Co dziury w zębach mają wspólnego z sińcami pod oczami? "Nawet dorośli nie zdają sobie z tego sprawy"

- Dostajemy listy od rodzin, że do najbliższego stomatologa mają ileś kilometrów i wizytę z dzieckiem wyznaczono im za dwa lata. Ale czy ząb, w którym rodzic zauważył ubytek, w ogóle jeszcze tam będzie? - mówiła w TOK FM dentystka Emma Kiworkowa, w Światowym Dniu Zdrowia Jamy Ustnej.
Zobacz wideo

4 mln Polaków nie myje zębów, 800 tys. nie ma własnej szczoteczki do zębów, a niemal 91 proc. przedszkolaków ma problemy z próchnicą - dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat stanu naszego uzębienia są przerażające. I niestety od lat nie widać znaczącej poprawy. Choć jak przyznaje lekarz stomatolog Emma Kiworkowa z Fundacji Wiewiórki Julii, która była gościem Macieja Zakrockiego, sytuacja w dużych miastach nieco się poprawia, to im dalej od nich, tym gorzej. Mówi wręcz: "Jest gorzej niż źle".

Od zębów się zaczyna

Emma Kiworkowa, która gościła w TOK FM w Światowym Dniu Zdrowia Jamy Ustnej, przyznała, że nawet dorośli często nie są świadomi tego, jak wielki wpływ na stan naszego zdrowia ma stan naszego uzębienia. - Posiadanie dziur w zębach może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych, nawet zapalenia mięśnia sercowego, obciąża układ moczowy. Dzieci z nieleczonymi zębami często mają sińce pod oczami, są niedotlenione. Gdy są wady zgryzu, dzieci coraz gorzej oddychają wyliczała stomatolożka. 

Ale nie tylko o dzieci tu chodzi. Kiworkowa powołała się również na światowe rankingi dotyczące bezzębia u seniorów - tu również wiedziemy prym. 

Nie słuchasz jeszcze podcastów? To jest dobry moment, żeby zacząć. Dostęp Premium TOK FM w specjalnej ofercie za 1 zł. Sprawdź!

Dwa lata czekania na wizytę

Ekspertka przyznała, że jednym z problemów jest ograniczona dostępność do leczenia stomatologicznego finansowanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Sprawy nie ułatwia fakt, że zgodnie z danymi GUS 15 proc. osób w Polsce cierpi na dentofobię, czyli paraliżujący strach przed wizytą u stomatologa.

O ile w dużych miastach dostępność jest na stosunkowo niezłym poziomie, o tyle na wsiach czy w małych miastach jest znacznie gorzej. - Często dostajemy listy od wielodzietnych rodzin, które piszą, że do stomatologa mają ileś kilometrów, że zapisują się na leczenie za dwa lata. Jak można po dwóch latach mieć nadzieję, że ząb, w którym rodzic zauważył ubytek, w ogóle jeszcze tam będzie? - zastanawiała się dentystka. 

Sprawy nie ułatwiają ograniczenia w finansowaniu leczenia stomatologicznego. - NFZ uważa, że leczenie zębów od trójki do trójki wystarczy, a tych dalszych zębów to człowiek już chyba nie potrzebuje - ironizowała. Jako przykład podała również leczenie ortodontyczne. - Jest ono gwarantowane do takiego wieku, w którym dziecko może, ale jeszcze nie musi go przechodzić. A gdy jako nastolatek wchodzi w skok wzrostowy i gdy wypadałoby zacząć agresywne leczenie ortodontyczne, to okazuje się, że jest już "za stare" na leczenie na NFZ - tłumaczyła. 

Pamiętaj, umyj zęby!

Dentystka przyznaje, że najlepsze, co dla swoich dzieci mogą zrobić rodzice, to świecić przykładem. - Dziecko nie widzi od małego, że rodzice myją zęby, chodzą regularnie do stomatologa. I jeszce się nasłucha w przedszkolu, że to jest straszne i bolesne. To wszystko składa się na bałagan w świadomości i bałagan w edukacji - mówiła Kiworkowa, podkreślając, że jej fundacja skupia się właśnie na edukacji i szerzeniu świadomości. Przyznała, że na pewno dobrze byłoby, gdyby w takie działania, np. dotyczące przedszkoli, zaangażowało się więcej dentystów. Także tych prowadzących prywatne praktyki. 

DOSTĘP PREMIUM