Kolejne dziecko zmarło przez tajemniczą chorobę być może powiązaną z koronawirusem. Czy mamy się czego bać?

Skoro dzieci tak łagodnie przechodzą chorobę wywołaną przez koronawirusa, to dlaczego pojawiają się doniesienia o przypadkach niezwykle groźnego zespołu Kawasakiego? O pytaniach, na które wciąż nie ma odpowiedzi, mówił na antenie TOK FM dr Paweł Grzesiowski.
Zobacz wideo

We Francji zmarło dziewięcioletnie dziecko z objawami choroby zbliżonej do choroby Kawasakiego, opisanej u młodych pacjentów, którzy mieli kontakt z koronawirusem. To pierwszy taki zgon we Francji - podała AFP, powołując się na lekarza dziecka. Jednak w ciągu ostatnich trzech tygodni już kilka krajów zgłosiło przypadki dzieci dotkniętych chorobą zapalną, prawdopodobnie związaną z COVID-19, z objawami zbliżonymi właśnie do choroby Kawasakiego. Po wystąpieniu jej symptomów w Wielkiej Brytanii zmarł 14-latek, który jednocześnie miał pozytywny wynik testu na COVID-19. Pięcioletnie dziecko zmarło również w Nowym Jorku.

Choroba Kawasakiego. Co to właściwie jest?

Dr Paweł Grzesiowski z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie wyjaśniał, że chodzi o tzw. zespół nadmiernej reakcji zapalnej, obserwowanej również u osób dorosłych. Mamy z nim do czynienia, "gdy COVID-19 przechodzi w drugiej fazie w autoagresję, w zespół autoimmunologiczny uruchomiony przez wirusa". - Często jest tak, że wirusa w tkankach już nie ma, a stan zapalny trwa - dodał dr Grzesiowski.

Sama choroba to zapalenie wielu różnych narządów, a mówiąc bardziej szczegółowo: wielonarządowe podrażnienie naczyń krwionośnych. - Narządy przestają prawidłowo funkcjonować, naczynia się poszerzają, dochodzi do przecieków, skrzepów krwi, dochodzi do zatorów, a to często powoduje nieodwracalne uszkodzenie narządów. W fazie początkowej tę chorobę można wyleczyć, zatrzymać - wyjaśniał dr Grzesiowski. 

Zespół Kawasakiego został opisany kilkadziesiąt lat temu jako zestaw konkretnych objawów: zapalenie spojówek, wysypka, wysoka gorączka i zapalenie dużych naczyń krwionośnych. Pojawiał się przy okazji innych wirusów, np. grypy. - Dziś choroba przebiega inaczej, występuje tylko część objawów typowych, nie obserwuje się zmian w dużych naczyniach serca, a rozsiane zmiany zapalne w mikrokrążeniu - wyjaśniał Grzesiowski. Dlatego, jak dodał, coraz częściej mówi się, że mamy do czynienia z zupełnie nową jednostką chorobową. 

Gość Jakuba Janiszewskiego podkreślał jednak na antenie TOK FM, że wszystkie te przypadki są niezwykle rzadkie, określane wręcz jako anegdotyczne. - Są to doniesienia pojedyncze, które nie zmieniają podejścia do COVID-19 u dzieci, młodzieży i młodych osób dorosłych. Nadal jest to grupa, która choruje najlżej, w nawet 50 proc. przypadków bezobjawowo - zaznaczał. Jak dodał, nie ma stuprocentowej pewności, że przypadki te są powiązane z koronawirusem. -  Tylko w jednym czy dwóch przypadkach udało się wyhodować wirusa w trakcie choroby. W innych przypadkach jest tylko domniemanie - mówił. 

Koronawirus i pytania wciąż bez odpowiedzi

Poza pytaniem o związek choroby przypominającej zespół Kawasakiego z COVID-19 jest jeszcze mnóstwo niewyjaśnionych kwestii. Dr Grzesiowski wspomniał m.in. pytanie o to, dlaczego koronawirus ma tak niezmiernie wysoki potencjał uruchamiania odczynu autoagresywnego. - Ten wirus ma dwa szlaki - biochemiczny, kiedy występuje niewielki odczyn zapalny i pełne wyzdrowienie po około dwóch tygodniach. I drugi szlak - kiedy uruchamia się ogromny odczyn białek zapalnych. U dorosłych objawia się to stanem zapalnym płuc z obrzękiem płuc. Jeśli dochodzi do śmierci, to najczęściej właśnie to jest jej przyczyną - wyjaśniał.

Wciąż jednak nie umiemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak jest. I co sprawia, że na 100 osób, które dostają taką samą dawkę wirusa, tylko pięć zachoruje na tę ciężką postać. Nie umiemy określić z pewnością, od czego zależy nasza nadreakcja na obecność wirusa w organizmie. 

Gość Jakuba Janiszewskiego przyznawał, że do tej pory opieramy się głównie na statystyce. A ta pokazuje, że owa nadreakcja dotyczy osób w wieku 60 plus i z niektórymi chorobami przewlekłymi. - Ale to nie są jednoznaczne dowody naukowe. Poza statystyką nie mamy eksperymentów dotyczących np. nadciśnienia. Nie mamy modelu naukowego, który by to udowodnił. Podliczamy zgony w poszczególnych grupach. Częściej umierają osoby z cukrzycą i nadciśnieniem, ale nie wiemy dlaczego - kreślił sytuację ekspert. Tymczasem sama statystyka to za mało - potrzebne jest stworzenie modelu i przeprowadzenie eksperymentów. Tyle że to potrwa miesiąca, a nawet lata.

- Zbudowanie modelu eksperymentalnego na ssaku podobnym do człowieka jest możliwe tylko na królewskich makakach, a to trudny model do analizy. Na układach komórkowych możemy próbować pozyskać wiedzę, które komórki i dlaczego ulegają nadmiernemu pobudzeniu w kontakcie z tym wirusem. To może się dziać w laboratoriach, bez udziału zwierząt - dodał. 

Całej rozmowy posłuchasz tutaj:

DOSTĘP PREMIUM