Do zakaźnego tylko z koronawirusem, ale z podejrzeniem już nie. Szpitale w Warszawie biją na alarm: zaraz nie będzie miał kto leczyć

Warszawskie szpitale alarmują, że za chwilę może w nich zabraknąć lekarzy. Do Radia TOK FM docierają informacje, że szpitale zakaźne nie chcą przyjmować chorych z podejrzeniem koronawriusa. A to powoduje, że zagrożony zakażeniem jest personel innych szpitali.
Zobacz wideo

Warszawskie szpitale jednoimienne nie chcą przejmować od innych placówek pacjentów z podejrzeniem koronawriusa. Jeśli pacjent nie ma potwierdzonego zakażenia, to karetki są odsyłane. Większość szpitali miejskich jest więc systematycznie paraliżowana, a część personelu już trafiła na kwarantannę. - W ten sposób niedługo wyłączymy wszystkie okoliczne placówki - mówi Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego.

Spokój przed szpitalem

Szpital MSWiA przy ul. Wołoskiej to największy obecnie szpital jednoimienny w Warszawie. Jest w całości przekwalifikowany do leczenia chorych zarażonych koronawriusem. Przed szpitalem panuje spokój, a taksówkarze stojący przed bramą mówią, że teraz to już "z rzadka karetka zajedzie". Niby wspaniale - im mniej chorych tym lepiej. Jednak dyrektorzy innych placówek widzą tę sytuację inaczej i w rozmowie z TOK FM mówią, że karetki na Wołoską nie przyjeżdżają, bo pacjenci są u nich - w innych szpitalach. W różnym stanie, ale z podejrzeniem zakażenia. Czekają po kilkadziesiąt godzin na wyniki testów.

- Szpital na Wołoskiej odesłał nam karetki. Przyjmuje tylko potwierdzone przypadki - mówi lekarz ze Szpitala Czerniakowskiego, który wiele razy chciał przekazać pacjenta do placówki MSWiA. Nie udało się. Wszyscy dyrektorzy dostali pismo z biura wojewody, z którego wynika, że kwestię przywiezienia pacjentów z potwierdzonym zakażeniem trzeba ustalać z dyżurnym na SOR-rze w szpitalu zakaźnym. Okazuje się, że wytyczne Ministerstwa Zdrowia można różnie interpretować. 

Szpitale same się zamkną

Kilka dni temu, jak informowaliśmy, objawy koronawirusa stwierdzono u pacjentki szpitala psychiatrycznego przy ul. Nowowiejskiej. Na Wołoskiej jej nie przyjęto, bo nie potwierdzono u niej zakażenia. Ale pacjentka jest chora... Więc w karetkę i do "zwykłego" szpitala. Padło na Szpital Bielański: najpierw SOR, potem oddział wewnętrzny. Po kilkudziesięciu godzinach pojawił się wynik testu na koronawirusa: pozytywny. Pacjentkę znów zapakowano w karetkę i ruszono w drogę do szpitala przy ul. Wołoskiej.

Efekt? - Stwierdziliśmy u niej koronawirusa. Kwarantanna wśród naszych pracowników to jest kilkanaście osób. Jeśli zdarzy się kilka takich przypadków, to pół szpitala będzie wyłączone - mówi dyrektor Dorota Gałczyńska-Zych. Wyłączone z pracy są pielęgniarki, salowe z dwóch oddziałów, które miały kontakt z pacjentką, a do tego transport medyczny.

Szpitale robią triaż: sprawdzają, czy pacjent ma podejrzenie zakażenia. Jeśli nie ma, to go przyjmują. A jeśli i tak... też muszą go przyjąć. Bo co mają zrobić. Doświadczony lekarz ze Szpitala Czerniakowskiego opowiada, że już nawet pogotowie ma dziwny algorytm postępowania. Wyobraźmy sobie sytuację, że przywożą pacjenta z objawami koronawriusa. - Dyspozytor daje polecenie, by zostawić pacjenta, a my nie możemy przecież porzucić go na ulicy. Szpital jednoimienny go nie przyjmie, bo nie ma potwierdzenia zakażenia, a my nie mamy wyjścia - relacjonuje. Zrobili więc w szpitalu kilka izolatek z prawdziwego zdarzenia i liczą, że się uda i pacjent będzie miał ujemny wynik. Takich przypadków przybywa z dnia na dzień.

