Lekarz zadowolony z decyzji Szumowskiego. "Na te obostrzenia czekałem. Cieszę się"

Wzrost przypadków z dnia na dzień jest coraz większy. To troszkę konsekwencja tego rozluźnienia, które można obserwować. Na pewno jest to coś niepokojącego i cieszę się, że te restrykcje w pewnym sensie zostaną na nowo wprowadzone - w TOK FM powiedział dr n. med. Paweł Lewek.
Zobacz wideo

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało wczoraj (6 sierpnia) wprowadzenie dodatkowych obostrzeń w 19 powiatach z najwyższym przyrostem zachorowań na Covid-19. Dziewięć z nich otrzymało status czerwony, dziesięć - żółty. Wiceminister zdrowia, Janusz Cieszyński zapowiedział też, że od 1 września każdy, kto nie będzie zakrywał ust i nosa w sklepach oraz środkach transportu miejskiego, będzie musiał mieć przy sobie specjalne zaświadczenie lekarskie. - Na te obostrzenia czekałem, o to, co w tej chwili dzieje się i co możemy zobaczyć, szczególnie w okolicach nadmorskich, czy rekreacyjnych, troszeczkę nie napawa optymizmem - stwierdził dr n. med. Paweł Lewek, specjalista medycyny rodzinnej z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, który był gościem TOK FM.

- Wzrost przypadków z dnia na dzień jest coraz większy. To troszkę konsekwencja tego rozluźnienia, które można obserwować. Na pewno jest to coś niepokojącego i cieszę się, że te restrykcje w pewnym sensie zostaną na nowo wprowadzone - dodał. 

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Prowadzący audycję Paweł Sulik pytał go, czy wierzy, że one zadziałają. Czy na przykład będzie mniej osób w komunikacji miejskiej, na weselach. - Myślę, że jak najbardziej powinny pomóc, tylko musi też być kontrola, bo nic po tych zaostrzeniach, jak nie będzie kontroli. Nie muszą być rygorystyczne, najlepiej by było, jak byśmy my, jako społeczeństwo, przykładali wagę, czy każdy nosi maseczkę, czy ktoś jest 1,5 -2 metra od nas - stwierdził lekarz.

Redaktor Sulik przytoczył też dane świadczące o tym, że ludzie najczęściej zarażają się kolejno: w domach, zakładach pracy, placówkach medycznych. - Co to oznacza? - pytał o ich interpretację.  - Dom jest środowiskiem, w którym przebywamy najczęściej, więc powoduje najczęstsze zakażenia. Wiadomo, że jedną trzecią życia przebywamy w pracy, więc jest na drugim miejscu. Testy robi się najczęściej w placówkach medycznych, tam jest tych testów najwięcej, więc pytanie, co by było, gdybyśmy testowali wszędzie na równo, jak w placówkach medycznych. Pielęgniarki i lekarze też są często testowani, to też może zwiększać liczbę wykrytych przypadków - wyjaśnił lekarz. 

DOSTĘP PREMIUM