Wiceminister zdrowia: Maseczki wciąż powinny być na naszych twarzach i to będzie przewidywało rozporządzenie

Maseczka ma być na twarzy w sytuacji kontaktu z inną osobą. W przestrzeni otwartej możliwość nienoszenia maseczki będzie tylko wtedy, kiedy możemy zachować odległość dwóch metrów od innych - wyjaśnił Janusz Cieszyński w TOK FM.
Zobacz wideo

Wiceminister zdrowia był gościem Analiz TOK FM . W rozmowie z Agatą Kowalską doprecyzował, jak ma wyglądać zniesienie obowiązku noszenia maseczki na przestrzeni otwartej. Przypomnijmy, że ma to nastąpić 30 maja. 

- Maseczki wciąż powinny być na naszych twarzach i to będzie przewidywało to rozporządzenie, którego projekt jeszcze dziś umieścimy na stronie Ministerstwa Zdrowia. Maseczka ma być na twarzy w sytuacji kontaktu z inną osobą. W przestrzeni otwartej możliwość nienoszenia maseczki będzie tylko wtedy, kiedy możemy zachować odległość dwóch metrów od innych - wyjaśnił.

W praktyce ma to wyglądać tak, że np. jeśli czekamy na autobus, a w pobliżu stoją inne osoby, musimy mieć na twarzy maseczkę. Ale na spacer niezbyt zatłoczoną ulicą możemy się wybrać z odkrytym nosem i ustami. 

Janusz Cieszyński tłumaczył, że odmrażanie gospodarki jest możliwe, gdyż sytuacja związana z epidemią się ustabilizowała. - W niektórych regionach kraju praktycznie epidemii nie ma. Wszyscy wiemy, że są ogniska. I wreszcie jest Śląsk, gdzie spośród 40 tys. zbadanych osób, 3 tys. miały wynik pozytywny - powiedział w TOK FM. 

Agata Kowalska prowadząca audycję pytała, co sprawiło, że jest lepiej.

- Zadziałało szybkie przyjęcie tych zasad, które dziś możemy stopniowo uchylać. Dzięki temu nie mieliśmy sytuacji, którą obserwowaliśmy na południu Europy, gdzie system ochrony zdrowia nie wytrzymał - odpowiedział wiceminister. I dodał:  - Wiele osób pokazuje, że sytuacja w Polsce poprawia się wolniej niż w innych krajach. Rzeczywiście patrząc na liczby, to one nie spadają. Ale kiedy te zasady wprowadzaliśmy, one rosły i było ryzyko, że będą rosnąć tak szybko, jak w krajach południowej Europy. Okazało się, że do tego nie doszło w związku z podjętymi działaniami.

- Dlaczego więc rezygnujemy z obostrzeń? - dopytywała Kowalska. 

- Z tych najdalej idących. Pozostawiamy triadę kluczowych zasad: maseczki albo dystansowanie i dezynfekowanie. To bardzo proste zasady, a jeśli będziemy się ich trzymali, to ryzyko nagłego wzrostu zakażeń będzie minimalne - wyjaśnił Cieszyński.

Tłumaczył też, dlaczego tej triady nie można było zastosować od razu, lecz trzeba było wprowadzić znacznie więcej obostrzeń: - Dlatego, że nasza wiedza na temat koronawirusa i tego, jak może się rozwijać, była znacznie mniejsza. Decyzje podejmowaliśmy na podstawie prognozy opartej o wskaźniki innych krajów europejskich. Te prognozy w Polsce się nie zmaterializowały, właśnie dzięki wdrożeniu zasad.

- Dzisiaj bardzo łatwo jest powiedzieć, że trzeba było tego nie wprowadzać. W marcu, kwietniu trzeba było działać zgodnie z zasadą maksymalnego ograniczania ryzyka - dodał. 

Bronił też zakazu zgromadzeń, uzasadniając, że to są warunki, w których jest większe ryzyko zakażenia niż w sklepie, w którym jednocześnie jest nawet dwieście osób.  

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM