Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że maseczki, które przyleciały z Chin antonowem, nie spełniają norm

Maseczki z Chin, sprowadzone do Polski największym samolotem świata nie spełniają norm FFP - podał Onet, powołując się na korespondencję z Ministerstwa Zdrowia. Spółka KGHM, która sprowadzała sprzęt - domaga się wyjaśnień od dostawcy. Polecenie zakupu maseczek wydał firmie Mateusz Morawiecki - wynika z informacji "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

- Na podstawie badania maseczek, którego wyniki przesłał nam resort zdrowia, wykonaliśmy standardową pracę, informując odbiorcę i dostawcę o obniżonej jakości towaru - powiedziała PAP dyrektor naczelna ds. komunikacji KGHM Lidia Marcinkowska-Bartkowiak. W ramach standardowej procedury poinformowany został odbiorca dostawy, jak i zażądano wyjaśnień od dostawcy, dążąc do realizacji umowy i reklamując kwestionowaną przez MZ partię towaru.

- Trudno mówić o oszustwie - powiedziała Marcinkowska-Bartkowiak, stwierdzając, że "nie widać zamierzonego działania" w kwestii obniżonej jakości partii towaru. - Zwróciliśmy się do dostawcy, by dotrzymał zawartej umowy - dodała. Dyrektor poinformowała, że nie ma wiadomości, jaka część dostawy może być niewystarczającej jakości, ani czy dotyczy to transportu z Antonowa An-225 Mrija.

Jak podał w poniedziałek portal Onet, maski z Chin dostarczone do Polski największym samolotem świata, nie spełniają norm bezpieczeństwa. Zakupione przez KGHM trafiły do Agencji Rezerw Materiałowych, która gromadzi żelazne zapasy sprzętu na czarną godzinę. Ministerstwo Zdrowia skierowało partie przywiezione Antonowem do specjalistycznych badań w państwowym instytucie. Okazało się, że maski zakupione przez KGHM nie spełniają norm.

"Ministerstwo Zdrowia przebadało w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy partię masek przekazanych przez Agencję Rezerw Materiałowych. Wynik badania został przekazany do dysponenta masek, czyli właśnie ARM z informacją, że maski nie spełniają norm FFP" - informują Onet przedstawiciele resortu zdrowia.

FFP oznacza "filtering face piece" - chodzi o maski, które chronią przed niebezpiecznymi cząstkami.

Kontrowersyjny zakup

Sprzęt ochronny sprowadzony w kwietniu potężnym Antonowem - który z dumą witał na Lotnisku Chopina premier Morawiecki i minister Sasin - od początku budził wątpliwości. Już wcześniej m.in. Holandia i Finlandia stwierdziły, że sprzęt, który zamówiły i sprowadziły z Chin, nie nadaje się do użytku w szpitalach. Rzecznik GIS Jan Bondar - pytany w TOK FM o jakość sprzętu, który dotarł do Polski - mówił: "Miejmy nadzieję, że będzie działał. Zobaczymy. Jeśli będą jakieś sygnały, na pewno będą reakcje. Natomiast nie zakładajmy samych złych scenariuszy". 

"Gazeta Wyborcza" już kilka tygodni temu informowała, że maseczki, które przyleciały z Chin, mają podrobiony certyfikat. We wtorek podała natomiast, że decyzję o kupnie masek zlecił bezpośrednio Mateusz Morawiecki. To premier miał skierować pismo do prezesa KGHM Marcina Chludzińskiego z poleceniem "zakupu produktów leczniczych i wyrobów medycznych oraz surowców, składników, materiałów i półproduktów służących do wytwarzania produktów leczniczych i wyrobów medycznych, które mogą być wykorzystane w związku z przeciwdziałaniem COVID-19".

"Szef rządu zastrzegł, że od tego polecenia nie przysługuje odwołanie. Tłumaczył też, że poniesione w Chinach koszty zostaną KGHM zrefundowane z budżetu państwa" - informuje "Wyborcza". Doniesieniom tym zaprzeczył jednak szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. - Informacje, że premier zlecił kupno maseczek, które nie miały wymaganych certyfikatów, są nieprawdziwe - powiedział w Programie I Polskiego Radia.

Przyznał jednak, że "rząd i kancelaria premiera miały bardzo duży udział w zakupie sprzętu ochronnego". - Mamy bardzo krótką pamięć, nie pamiętamy, co się działo w marcu, jak był problem ze sprzętem ochronnym i była podejmowane działania ekstraordynaryjne, żeby ten sprzęt pozyskać - mówił.

Niestety - jak mówił dalej szef KPRM - "wśród podmiotów, które dostarczały sprzęt, znalazły się na dziesiątki milionów sztuk niewielkie partie sprzętu, który nie spełniał parametrów". - Były tam sfałszowane certyfikaty jakości albo inne problemy, które zostały ujawnione po badaniach zleconych przez rząd - powiedział Dworczyk. Według niego sprzęt niespełniający wymogów "został zatrzymany, a pozostał sprzęt pełnowartościowy, który został rozdysponowany do szpitali, domów pomocy społecznej i innych podmiotów, które mogły walczyć z epidemią".

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM