NIK: Nadzór państwa nad prywatnymi domami opieki jest iluzoryczny. Najgorzej jest na Mazowszu

NIK alarmuje, że w szarej strefie działa ponad 200 prywatnych placówek opiekuńczych. Jak wynika z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli, przez nieskuteczne działania i zaniedbania wojewodów oraz nieprecyzyjne przepisy niektóre placówki świadczące całodobową opiekę nad osobami niepełnosprawnymi, chorymi czy starszymi nawet kilkanaście lat działały poza jakąkolwiek kontrolą.
Zobacz wideo

Prywatne placówki opiekuńcze mogą w Polsce działać od 2004 roku. Dla wielu to jedyna możliwość znalezienia całodobowej opieki nad bliskimi, bo miejsc w placówkach publicznych cały czas brakuje. A polskie społeczeństwo systematycznie się starzeje. 

Jak informuje NIK, w opublikowanym dziś raporcie, bez wymaganego zezwolenia funkcjonowało ponad 200 placówek. Połowa z nich, mimo wykrycia ich nielegalnej działalności i nałożenia kar pieniężnych, nadal, bez większych problemów świadczyła usługi. Powód? - Koszty dostosowania działalności do obowiązujących standardów były znacznie wyższe od orzeczonych kar - mówi prezes Najwyższej Izby Kontroli - Marian Banaś.

Najważniejszy wniosek z raportu NIK dotyczy tego, że przez nieskuteczne działania i zaniedbania wojewodów (którzy są reprezentantami rządu w terenie) oraz nieprecyzyjne przepisy, niektóre placówki przez kilkanaście lat działały poza jakąkolwiek kontrolą.

Główny wniosek z pracy inspektorów jednak brzmi: "wojewodowie zaniedbują nadzór nad placówkami. Ich kontrole podejmowane były rzadko, najczęściej w reakcji na napływające skargi, niemal nigdy prewencyjnie. Tym samym nadzór państwa wykonywany (…) przez wojewodów (…) jest iluzoryczny".

Jak czytamy w raporcie, sprawujące nadzór nad tego typu placówkami Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki miało "niespójne i nierzetelne dane", nawet w tak podstawowej kwestii, jak liczba ośrodków całodobowych. Także rejestry prowadzone przez wojewodów kontrolerzy ocenili jako "mało przejrzyste, nie zawsze aktualne, trudno dostępne". W konsekwencji rodziny szukające opieki dla bliskich nie mają jak wiarygodnie zweryfikować informacji o konkretnych placówkach. 

Najgorzej na Mazowszu

O tym, jak wygląda sytuacja, świadczy choćby jeden przykład, przytoczony w raporcie NIK-u. "W marcu 2016 r. inspektorzy Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego przeprowadzili kompleksową kontrolę w placówce w Starych Babicach, gdzie stwierdzili, m.in. brak ewidencji świadczeń zdrowotnych udzielanych na jej terenie. Wojewoda wydał zalecenia pokontrolne, a o ich realizacji placówka poinformowała w październiku. Niemal rok później, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich przekazało wojewodzie raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur z wizytacji w tej placówce, z którego wynikało, że mieszkańcom podawano leki psychotropowe bez pisemnego zalecenia lekarza. Właścicielka placówki twierdziła, że najprawdopodobniej takie zalecenia są przechowywane w przychodni, w której przyjmował psychiatra, a on sam przekazywał je przez telefon. Wizytacja pokazała jednak, że wśród mieszkańców, którym podawano leki psychotropowe były także osoby niekonsultowane psychiatrycznie. Wojewoda powiadomił Okręgową Izbę Lekarską, która nie stwierdziła w tym działaniu znamion przewinienia zawodowego ze strony lekarza i umorzyła postępowania wyjaśniające" - czytamy. 

Z raportu wynika, że najgorsza sytuacja jest w województwie mazowieckim. To tam działało najwięcej nielegalnych ośrodków - 74. Dysproporcja między kolejnymi w tym zestawieniu województwami jest ogromna. Drugie jest województwo wielkopolskie - z ośmioma nielegalnymi placówkami, trzecie - woj. pomorskie, gdzie bez stosownych zezwoleń działa siedem placówek. 

"Tak duże różnice dotyczące liczby nielegalnych placówek mogą wynikać ze zróżnicowanego w poszczególnych regionach popytu na usługi, jak również z różnej skuteczności urzędów wojewódzkich w odnajdywaniu takich placówek" - czytamy w raporcie NIK. 

DOSTĘP PREMIUM