Badanie: Polki częściej niż Polacy noszą maseczki. Mężczyźni częściej noszą je nieprawidłowo

- Co drugi Polak, który nosi maskę, nosi ją w sposób nieprawidłowy. Czyli albo odsłania nos, albo nos i usta, nosząc maskę na brodzie. Z punktu widzenia epidemiologicznego to zupełnie nie chroni przed transmisją wirusa SARS-COV2 - takie wnioski z badań przedstawiła w TOK FM prof. dr hab. nauk med. Maria Gańczak.
Zobacz wideo

Gościem "Popołudnia" w Radiu TOK FM była prof. dr hab. nauk med. Maria Gańczak, kierowniczka Katedry Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Zielonogórskiego, autorka raportu o noszeniu maseczek przez Polaków. Badanie przeprowadzono w trzech kolejnych tygodniach maja na obszarze trzynastu województw Polski.

- Spróbowaliśmy porównać, jak to wygląda na początku miesiąca i podczas kolejnych upływających dni. Okazało się, że niestety, ale jeśli chodzi o noszenie masek, to trend jest malejący. Na początku maja obowiązywało noszenie masek wszędzie w przestrzeni publicznej. Wówczas koło trzech czwartych Polaków nosiło maski. Pod koniec miesiąca ten odsetek ten spadł do dwóch trzecich - przedstawiła ogólne wnioski.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Kto z noszenia maski nie zrezygnował? - Polki noszą maski częściej niż Polacy, osoby starsze częściej niż młodsze. Między osobami powyżej 60. roku życia a nastolatkami jest różnica aż 30 punktów procentowych. A ogólny malejący trend szczególnie widoczny jest w przypadku ludzi młodych i mężczyzn - wyjaśniła specjalistka od chorób zakaźnych. 

- Co drugi Polak, który nosi maskę, nosi ją w sposób nieprawidłowy. Czyli albo odsłania nos, albo nos i usta, nosząc maskę na brodzie. Z punktu widzenia epidemiologicznego to zupełnie nie chroni przed transmisją wirusa SARS-COV2. Częściej prawidłowo maski noszą kobiety niż mężczyźni, widać to bardzo wyraźnie z naszego badania - dodała prof. Gańczak. 

Ostatnia obserwacja, którą podzieliła się na antenie, jest taka, że nosimy głównie maski z materiału. - Nosi je dwie trzecie Polaków, a mniej więcej jedna czwarta nosi maski chirurgiczne, czyli medyczne. Bardzo rzadko są to maski z filtrem np. N95 - doprecyzowała.

Paweł Sulik poprosił ekspertkę, żeby opowiedziała, jak wyglądało badanie.

- To było badanie obserwacyjne, w którym studenci IV roku wydziału lekarskiego Uniwersytetu Zielonogórskiego w kolejnych punktach czasowych obserwowali 10 przechodniów w określonych punktach przestrzennych - w otwartej przestrzeni bądź w zamkniętej. Dzięki temu udało nam się zebrać 2 400 obserwacji. Obserwowani po prostu przechodzili obok, robili zakupy czy stali w kolejce w banku. Nie byli świadomi, że są obserwowani - objaśniła jego rozmówczyni. 

Politycy dają bardzo zły przykład

Prof. Gańczak tłumaczyła, skąd tak nagły wzrost liczby zakażonych w Polsce (od ostatniego piątku niemalże codziennie pada nowy rekord dobowych zakażeń).

- Przyczyn jest wiele. Jedną z nich bezwzględnie może być coraz mniejszy odsetek społeczeństwa noszący maski. To oczywiście idzie w parze ze słabym egzekwowaniem przepisów i ze słabym przykładem z góry. Bo już na samym początku epidemii COVID-19, kiedy nie mieliśmy jeszcze zakażeń w Polsce, na temat masek czołowi politycy żartowali, mówiąc, że maski możemy sobie robić z biustonoszy (Jarosław Pinkas, szef GIS - red.) lub mówili, że maseczki nie zabezpieczają przed wirusem (Łukasz Szumowski, minister zdrowia - red.) - stwierdziła prof. Gańczak. 

Skrytykowała też polityków za to, że nie noszą masek. - Oglądając naszych czołowych polityków, mogliśmy zauważyć, że nie stosowali się do obostrzeń. I nadal się nie stosują. Widziałam dziś obrazek ze spotkania pana prezydenta z wyborcami w Krakowie. Ludzie w tłumie masek nie nosili, łącznie z panem prezydentem - opowiadała.

Podkreśliła, że maska chroni w dwie strony: i przed byciem zakażonym, i przed rozsiewaniem wirusa przez osobę chorą.

Jak mówiła, Polacy nie stosują się również do zaleceń dotyczących zachowania odpowiedniego dystansu. - Nie myjemy też rąk tak często, jak powinniśmy - punktowała i dodała, że życzyłaby sobie, żeby było więcej działań niż deklaracji.

Prof. Gańczak poruszyła także temat wesel. - Od kilku tygodni byliśmy bardzo sceptyczni co do uwalniania liczby osób, które mogą w takich imprezach uczestniczyć - stwierdziła, wskazując, że wesela są największym ryzykiem zakażeń SARS-CoV-2, co potwierdza liczba ognisk, które po nich się pojawiają.  

Faktycznie z takimi doniesieniami mamy do czynienia niemal codziennie. Dziś np. służby wojewody śląskiego informowały o weselu w Pszczynie, po którym zakażonych jest 40 osób z 80, które się na nim bawiły

Rzecznik ministerstwa zdrowia zapowiedział w poniedziałek, że w tym tygodniu poznamy nowe zalecenia dotyczące organizacji wesel. - Możliwe jest wprowadzanie takiej regionalizacji i w tym zakresie rejestracji wesel. Przed wydarzeniem organizatorzy, państwo młodzi będą musieli udać się do sanepidu i zgłosić takie wesele, poinformować, ile osób będzie i przedstawić listę gości - zapowiedział Wojciech Andrusiewicz. 

DOSTĘP PREMIUM