"To może oznaczać paraliż wszystkiego". Ekspert o obawach związanych z pandemią i sezonem grypowym

W TOK FM prof. Ernest Kuchar komentował ostatni wzrost liczby odnotowanych zakażeń koronawirusem oraz podkreślił, że obawia się tego, co będzie nas czekać jesienią, kiedy dziennie zgłaszanych jest ok. 100 tys. przypadków grypy i chorób grypopodobnych, które mogą mieć podobne do koronawirusa objawy. - Przy takiej liczbie podejrzeń możliwości diagnostyczne będą przekroczone, sanepid będzie zmuszony wysyłać takie osoby i ich rodziny na izolację. To może oznaczać paraliż wszystkiego - przewidywał.
Zobacz wideo

W Polsce trzy dni z rzędu odnotowano powyżej 600 zakażeń koronawirusem w ciągu doby. W niedzielę jest ich niewiele mniej - 548 - na co wpływ może mieć po prostu weekend i zmniejszone możliwości testowania. Sytuację komentował w TOK FM prof. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych. Jak zaznaczył, obserwowany wzrost liczby zakażeń jest "niepokojący".  

- Myślę, że z tym koronawirusem jakoś za szybko się oswoiliśmy, bo z takiej jednej skrajności przeszliśmy w drugą - mówił ekspert, przypominając marzec, kiedy potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia w Polsce. - Cała Polska wpadła [wówczas - red.] w panikę, zamarła, część osób nie wychodziła z domów, kiedy to były pojedyncze przypadki. A w tej chwili, kiedy mamy kilkaset przypadków dziennie, to mam wrażenie, że znaczna część społeczeństwa po prostu lekceważy problem - podkreślił. 

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Gość TOK FM przypomniał, że przecież "właściwości chorobotwórcze koronawirusa się ani trochę nie zmieniły". - Czyli jego zdolność do wywoływania ciężkiego zapalenia płuc, które prowadzi do hospitalizacji u kilkunastu procent pacjentów, pozostały bez zmian. Śmiertelność wynosząca jeden-dwa procent, czyli dużo, jest cały czas taka sama - mówił profesor, dodając, że takie same pozostały też grupy osób szczególnie narażonych na ciężki przebieg choroby i rozwój związanych z nią powikłań. - Proszę też pamiętać, że to jest wirus dla naszej populacji zupełnie nowy, nikt nie ma odporności, czyli zagrożeni są wszyscy - przestrzegł.  

Specjalista dodał także, że jak na razie nie można mówić o jakiejkolwiek odporności populacyjnej na koronawirusa w Polsce. Wskazał przy tym, iż nawet zakładając, że doszło do większej niż oficjalnie podawana liczby zakażeń (46 894 przypadków), to i tak osoby te stanowią niecały procent populacji naszego kraju. - Tak że ponad 99 procent populacji jest wciąż podatne na zakażenie - zaznaczył profesor, podkreślając, że nadal możliwe są wszystkie scenariusze. - Pandemia rozwija się w sposób wykładniczy:  osoba zaraża dwie-trzy osoby, te dwie zarażają kolejne cztery i tak dalej, więc po kilkunastu-kilkudziesięciu dniach mamy setki tysięcy zachorowań. Nie możemy do tego dopuścić. Do tego służył lockdown i nie zmarnujmy tych miesięcy, które tak zaszkodziły gospodarce i zmusiły nas do takich ogromnych ograniczeń w trybie życia - zaapelował. 

"Paraliż wszystkiego"

Prowadzący program Przemysław Iwańczyk pytał, czy zbliżająca się jesień oraz sezon grypowy powinny napawać nas więc trwogą. - Mnie jesień napełnia silną obawą - stwierdził ekspert. Jak wyjaśniał, w sezonie jesienno-zimowym w Polsce dziennie zgłaszanych jest około 100 tysięcy przypadków grypy i chorób grypopodobnych, a zakażenie koronawirusem wywołuje podobne objawy, takie jak gorączka, kaszel czy kłopoty z oddychaniem. - Te osoby, które mają gorączkę, będą objęte swego rodzaju ostracyzmem, no bo nikt nie będzie chciał mieć z nimi kontaktu (...).  Podejrzewam, że nikt nie będzie mógł się z takim pacjentem zetknąć bezpośrednio, zanim nie wykluczy zakażenia koronawirusem. Przy takiej liczbie podejrzeń możliwości diagnostyczne będą przekroczone, czyli mówiąc krótko: zatka się, będzie trzeba czekać długo, w związku z czym - jak znam życie - to sanepid będzie zmuszony wysyłać takie osoby i ich rodziny na izolację. To może oznaczać paraliż wszystkiego - stwierdził prof. Kuchar oraz wyjaśnił, że sparaliżowane mogą zostać usługi społeczne o podstawowym znaczeniu, jeśli kwarantannę odbyć będzie musiała np. większość strażaków, policjantów czy osób zajmujących się wywozem śmieci. - W związku z czym w naszym interesie leży nie tylko to, żeby nie chorować, zabezpieczyć się przed koronawirusem, ale też przed innymi zakażeniami układu oddechowego. Bo to wszytko jedno czy to będzie grypa, czy nie. Problem będzie taki sam - podsumował gość TOK FM. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM