Chora na raka apeluje: noście maseczki! "W Czechach poza domem jest to dzisiaj obowiązkowe"

Katarzyna Szajda w sylwestra ubiegłego roku dowiedziała się, że ma raka piersi. Dziś jest w trakcie chemioterapii i prowadzi prywatną kampanię na rzecz pozostawania w domu i wychodzenia na zewnątrz tylko w maseczkach. - W Czechach noszenie maseczek czy inne zasłanianie twarzy poza domem jest dzisiaj obowiązkowe - mówi w rozmowie z TOK FM.
Zobacz wideo

Pani Kasia, która walczy z rakiem piersi, podobnie jak osoby z innymi nowotworami, chorobami przewlekłymi, ale też seniorzy jest w grupie podwyższonego ryzyka. Ma obniżoną odporność. Gdyby "złapała" koronawirusa, przebieg choroby mógłby być u niej szczególnie niebezpieczny. Dlatego dziś apeluje do nas wszystkich - siedźmy w domach, a jeśli już musimy wyjść, korzystajmy z maseczek.

Dla kogo maseczka? 

Od początku epidemii koronawirusa powtarzane były opinie, m.in. przez lekarzy, że maseczki powinny zakładać wyłączenie osoby chore, które kaszlą, kichają, mają gorączkę. By zasłaniać usta i nos, a przez to nie przenosić zarazków (w tym koronawirusa) na innych. - W przypadku osób zdrowych, jak chodzimy na ulicy, maseczki chirurgiczne nie mają znaczenia. Ale jak występują objawy: kaszel czy kichanie, to dzięki nim wirus nie rozprzestrzenia się wokół - mówiła również w TOK FM prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz. 

- Tyle tylko, że przecież koronawirus nie musi dawać oczywistych objawów. Część osób może być nosicielami i o tym nie wiedzieć. Dla mnie - jako osoby chorej onkologicznie - koronawirus może być szczególnie niebezpieczny. Dlatego gorąco apeluję: nośmy maseczki. Choćby własnoręcznie zrobione - mówi pani Kasia.

Czesi w maseczkach

Nasza rozmówczyni przez dziesięć lat mieszkała w Czechach - dziś na bieżąco śledzi doniesienia z tego kraju, ma tam wielu znajomych. - W Czechach noszenie maseczek czy inne zasłanianie twarzy poza domem jest dzisiaj obowiązkowe. Tam zaczęło się to od oddolnej akcji, od przekonywania, że warto. Włączyli się w to m.in. samorządowcy - opowiada pani Kasia. - Potrzebne jest dziś krytyczne myślenie, również na ten temat. Ja wychodzę z założenia, że nawet jeśli noszenie maseczek nam nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. A może pomóc innym - dodaje. 

Kilka dni temu minister spraw wewnętrznych Czech Jan Hamaczek zapowiedział, że dzięki zakupom z Chin wszyscy obywatele powinni otrzymać od władz maseczki ochronne. 

 

- W Czechach w dyskusję o maseczkach włączyli się akademicy i potwierdzili, że nawet bawełniane maseczki, uszyte w domu, ograniczają rozsiewanie wirusa. Główna myśl jest taka, że moja maseczka chroni ciebie, a twoja - chroni mnie. Oczywiście wszyscy wiemy, że maseczka nie daje żadnych gwarancji, ale ogranicza rozprzestrzenianie się epidemii, co jak rozumiem - jest dziś naszym celem - mówi pani Kasia, na co dzień edukatorka i trenerka.

Jak sama przyznaje, czasami słyszy, że niektórzy wstydzą się chodzić w maseczkach, bo źle się w nich wygląda. - W Czechach na początku akcji, gdy była jeszcze oddolna, chodziło głównie o to, by zlikwidować takie poczucie niektórych osób, że w maseczce wygląda się dziwnie. Że ludzie będą się na mnie patrzeć, od razu coś sobie pomyślą - dodaje nasza rozmówczyni.

Posłuchaj całej rozmowy Anny Gmiterek-Zabłockiej:

Pani Kasia, razem z trzyletnim synkiem i najbliższą rodziną, siedzi w domu. Czasami wychodzi do niewielkiego ogródka. Pilnuje się na każdym kroku. Jej wyniki nieco się pogorszyły, chemioterapia już dwukrotnie była przełożona. 

Na Facebooku napisała: "Kochani! Błagam ZOSTAŃCIE W DOMU jeżeli tylko możecie.To zdjęcie z synkiem czekało na moje 40 urodziny, które już za 2 tygodnie. Zrobione po 1 chemioterapii, wtedy jeszcze z uśmiechem, dziś o to coraz trudniej". 

DOSTĘP PREMIUM