Doradca GIS: Jeżeli wybory narażą nawet małą grupę ludzi, to nie ma sensu ich organizować

Doradca Głównego Inspektora Sanitarnego prof. Włodzimierz Gut podkreślił w TOK FM, że wszelkie skupiska ludzkie sprzyjają rozszerzaniu się epidemii koronawirusa. Z tego względu organizacja wyborów prezydenckich jest więc obarczona ryzykiem zwiększenia liczby zachorowań.
Zobacz wideo

W Poranku Radia TOK FM Dominika Wielowieyska pytała prof. Włodzimierza Guta, wirusologa i doradcę Głównego Inspektora Sanitarnego czy "uważa, że da się przeprowadzić wybory prezydenckie 10 maja, czy da się przygotować te wybory od połowy kwietnia i czy nie ma to wpływu na rozszerzanie się epidemii". 

- Wszystkie działania, jakiekolwiek się przeprowadza, mają jakiś wpływ na epidemię. Czy da się... To zależy od determinacji tych, którzy chcą, ale również i tych, którzy ich nie chcą - odparł ekspert. 

Dziennikarka dopytywała, czy przeprowadzenie wyborów może spowodować wzrost zakażeń koronawirusem w Polsce. - W ogóle wszelkie zbiorowiska ludzkie mają to do siebie, że sprzyjają rozszerzaniu się epidemii. Można oczywiście zorganizować (je - red.) tak, że tylko pewna określona grupa będzie narażona, ale nie wiem, jak będą wtedy wyglądały inne standardy. Bo to jest wypadkowa standardów politycznych, zdrowotnych... - stwierdził prof. Gut.

Wielowieyska zapytała jednak co specjalista odpowiedziałby na pytanie ministra zdrowia, gdyby ten zapytał go, czy wybory są zagrożeniem i czy mają być przeprowadzone. - Co by pan odpowiedział ministrowi? - dociekała gospodyni Poranka Radia TOK FM. 

- Jeżeli zaangażują chociaż małą grupę ludzi, która będzie narażona, nie ma to sensu (ich organizacja - red.) - ocenił ekspert. 

W Polsce przeprowadza się za mało testów na obecność koronawirusa?

Dominika Wielowieyska zwróciła uwagę na różnicę w podejściu ekspertów do konieczności przeprowadzania testów. - Profesor Robert Flisiak, jak i wielu innych ekspertów, uważa, że w Niemczech wykonuje się bardzo wiele testów, chcą nawet dojść do 500 tys. testów tygodniowo (obecnie wykonuje się ich 350 tys.) i to ma sens taki, że jednak zwiększa szanse na wyłapanie osób zakażonych i odizolowanie ich, a to jest uważane za klucz (...) Trudno zrozumieć na czym polega ta gigantyczna różnica w podejściu - mówiła dziennikarka, zaznaczając, że w Polsce wykonano do tej pory tylko około 55 tysięcy testów. 

- Niemcy wykonują testy według też pewnego klucza (...). Jeśli chodzi o ilości, ilości zależą od liczby wychwyconych przypadków. Jak będziemy mieli taką liczbę przypadków, jak mają w tej chwili Niemcy, to będziemy zmuszeni wykonywać taką liczbę testów - stwierdził prof. Gut. 

Dziennikarka zastanawiała się, dlaczego testy nie są wykonywane osobom poddawanym kwarantannie. Nie wiemy przecież, czy ktoś, kto przechodzi taką kwarantannę nie ma wirusa (i np. przechodzi go bez objawów). - W kwarantannie z definicji są ludzie zdrowi. A test ma sens w drugim dniu po wystąpieniu objawów. I to jest podstawa - przekonywał profesor. Jego zdaniem wykonywanie testów u osób, które nie mają objawów jest bezcelowe, ponieważ ich wyniki będą ujemne.

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM. Dominika Wielowieyska pytała prof. Włodzimierza Guta także, dlaczego w Polsce nie jest zalecane wszystkim noszenie maseczek oraz czy zaniżana jest w Polsce liczba zgonów osób zakażonych kronawirusem. 

DOSTĘP PREMIUM