Błędy i "bałagan" w diagnozowaniu nowotworów. Wstrząsający raport NIK o kondycji polskiej patomorfologii

9 na 10 wyników badań wykowanych w laboratoriach patomorfologicznych, które trafiają do warszawskiego Centrum Onkologii nie nadaje się do diagnozowania pacjentów. W całym kraju brakuje lekarzy, sprzęt jest przestarzały, laboratoria notorycznie łamią przepisy sanitarne. Raport NIK, który opisuje TOK FM, jasno wskazuje, że problemy onkologii zaczynają się już na etapie diagnozowania.
Zobacz wideo

Patomorfologia to dziedzina medycyny zajmująca się ocenianiem komórek, tkanek i narządów. Jest kluczowa w diagnozowaniu chociażby nowotworów. Najwyższa Izba Kontroli po raz pierwszy wzięła tę sferę pod lupę i publikuje wstrząsający raport, który każe pytać o sens wielu podejmowanych przez lekarzy działań. - W oparciu o badania patomorfologiczne stawiane jest rozpoznanie. To oczywiście ma wpływ na późniejsze leczenie - mówi dyrektor departamentu zdrowia w NIK Piotr Wasilewski i dodaje, że nieprawidłowości pojawiają się praktycznie na każdym etapie kontroli. - Spodziewaliśmy się, że wyniki raportu obnażą jakość w patomorfologii, jednak nie spodziewaliśmy, że jest aż tak źle! - mówi z kolei Joanna Frątczak-Kazana z Fundacji Alivia. 

Fatalna jakość badań

Centrum Onkologii w Warszawie to największa i najbardziej wyspecjalizowana spośród kontrolowanych placówek. Mają personel, sprzęt, porządek w dokumentacji. Niestety mniejsze jednostki nie mają żadnego z tych elementów. Efekt? "90 procent wyników badań histopatologicznych wykonanych w innych podmiotach, zarówno prywatnych jak i publicznych, zawierało opis wyniku badania i rozpoznanie, które nie mogło stanowić podstawy do podjęcia decyzji o sposobie leczenia" - czytamy w raporcie NIK. 

W skrócie oznacza to, że gdyby ci pacjenci nie trafili do Centrum Onkologii, byliby leczeni na podstawie błędnej diagnozy, a czasem nawet braku diagnozy. Okazało się też, że 5 procent próbek, które trafiały do Centrum Onkologii nie nadawało się do badania. Źle zabezpieczono pobrany materiał, użyto złej jakości parafiny albo źle go skrojono w trakcie wcześniejszych badań. - To oznacza, że często nie ma już jak zbadać tego materiału - mówi dyrektor Wasilewski. Co piątemu pacjentowi, który z badaniem histopatologicznym trafił do Centrum Onkologii w Warszawie - po powtórnych badaniach - postawiono zupełnie inną diagnozę albo istotnie zmieniającą rozpoznanie pierwotne.

Jak dowiadujemy się od lekarzy, liczba błędów jest tak duża, że wyspecjalizowane jednostki praktycznie przestały korzystać z badań, z którymi przychodzą pacjenci i robią wszystko od początku.

Dlaczego badania są nieprzydatne?Dlaczego badania są nieprzydatne? NIK

- Do naszej fundacji zgłaszają się pacjenci, którzy mają problemy z prawidłowym i pełnym rozpoznaniem histopatologicznym. Często zmiana lekarza lub ośrodka wiąże się z potrzebą powtórnych badań, a to strata cennego czasu oraz dodatkowe koszty dla systemu - mówi Joanna Frątczak-Kazana z Alivii.

Brud i odpadające tynki

Z kontroli NIK wynika też, że aż 70 procent skontrolowanych placówek łamie przepisy sanitarne. W raporcie czytamy między innymi, że brakuje odpowiednich pomieszczeń - choćby pracowni cytologicznych, a nawet sali wydawania zwłok. "Zastrzeżenia dotyczyły np. znacznego wyeksploatowania podłogi i armatury łazienkowej, brudnych ścian i sufitu, niewydolnej wentylacji" - to tylko kilka przykładów z długiej listy zastrzeżeń kontrolerów.