Podobne sytuacje zdarzają się we wszystkich placówkach. Jaki z tego wniosek? - Cóż z tego, że my izolujemy takiego pacjenta, skoro musimy mu na przykład zrobić rentgen, więc musimy go przewieźć w inną część szpitala? Wyłącza się całymi połaciami i korytarzami taką działalność - opisuje dyrektor Gałczyńska-Zych.

Na jednym z internetowych forów znajdujemy wpis lekarza, który opisuje sytuację swojej pacjentki. Starsza kobieta dostaje zawału podczas pobytu w szpitalu, kardiologia w innym szpitalu nie przyjmie jej, bo ma objawy koronawirusa, a nie ma przeprowadzonego testu na COVID. Szpital jednoimienny kobiety też nie przyjmie, bo nie ma testu na COVID, a tam przyjmują tylko z dodatnimi wynikami. Lekarz mówi, że jedyne wyjście, to kupić sprzęt i zatrudnić kardiologa.

Do TOK FM napisał także doświadczony specjalista z warszawskiego szpitala. Opisuje, że podejrzewani o zarażenie koronawriusem praktycznie pozbawiają szans na leczenie wiele innych osób. "Chorzy ci dewastują całą opiekę zdrowotną w tych szpitalach, stanowiąc zagrożenie dla innych chorych. Efektem takiej organizacji opieki zdrowotnej jest sytuacja powtarzającego się paraliżu poszczególnych szpitali warszawskich, przy zerowym obłożeniu MSWiA" - pisze, prosząc o zachowanie anonimowości.

Co ciekawe, to ostatnio bardzo powszechne, że lekarze wolą być anonimowi. Także - bez podawania danych - chce rozmawiać z nami lekarz ze szpitala jednoimiennego MSWiA przy ul. Wołoskiej.

Zapchać ten szpital będzie bardzo łatwo

Szpital na Wołoskiej ma teraz dwie części. Jedna do diagnostyki, druga dla chorych z potwierdzonym zakażeniem. Czyli jednak przyjmują osoby z podejrzeniem? Tak, ale, jak tłumaczy nam lekarz, diagnozują tylko tych, którzy sami się zgłoszą. Przypuszcza, że gdyby przyjmowali wszystkich z podejrzeniem od innych szpitali, to zapchaliby się w ciągu jednego dnia.

Podobnego zdania jest zresztą wicedyrektor Szpitala Praskiego Igor Radziewicz-Winnicki, który uważa takie działanie za wytłumaczalne. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, w miniony czwartek w szpitalu MSWiA było ponad 30 osób zakażonych. Lekarz, który opowiada nam, jak wygląda sytuacja, przyznaje, że łącznie w obu częściach placówki może być około 50 osób. Ale sytuacja cały czas się zmienia. Nasz rozmówca przyznaje, że są miejsca wolne i uważa, że to bardzo dobrze. Jego zdaniem trzeba być gotowym na sytuację, w której chorych może przybywać.

Dyrekcje szpitali, ordynatorzy z różnych oddziałów, mówią, że inaczej widzieli rolę szpitali jednoimiennych. Ich zdaniem wyodrębniono je po to, by pozostałe mogły zająć się innymi chorymi. - Jeśli tak będzie nadal, to szybko wyłączymy wszystkie okoliczne szpitale - poprzez kwarantannę pracowników, a szpital na Wołoskiej będzie dysponował wolnymi miejscami - mówi dyrektor Szpitala Bielańskiego.

Co wolno wojewodzie...

Kontaktujemy się w tej sprawie z ministerstwem; rzecznik resortu zdrowia twierdzi, że wytyczne konsultanta krajowego w dziedzinie chorób zakaźnych są dość jasne. Pacjenci z podejrzeniem koronawriusa powinni trafiać do szpitali dedykowanych leczeniu koronawriusa i tam być diagnozowani. 

Problem polega na tym, że procedura nie mówi jasno: proszę przyjąć pacjenta z innego szpitala. Pismo z biura wojewody sprawę jeszcze tylko komplikuje. Jest w nim mowa o tym, że szpital, który ma u siebie pacjenta z potwierdzonym koronawirusem, przed przewiezieniem go na Wołoską i tak musi to uzgodnić z tamtejszym SOR-em. A o osobach z podejrzeniem zakażenia w ogóle nie ma mowy. Dzwoniliśmy i pisaliśmy z prośbą o jednoznaczne rozstrzygnięcie tej kwestii - czekamy na odpowiedź.

DOSTĘP PREMIUM