Kwarantanna a pies. "Jedna osoba mi powiedziała, że to nie problem, że rolnik ma 30 krów i to jest dopiero problem"

Mieszkanka Lublina wraz z całą rodziną trafiła na kwarantannę. Zadzwoniono do niej nagle. Nie miała czasu na załatwienie wielu spraw, w tym zorganizowanie opieki nad psem. Dzwoniła do sanepidu, do ośrodka pomocy rodzinie, a nawet na policję. Jak twierdzi, nigdzie nie znalazła pomocy.
Zobacz wideo

Każdego dnia odnotowujemy bardzo wysokie wyniki, jeśli chodzi o dobowy przyrost zakażonych koronawirusem. W piątek padł rekord (1587 zachorowań), w sobotę było ledwie kilka przypadków mniej. Rośnie nie tylko liczba chorych, lecz także liczba osób przebywających na kwarantannie. Obecnie to blisko 140 tysięcy osób. 

Na kwarantannę trafia się często dość niespodziewanie. Telefon z sanepidu i... musimy zostać w domu. Najczęściej całą rodziną. Takiej sytuacji doświadczyła Elżbieta Niczyporuk, nauczycielka z Lublina. Okazało się, że jej syn był na spotkaniu, na którym była osoba zakażona koronawirusem. W efekcie i syn, i rodzice, i siostra trafili na weekendową kwarantannę.

- Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że jak trzeba, to trzeba. Rozumiem zasady. Ale... - mówi pani Ela. Tak jak wielu z nas ma w domu psa, traktowanego jak członka rodziny. - To żywe zwierzę, przyzwyczajone do tego, że trzy razy dziennie wychodzi na dwór. Nie jestem w stanie mu wytłumaczyć, że dziś czy jutro nie wyjdzie, bo mamy kwarantannę i jeśli z nim wyjdziemy, to grozi nam 30 tysięcy złotych kary. A to niebagatelna kwota - mówi nasza rozmówczyni.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Gdy pies piszczał i chwytał się nogawek spodni swoich właścicieli, bo tak bardzo chciał wyjść, pani Elżbieta zaczęła szukać pomocy. Dzwoniła wszędzie - do sanepidu i do ośrodka pomocy rodzinie. - Słyszałam, że nie są w stanie mi pomóc. Że jak brałam psa, to powinnam przewidzieć, że mogą być problemy. To jakiś absurd. Jedna osoba mi powiedziała, że jeden pies to nie problem - że rolnik, który ma 30 krów, to jest dopiero problem. Ja to oczywiście rozumiem, ale ten brak chęci pomocy mnie rozbroił. Czułam się bezradna, a na co dzień bardzo nie lubię tego uczucia - opowiada nauczycielka.

Gdy ostatecznie - z braku innej koncepcji - zadzwoniła na policję, całkowicie puściły jej nerwy - Po prostu się rozpłakałam. Czułam, że policjant mnie rozumie, ale też nie wiedział, jak mi pomóc - mówi pani Ela. Ostatecznie późnym popołudniem z psem wyszła jedna ze znajomych rodziny. - Oczywiście, mam znajomych i przyjaciół, ale uważam, że nie tak to powinno wyglądać. U mnie chodziło o wyjście z psem, ale może chodzić o samotną osobę, która została bez jedzenia czy bez leków. Na kwarantannę trafiamy z zaskoczenia i naprawdę nie jesteśmy w stanie się do niej przygotować - dodaje nasza rozmówczyni.

Jak to powinno działać?

Andrzej Osipowski, kierownik działu obrony cywilnej i logistyki lubelskiego urzędu wojewódzkiego, odpowiada za kwarantanny mieszkańców Lubelszczyzny. W rozmowie z nami stwierdza, że dziś - po miesiącach z koronawirusem - nie ma zbyt wielu sygnałów, że coś jest nie tak.

Jak mówi, najważniejsze to ściągnąć sobie na telefon obowiązkową aplikację do odbywania kwarantanny domowej. Jedną z jej możliwości jest przekazanie swoich potrzeb życiowych - za pośrednictwem aplikacji - do ośrodka pomocy społecznej. "Dzięki aplikacji potwierdzisz przestrzeganie kwarantanny i miejsce swojego pobytu, sprawnie skontaktujesz się ze służbami odpowiedzialnymi za nadzór nad osobami w kwarantannie, zgłosisz do lokalnego ośrodka pomocy społecznej swoje najpilniejsze potrzeby i masz szybki dostęp do sprawdzonych informacji dotyczących aktualnej sytuacji związanej z koronawirusem" - czytamy na stronie.

Osipowski jest zaskoczony, że w takim mieście jak Lublin pojawił się problem, by pomóc mieszkance w opiece nad psem. - Przez ostatnie miesiące wypracowywaliśmy procedury. Ośrodki pomocy społecznej mają listy wolontariuszy, którzy pomagają. I tak to powinno wyglądać. Należało skontaktować słuchaczkę właśnie z wolontariuszami - tłumaczy nasz rozmówca.

Jak dodaje, sytuacje na kwarantannie bywają różne - konieczność wyjścia z psem, zrobienia zakupów czy kupienia leków, ale też np. naprawienia rury, która akurat pękła. Zawsze powinni starać się pomóc nam pracownicy MOPRu czy MOPSu.

W rozmowie z nami dodaje, że żałuje, iż pani Elżbieta nie zadzwoniła do urzędu wojewódzkiego, do Wydziału Zarządzania Kryzysowego. - Znaleźlibyśmy jakiejś wyjście z sytuacji - mówi. Tyle tylko, że większość z nas chyba w ogóle by o tym nie pomyślała, by przy takiej historii zawracać głowę wojewodzie i jego urzędnikom.

- Nie mam wątpliwości, że system nie działa tak, jak powinien. Państwo kieruje mnie na kwarantannę i - wydaje mi się - powinno mi w tej sytuacji pomóc. A tak się nie stało - podsumowuje nauczycielka z Lublina.

Kiedy trafiamy na kwarantannę i mamy w domu psa, pomocy można poszukać też w mediach społecznościowych. Na Facebooku istnieje specjalna grupa o nazwie "Pies w koronie", gdzie można znaleźć osoby chętne do pomocy w wyprowadzeniu zwierzaka. 

DOSTĘP PREMIUM