mówiła: "Zrobiłam bardzo dobry wynik, naprawdę świetny, z czego się cieszę". - Życie nie kończy się na byciu posłem - stwierdziła.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM