Można oswoić raka? "Nowotwór sporo mi odebrał, ale tez sporo dał. Nowe spojrzenie na świat"

Staram się pokazywać, że mimo tego, iż ta choroba jest bardzo trudnym doświadczeniem, to jednak można przez nią przejść - przekonuje Agnieszka Witkowicz-Matolicz, jedna z autorek książki "Oswoić raka". Dziennikarka sama jest pacjentką onkologiczną.
Zobacz wideo

Książka "Oswoić raka" to cykl wywiadów z pacjentami, którzy usłyszeli nowotworową diagnozę. Jedna z autorek, dziennikarka Agnieszka Witkowicz-Matolicz, główny etap leczenia ma już za sobą. - Staram się pokazywać, że mimo tego, iż ta choroba jest bardzo trudnym doświadczeniem, to jednak można przez nią przejść - przekonuje. I dodaje: "Oczywiście, nie mamy wpływu na rokowania, ale na to, jak podejdziemy do tej choroby już tak". - Nasze podejście może być istotnym elementem całego procesu terapeutycznego. Jeśli mniej będziemy się bać, jeśli zrozumiemy, że nawet w trakcie leczenia onkologicznego można w miarę normalnie żyć, to też inaczej podejdziemy do diagnozy - przekonuje Witkowicz-Matolicz.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Ela: Moja siostra znalazła homeopatkę(...) To ona zrobiła mi pierwszy wlew z witaminy C. Chodziłam do niej dwa miesiące. Ktoś kogoś polecał, po cichu dawał namiar. Rynek terapii alternatywnych jest naprawdę duży i bardzo niebezpieczny. (...) Wierzyliśmy, że chemia i tak mi nie pomoże. W tym przekonaniu utwierdziła nas nie tylko rodzina, ale i jedna z książek.
Przez prawie rok - nim trafiłam na wizytę, dzięki której ostatecznie zaczęłam normalne leczenie - wydaliśmy na niekonwencjonalne terapie koło dwadzieścia siedem tysięcy złotych. Korzystałam z biomedycyny, która obejmowała masowanie piersi, stawianie baniek i oczyszczanie jelit; homeopatii i zastrzyków homeopatycznych, wlewów witaminowych, usług sześciu różnych bioenergoterapeutów, biologii umysłu, refleksologii, zappera, czyli urządzenia, które rzekomo za pomocą prądu usuwa z ciała człowieka pasożyty, bakterie, wirusy(...), a także terapii medycyny kwantowej.

***

Agnieszka Witkowicz-Matolicz przyznaje, że choroba brutalnie wkroczyła w jej życie. - Zachorowałam, gdy miałam 32 lata, rok po tym, gdy zostałam mamą. Kobiety po 30. nie myślą o tym, że mogą zachorować na cokolwiek. Skupiają się na tym, by realizować się zawodowo, rodzinnie. Planowanie ślubu, remontu domu, rodzenia dzieci, ale nie choroby... Wielokrotnie słyszałam, że wszystko będzie dobrze - mówi. I dodaje, że to słowa, które niekoniecznie powinny padać. Bo są sztampowe i powielane przy wielu okazjach. - Lepiej powiedzieć: trzymam kciuki, żeby wszystko było dobrze; będę cię wspierać w procesie leczenia, powiedz, jeśli czegoś potrzebujesz. Dlatego w książce "Oswoić raka" podpowiadamy, co mówić pacjentom onkologicznym, a czego się wystrzegać - podkreśla dziennikarka.

Ola: Zastanawiałam się tylko nad tym, ile potrwa konanie w cierpieniu. Czy to będzie tydzień, miesiąc, pół roku, rok? Nie brałam pod uwagę, że ta historia może się skończyć inaczej (...). Gdy dowiedziałam się o chorobie byłam przykładną laktacyjną terrorystką, karmiłam dwuletnią córeczkę. W piersi pojawił się "zastój" pokarmu, rozmasowując go, wyczułam fasolkę, która jakoś nie chciała zniknąć.
Przewidywałam, że jedyne, co mnie czeka, to trudne leczenie, po którym nastąpi bolesna śmierć. Myślałam tylko o Emilce, bałam się odstawienia córki od piersi. Przekonana, że zaraz rozstaniemy się na zawsze, nie chciałam jej fundować takiego szoku. Bałam się, nie mogłam spać, żałowałam, że kupiłam drogie buty, że wyrzuciłam pieniądze w błoto, bo zaraz umrę i już nie zdążę w nich pochodzić.

***

Reakcja na diagnozę i samo przechodzenie przez chorobę mogą być bardzo różne. - Są dziewczyny, które śmieją się, przychodząc na chemię. Potrafią się przepięknie ubrać, idąc do szpitala. Są różne żarty z lekarzami, z personelem medycznym. Karolina, jedna z moich rozmówczyń, która leczyła się z czerniaka, przyszła do Centrum Onkologii pobrać krew. Pan pielęgniarz, który miał to zrobić, powiedział do niej: "Poproszę panią o rękę". Karolina odpowiedziała "Proszę się spieszyć, bo mamy koronawirusa". Wszystko z humorem - opowiada Witkowicz-Matolicz.

Anna: Ludzie bardzo się boją rozmawiać o śmierci, a ja w tej sytuacji miałam ogromną potrzebę ułożenia pewnych rzeczy, bo nie wiedziałam, jak to się wszystko skończy. (...) Ja miałam poczucie, że to nie kara, po prostu - padło na mnie. Później zaczęłam o raku myśleć w kategoriach ogromnego szczęścia, pierwszy rok po diagnozie był rokiem wdzięczności. Co chwilę cieszyłam się, że żyję, mogę spacerować, gdy świeci słońce, mogę gdzieś wyjechać, mam wspaniałe dziecko i wspaniałego męża. Teraz powoli wracam w normalne tryby, ale ciągle staram się tę wdzięczność w sobie pielęgnować. Ktoś, kto na chwilę został wyjęty z życia i postawiony obok, ma inną perspektywę. Nie uważam, że rak mi coś odebrał, raczej dostałam z nim w pakiecie nowe doświadczenia i nowe spojrzenie na świat, za które jestem wdzięczna.

Fragmenty pochodzą z książki "Oswoić raka. Inspirujące historie i przewodnik po emocjach" autorstwa Agnieszki Witkowicz - Matolicz i Adrianny Sobol. Wydawnictwo Znak Horyzont. Kraków 2020.

DOSTĘP PREMIUM