Polska jest niespójna epidemicznie. Ale rząd nie bierze tego pod uwagę. "To trzeba analizować na poziomie powiatów"

- Są powiaty, gdzie dziennie przybywa kilkudziesięciu chorych, a są takie, gdzie od kilku tygodni nie zaraził się nikt - przekonywał na antenie TOK FM dr Paweł Grzesiowski. Jego zdaniem jednak rząd nie ma lub nie bierze pod uwagę tych danych.
Zobacz wideo

W czwartek resort zdrowia informował o 352 nowych potwierdzonych przypadkach koronawirusa w Polsce. Z powodu zakażenia tego dnia raportowano śmierć 10 osób. W sumie liczba osób zakażonych zbliża się do 23 tys., a liczba zmarłych przekroczyła tysiąc.

Dr Paweł Grzesiowski z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie, pytany o to, ile ten dzienny przyrost będzie wynosił w okolicach 28 czerwca (to prawdopodobna data wyborów prezydenckich), odpowiedział, że "raczej więcej", choć zaznaczył, że odpowiedź na to pytanie nie jest prosta i jednoznaczna. Podkreślał, że na rozprzestrzenianie się wirusa wpływa bardzo wiele czynników.

Pełzająca endemia plus ogniska

- Mamy zupełnie inną sytuację niż w marcu, kiedy właściwie wszyscy byli nieodporni, a wirus był przede wszystkim przywlekany przez osoby wracające z zagranicy. Dziś w kilkudziesięciu powiatach mamy spontaniczne krążenie wirusa. Jesteśmy w fazie pełzającej endemii. Do tego dochodzą lokalne ogniska epidemiczne, gdzie w krótszym czasie zarazi sieęwięcej osób - wyjaśniał gość Jacka Żakowskiego. Jak mówił, są szczegółowe dane dotyczące tego, jak epidemia przebiega w poszczególnych powiatach. - Są powiaty, gdzie dziennie przybywa kilkudziesięciu chorych, a są takie, gdzie od kilku tygodni nikt się nie zaraził. Będzie jeszcze gorzej w miejscach, gdzie już tych chorych jest więcej - wskazywał dr Grzesiowski.

Gość Poranka Radia TOK FM przyznał jednak, że rząd może nie dysponować takimi danymi. Wskazywać na to może przebieg posiedzenia senackiej Komisji Zdrowia z 26 maja, w czasie której senatorowie mieli zapoznać się z informacją resortu na temat przebiegu epidemii w Polsce. Dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny dr Grzegorz Juszczyk informował wówczas, że na podstawie gromadzonych, potwierdzonych danych o zachorowaniach został stworzony model matematyczny do monitorowania sytuacji i tworzenia prognoz. Podkreślił, że z obecnych danych wynika, iż wskaźnik zapadalności jest wysoki w kilku ogniskach w Polsce. - Gdybyśmy analizowali dane tylko spoza ognisk to, jak wynika z modelu, bylibyśmy w fazie podkrytycznej, czyli w fazie wygaszania. Koncentracja naszych działań epidemicznych w lokalnych ogniskach zachorowań może pozwolić na kontrolę epidemii - podkreślał dr Grzesiowski. Jednak dzień później rząd ogłosił długą listę obostrzeń, które zostaną zniesione lub ograniczone - bez podziału na regiony. 

- Nie ma przesłanek, by takiego różnicowania nie zrobić. Ale nie umiem odgadnąć intencji rządu - komentował ekspert. - Mamy regiony, gdzie jest bardzo mało chorych i mało nowych zakażonych. Ale są regiony, gdzie cały czas widzimy wzrost zachorowań i tak będzie. Jak ktoś wyciąga z tego średnią, może odnieść wrażenie, że wirus zmniejsza swoją aktywność - wyjaśniał. Dlatego jego zdaniem aktywność wirusa należałoby śledzić właśnie bardzo lokalnie i decyzje o odmrożeniach podejmować na poziomie poszczególnych powiatów. 

Tyle że, zdaniem Grzesiowskiego, dane z poziomu powiatów nie są brane pod uwagę przy decyzjach rządowych. - Prezentowane w Senacie modele nie sięgały tak głęboko. Może taka była koncepcja, żeby nie dzielić Polski na powiaty, tylko zarządzać całym krajem. Ale to wydaje się mylną koncepcją, biorąc pod uwagę, jak dużym krajem jesteśmy - wskazywał w rozmowie z Żakowskim. 

Odmrażanie z podziałem na wiek

Inną drogą, o której wspomniał, jest różnicowanie luzowania obostrzeń ze względu na podatność osób na zachorowanie i jego ciężki przebieg. Chodzi tu przede wszystkim o osoby starsze powyżej 60. roku życia - one stanowią większość wśród hospitalizowanych i zmarłych z powodu koronawirusa. Jednocześnie w Polsce nie zanotowano przypadku śmiertelnego wywołanego przez Covid-19 u osoby poniżej 18 lat. - Należy się zastanowić nad wolniejszym luzowaniem obostrzeń wobec tych, którzy są najbardziej narażeni na ciężki przebieg. To by miało sens medyczny. Jednak to powinna być rekomendacja, a nie twarde prawo. Musimy uwzględnić również zdrowy rozsądek społeczeństwa - podkreślał, dodając, że on sam jest bardzo zbudowany postawą, którą obserwował w marcu i kwietniu, kiedy to ogromna większość Polaków zostawała w domach.

- Teraz moglibyśmy mieć politykę "Seniorze, zostań w domu". Nie nakazujemy tego, ale Cię o to prosimy. Te osoby byłyby objęte szczególną opieką - wyjaśniał. Dodał, że to nie musiałoby oznaczać odcięcia osób starszych od świata, tylko daleko idącego rozsądku. - Jeżeli osoba wybierająca się w odwiedziny do 80-latka przez tydzień przed wyjazdem będzie stosować autoizolację, może jechać i nie powinna stanowić zagrożenia - dodawał ekspert.

Do restauracji? Nie, za wcześnie

Pytany, czy on sam w weekend wybierze się do restauracji, odpowiedział bez wahania: nie, jest za wcześnie. - Sytuacja w Warszawie jest niezbyt stabilna, mamy kilka ognisk aktywnych, na pewno chorzy są na ulicach - stwierdził. Jego zdaniem na pewno mijamy na ulicach ludzi zarażonych, ponieważ, według różnych danych, nawet 80-90 proc. z nich nie wykazuje objawów. - Do kina też bym nie poszedł, nie uważam, żeby to było rozsądne. Wielu znajomych pytało mnie także, czy dzieci powinny iść do przedszkola, odradzałem - przyznał. Przypomnijmy, że kina, teatry, filharmonie, baseny, klub fitness będą mogły wrócić do działalności od 6 czerwca

- To jest wirus relacji społecznej. Ogniska wynikają więc głównie z zachowań ludzi. Im częściej ludzie spotykają się ze sobą, tym więcej takich zakażeń - dodawał dr Paweł Grzesiowski.

Posłuchaj całej rozmowy:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM