Jak wygląda niemiecka szkoła w czasie epidemii? "Wszystkie okna otwarte, drzwi otwarte, notoryczne wietrzenie"

Jak wygląda niemiecki model szkoły w czasie pandemii? - Naukowcy podkreślają, że trzeba wietrzyć. Pytanie, co będzie, jak się zrobi zimno. Żeby uczniowie się nie przeziębili i z podobnymi symptomami nie musieli chodzić na testy. To wtedy będzie kuriozum. W Berlinie jest sztab kryzysowy, który obecnie się zastanawia jakieś urządzenia, które będą regulowały przepływ świeżego powietrza jesienią i zimą - opowiadał w TOK FM, Łukasz Grajewski, dziennikarz, który mieszka w Niemczech.
Zobacz wideo

Łukasz Grajewski, mieszkający w Lipsku dziennikarz "Tygodnika Powszechnego", był gościem Agnieszki Lichnerowicz w "Światopodglądzie". Opowiadał, jak wygląda powrót dzieci i młodzieży do szkół w Niemczech. - W 40 szkołach pewna grupa nauczycieli i uczniów trafiła na kwarantannę, ale to wynik, z którego politycy się cieszą i podkreślają, że to jest ta nasza nowa rzeczywistość - mówił.

Zaznaczył, że do tej pory zamknięta została jednak tylko jedna szkoła, a nowy rok u naszych zachodnich sąsiadów rozpoczął się w sierpniu. - W Berlinie, w Nadrenii-Westfalii, gdy wykryta jest infekcja, to pojedyncze osoby są wysyłane na kwarantannę, a klasy mogą się dalej uczyć - opowiadał na antenie TOK FM. W Nadrenii - największym niemieckim landzie - uczniów jest 2,5 miliona, z czego na kwarantannie tylko 6 tysięcy. 

W Niemczech każdy land decyduje osobno, jak będzie sobie radził z koronawirusem. - W niektórych jest obowiązek noszenia maseczek w szkole, w innych nie ma - wyjaśnił Grajewski. Np. w Saksonii nie trzeba ich zakładać w ogóle, natomiast w Berlinie są obowiązkowe na korytarzach, z kolei w Nadrenii także w klasach. 

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

I - jak przekonują naukowcy z Berlińskiego Uniwersytetu Technicznego - od noszenia maseczek ważniejsze jest wietrzenie klas. - Wszystkie okna otwarte, drzwi otwarte, notoryczne wietrzenie - tak wygląda niemiecka szkoła wg Łukasza Grajewskeigo. - Naukowcy podkreślają, że trzeba wietrzyć. Pytanie, co będzie, jak się zrobi zimno. Żeby uczniowie się nie przeziębili i z podobnymi symptomami nie musieli chodzić na testy. To wtedy będzie kuriozum. W Berlinie jest sztab kryzysowy, który obecnie się zastanawia, w jaki sposób będą działały jakieś urządzenia, które będą regulowały przepływ świeżego powietrza jesienią i zimą - powiedział dziennikarz.

Niemcy starają się też od razu testować osoby z otoczenia kogoś, kto okaże się zakażony.- W tym samym dniu, kiedy nauczycielka, która miała test pozytywny, zgłosiła to sanepidowi, przetestowanych zostało jej stu uczniów - opowiadał gość Agnieszki Lichnerowicz. Choć przyznał, że nauczyciele muszą też czekać na testy. - Szkoły, poza sklepami, supermarketami, zostają jedynymi miejscami, gdzie ludzie mogą się masowo gromadzić. Na imprezach prywatnych zmniejsza się liczbę osób do 25, a o koncertach i masowych imprezach można zapomnieć do końca roku. To jasne wskazanie priorytetów - dodał również autor "Tygodnika Powszechnego".

DOSTĘP PREMIUM