Epidemiolog o początku roku szkolnego: "Jeden wielki eksperyment społeczny"

Według prof. Jarosława Drobnika, naczelnego epidemiologa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, proces wprowadzania dzieci do szkół powinien trwać tydzień lub dwa i odbywać się "na pół gwizdka". - To, co się teraz dzieje w kontekście szkoły to jeden wielki eksperyment społeczny - ocenił w rozmowie z reporterką TOK FM.
Zobacz wideo

Zdaniem prof. Jarosława Drobnika, naczelnego epidemiologa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu powrót dzieci do szkół powinien odbywać się powoli. - Proces wprowadzania dzieci do szkół powinien trwać tydzień, dwa tygodnie i "na pół gwizdka". Po to, żeby wyłapać te punkty krytyczne i próbować je dostosować. To wszystko nie trzyma się kupy [obecna sytuacja - red.]. To, co się teraz dzieje w kontekście szkoły to jeden wielki eksperyment społeczny - ocenił. 

Jak zabezpieczone powinny być dzieci, a jak nauczyciele?

Zdaniem lekarza, bez względu na oficjalne wytyczne, dzieci w szkole powinny mieć maseczki lub przyłbice. - W pierwszym okresie dzieci powinny być zabezpieczone. Być może młodsze w przyłbice, a starsze w maseczki - przekonywał w rozmowie z reporterką TOK FM specjalista. Podkreślił także szczególną rolę opiekunów. - Pamiętaj, rodzicu! Nie puszczamy dziecka jeżeli ma najmniejsze objawy infekcji. Zadzwoń do lekarza rodzinnego, skorzystaj z porady. Nawet gdybyś miał wziąć jeden dzień zwolnienia to będzie to sytuacja lepsza, niż taka, w której Twoje dziecko zarazi się koronawirusem - przekonywał profesor w rozmowie z reporterką TOK FM Małgorzatą Waszkiewicz Jarosław Drobnik.

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

To jednak nie wszystko. Dbać muszą o siebie również nauczyciele. Uczniów w klasach jest bowiem wielu, a lekcji w ciągu dnia kilka. Zdaniem profesora ryzyko zakażenia jest więc bardzo duże. - Każdy nauczyciel powinien być zaopatrzony przynajmniej w przyłbicę i maseczkę chirurgiczną, a najlepiej gdyby mógł pracować w masce z filtrem FFP2 - wyliczał specjalista.

Według eksperta nauczyciele powinni też być cyklicznie testowani. - Co dwa tygodnie, jedna trzecia, reprezentatywna część pracowników szkoły. Jedni pracują do południa, drudzy po południu, być może są dwa pokoje nauczycielskie. Jeżeli ta jedna trzecia jest zdrowa, jest duże prawdopodobieństwo, że nasi koledzy są też zdrowi - podkreślił prod. Drobnik. 

Profesor uważa także, że przed rozpoczęciem roku szkolnego każdy nauczyciel powinien być przetestowany na obecność koronawirusa. 

Nowy rok szkolny przyniesie więcej zachorowań?

Lekarze i naukowcy są zgodni: powrót dzieci do szkół spowoduje, że zachorowań na COVID-19 będzie więcej.

Jak wyjaśniał w TOK FM dr inż. Piotr Szymański, z grupy MOCOS (MOdelling COronavirus Spread) i Adiunkt w Katedrze Inteligencji Obliczeniowej na Politechnice Wrocławskiej, uniknięcie takiej sytuacji wydaje się mało prawdopodobne. - Robiliśmy takie modelowanie w kwietniu dla Berlina, który zastanawiał się nad otwarciem szkół. Kluczowe jest, jak będzie wyglądało ograniczanie kontaktu między dziećmi i poziom wykrywania przypadków bezobjawowych. Jeżeli w klasach kontakty zostaną ograniczone do poziomu 12 procent sprzed pandemii, to w modelowaniu dla Berlina wyszło nam, że nie spowoduje to skoku zakażeń - wskazywał Szymański. Oznacza to, że interakcje między uczniami musiałyby spaść o niemal 90 procent. 

Tymczasem wsparcie rządu dla szkół - zdaniem samorządowców - jest na razie niewystarczające. - Pierwsze 17 placówek na 222, które wnioskują o to, dostało zapas płynu do dezynfekcji. Maseczki, zdaje się, jeszcze nie dojechały. Tego płynu jest absolutnie niewystarczająca ilość. Wystarczy może na kilka dni, ale przyjmujemy każdą pomoc, żeby się jak najlepiej przygotować - tłumaczył Jarosław Delewski, dyrektor departamentu edukacji we Wrocławiu.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM