Matematycy o otwarciu szkół. "Wystarczy transmisja u dzieci w 30 proc. taka, jak u dorosłych i będzie źle"

- Powrót dzieci do szkoły może w istotny sposób zmienić dynamikę pandemii. Wszystko zależy od transmisyjności wirusa wśród dzieci w wieku szkolnym. Wygląda jednak na to, że ta transmisyjność jest dosyć duża - większa niż się wydawało kilka miesięcy temu - mówił w TOK FM dr Franciszek Rakowski.
Zobacz wideo

W czasie pandemii koronawirusa nawet laicy poznali wiele pojęć z zakresu epidemiologii. Jedno z najważniejszych to współczynnik reprodukcji wirusa, czyli to, ile osób przeciętnie zaraża się jeden zainfekowany. Powszechnie przyjmuje się, że dla SARS-CoV-2 wynosi on ok. 2-3. Oczywiście transmisję wirusa (czyli to, jak "podróżuje" on między zakażonymi) można w pewnym stopniu kontrolować, a jej tempo spowolnić. Służą temu wprowadzane przez władze obostrzenia, w tym decyzja o zamknięciu szkół.

We wrześniu jednak większość uczniów wróci do normalnego trybu nauki. Choć oddziały sanepidu wydają liczne zalecenia, a dyrektorzy w każdej chwili mogą zdecydować, że przejściu na zdalne nauczanie, otwarcie szkół budzi wątpliwości. Czy nie przyśpieszy to rozprzestrzeniania się wirusa? Na to pytanie starali się odpowiedzieć badacze z Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) przy Uniwersytecie Warszawskim. Jeden z nich, dr Franciszek Rakowski, był gościem Jakuba Janiszewskiego w TOK FM.

- Powrót dzieci do szkoły może w istotny sposób zmienić dynamikę pandemii. Jak to bywa w nauce, nie jest to w 100 proc. pewne, ponieważ wszystko zależy od transmisyjności wirusa wśród dzieci w wieku szkolnym. Wygląda jednak na to, że ta transmisyjność jest dosyć duża - większa niż się wydawało kilka miesięcy temu. W związku z tym trzeba bardzo ostrożnie i uważnie patrzeć na to, co się dzieje i mieć przygotowane w zanadrzu różne rodzaje rodzaje administracyjnych restrykcji - ocenił dr Rakowski.

Zauważył jednak, że dalsze zamknięcie szkół byłoby nieakceptowalne dla większości rodziców ("sam to rozumiem jako rodzic" - zapewnił), a przede wszystkim trudne dla uczniów. - Dzieci najlepiej czują w szkole, nawet jeśli na nią narzekają - przekonywał.

Czy istnieje rozsądny kompromis? Inny naukowiec z ICM dr Jakub Zieliński zaproponował, by przesunąć nieco rozpoczęcie roku szkolnego. - To moment, kiedy dzieci przywożą z wakacji choroby. Warto byłoby opóźnić otwarcie o dwa tygodnie - tłumaczy w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".

Dr Rakowski zaproponował w TOK FM modyfikację tego pomysłu: opóźnienie otwarcia szkół, ale tylko w gęsto zaludnionych powiatach. Wskazują na to i modele, i zdrowy rozsądek: tam, gdzie mamy wysoką gęstość zaludnienia, tam mamy wyższą transmisyjność. Można więc rozważyć otwarcie szkół w powiatach o niskiej gęstości zaludnienia i obserwację, jaka jest tam dynamika przyrostów. A później stopniowe otwieranie szkół w powiatach o dużej gęstości zaludnienia - wyjaśnił.

Badania wskazują, że dzieci są odporniejsza na zakażenie Covid-19 niż osoby starsze. Można więc zakładać, że rozprzestrzenianie się wśród nich koronawirusa będzie wolniejsze. Ale o ile wolniejsze? Tego nie wiemy dokładnie. - Dlatego w naszej symulacji przygotowaliśmy kilka wersji rozwoju pandemii, przyjmując różne poziomy transmisji u dzieci. Wystarczy, że wyniesie ona 30 proc. tego, co u dorosłych, a już będziemy mieli przyrosty wykładnicze, które będzie trzeba tłumić regionalnym lockdownem - ostrzega dr Rakowski.

DOSTĘP PREMIUM