POZ, czyli Podstawowa Opieka Zakaźna. "W przychodni da się potwierdzić anginę ropną, ale nie koronawirusa"

Od dziś lekarze rodzinni mogą kierować pacjentów na test na koronawirusa. Wątpliwości jest mnóstwo, również co do zasadności takich zmian. Reporterka TOK FM odwiedziła wrocławską przychodnię, która znalazła się - podobnie jak setki innych - na pierwszym froncie walki z COVID-19.
Zobacz wideo

Od dziś (9 września) skierowanie na testy na koronawirusa mogą wypisywać lekarze rodzinni. Problem w tym, że większość pacjentów z objawami będzie musiało przyjść po skierowanie osobiście. W środę weszło w życie rozporządzenie, które mówi, że tylko wtedy, gdy pacjent ma cztery objawy - wysoką gorączkę, kaszel, duszność oraz utratę węchu i smaku - może zostać wysłany na test po teleporadzie. Reszta pacjentów musi przyjść do przychodni. Lekarze rodzinni krytykują takie rozwiązanie. Przekonują, że to ryzyko dla wszystkich - i pacjentów, i personelu medycznego. Tymczasem według danych Państwowego Zakładu Higieny cztery (i więcej) objawów COVID-19 ma tylko ok. 15 proc. zakażonych pacjentów.

Choć rozporządzenie weszło w życie dopiero dziś, pacjenci już od jakiegoś czasu dzwonią i pytają, jak przychodnie będą działać w nowym trybie. - Telefony się urywają, my praktycznie na nich wisimy. Odbieramy ich nawet sto dziennie - mówiła w rozmowie z reporterką TOK FM Agata Kiepura, pielęgniarka środowiskowa z Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej przy ul. Uczniowskiej 37a we Wrocławiu. Pielęgniarki z tej placówki konstruują misterne grafiki przyjęć lekarzy - tak, by pacjenci z objawami koronawirusa i ci bez objawów nie spotykali się. Przykład? Jeśli do lekarza A pacjent przychodzi na godzinę 9, to wizyta u lekarza B powinna się zaczynać zanim pacjent wyjdzie z gabinetu lekarza A. Chodzi o to, by pacjenci się mijali. 

- Pacjent, który wchodzi, jest przepytywany, czy nie ma gorączki. Żeby w tym samym czasie nie wchodziła na przykład matka z dzieckiem na szczepienie czy starsza pani z cukrzycą - tłumaczy Anna Krzyszowska-Kamińska, lekarz medycyny rodzinnej. Przyznaje, że wszystkie te regulacje oddaliły lekarzy od pacjentów. - Zawsze staraliśmy się być otwarci, latem przyjmowaliśmy pacjentów czasem w cywilnych ciuchach, by nie tworzyć tego dystansu, dziś jest on ogromny. Ale tak trzeba - mówiła w rozmowie z reporterką TOK FM. 

Koronawirus. Najgorsze dopiero przed nami

Zdaniem lekarki najgorsze i najtrudniejsze chwile dopiero przed nami. - Mamy sporo telefonów o katarach i kaszlach dzieci, które poszły do przedszkola 1 września. Jak będzie tego dużo więcej, myślę, że nie będę w stanie zapewnić 100 proc. bezpieczeństwa. Bardzo się obawiam, że ktoś, kto przyjdzie z cukrzycą, wyjdzie z czymś jeszcze - przyznała. I dodała, że najchętniej do przychodni dobudowałaby dodatkowe wejście - by do niego kierować pacjentów, którzy mogą mieć koronawirusa. Z gabinetów lekarskich zniknęły plakaty, książki, zabawki dla dzieci, narzędzia lekarskie leżą pochowane w szufladach, żeby móc co wieczór gabinety jak najlepiej wyczyścić, wywietrzyć. 

We wrocławskiej przychodni osobne miejsce - poczekalnia i gabinet - jest tylko dla dzieci zdrowych, które przychodzą np. na szczepienie. Muszą przejść dosłownie metr tzw. przestrzeni wspólnej, by trafić do teoretycznie bezpiecznej, wydzielonej części przychodni. Ale nie ma już przestrzeni, by wydzielić poczekalnię dla chorych z objawami koronawirusa. Inna sprawa, czy tego koronawirusa w ogóle da się w przychodni potwierdzić. - Nie widzę sensu wstępnego badania pacjenta, bo badanie fizykalne nie pozwoli odróżnić grypy od COVID-19. Ono potwierdzi anginę ropną, ale nie odróżni rhinowirusa od koronawirusa - tłumaczy Anna Krzyszowska-Kamińska. 

Jak personel przychodni przygotowuje się na przyjęcie osoby podejrzewanej o zakażenie koronawirusem? Czego spodziewać się, gdy wybieramy się na wizytę do przychodni? Czy jest bezpiecznie? I wreszcie: czy lekarze i pielęgniarki się boją? Posłuchaj reportażu Małgorzaty Waszkiewicz, a o 20 słuchaj w TOK FM audycji Mikrofon TOK FM - właśnie na ten temat!

DOSTĘP PREMIUM