Pojawiły się również poważne nieprawidłowości dotyczące stosowania szkodliwego dla zdrowia formaldehydu. W ponad połowie kontrolowanych placówek badania jego stężenia wykonywano zbyt rzadko, a jeśli wyniki okazywały się niekorzystne wcale nie badano stężenia częściej. Tym samym oczywiście narażano pracowników na jego toksyczne działanie.

Wycinek 40 dni jechał do lekarza

NIK alarmuje, że opóźnienia w wykonywaniu badań są normą, a często może to mieć wpływ na jakość wyników. Zdaniem kontrolerów niewytłumaczalne są jednak opóźnienia w przekazywaniu materiału do badań. - Zdarzało się, że pobrany od pacjenta materiał wiele dni oczekiwał na dostarczenie do laboratorium. W skrajnym przypadku trafił do badania dopiero po 40 dniach - mówi TOK FM dyrektor Wasilewski z NIK i dodaje, że takie opóźnienia mają wpływ nie tylko na opóźnienia całego procesu leczenia, ale też na jakość diagnozy. Wiąże się to z wpływem formaliny na tkanki pobrane od pacjenta.

Problemem jest też brak wzorów standardowych opisów. Obecnie nic nie reguluje, co taki opis powinien zawierać. Kontrolerzy z NIK relacjonują, że część opisów z którymi mieli do czynienia, ograniczała się do stwierdzenia, że "u pacjenta wykryto nowotwór". To powodowało konieczność powtórzenia badań w innych ośrodkach. 

Jeden lekarz w województwie

Praktycznie w całym kraju brakuje specjalistów z zakresu patomorfologii. Ze statystyk sporządzonych przez NIK wynika, że w Polsce pracuje ich obecnie 599, ale co czwarty praktykuje na Mazowszu. Na drugim biegunie jest Opolszczyzna gdzie pracuje obecnie jeden(!) patomorfolog ze specjalizacją drugiego stopnia. W świętokrzyskim jest ich 15, w województwie warmińsko-mazurskim 8, tyle samo w lubuskim.

Sytuacja może się jeszcze znacząco pogorszyć, bo okazuje się, że 42 procent wszystkich patomorfologów ma ponad 60 lat i albo już weszli w wiek emerytalny, albo lada dzień ten próg osiągną. Przed 50. rokiem życia jest w Polsce niewiele ponad 200 lekarzy tej specjalizacji. - Dostęp do diagnostyki patomorfologicznej zależy w naszym kraju od tego, gdzie pacjent się urodził. To jest przykra konstatacja z tej naszej kontroli - mówi dyrektor Wasilewski z NIK. 

To się po prostu "nie opłaca"

Od lat nie ma w Polsce dodatkowej wyceny badań histopatologicznych. Co to oznacza? Że badanie trzeba wliczać w koszt całej wykonywanej procedury na przykład leczenia onkologicznego pacjenta. - Szpitale wybierają więc najtańsze metody diagnostyczne - mówi dyrektor Wasilewski, a te - jak się łatwo domyślić - często nie są wystarczające.

Efektem braku odrębnej wyceny jest też brak tworzenia pracowni patomorfologicznych przy konkretnych placówkach, bo szpitali po prostu na to nie stać. Wśród kontrolowanych kilkunastu placówek tylko Centrum Onkologii w Warszawie posiadało pełen wachlarz badań patomorfologicznych. 

Większość placówek musi pracować na starym sprzęcie. - 46 procent aparatury miało ponad 10 lat, a mimo to nie dokonywano wszystkich niezbędnych przeglądów technicznych, badań parametrów pracy tej aparatury. To oczywiście też mogło mieć wpływ na jakość wykonywanych badań - mówi Piotr Wasilewski.

Co na to resort zdrowia?

Do raportu odniosło się już Ministerstwo Zdrowia. To ono jest głównym adresatem wszystkich uwag i zastrzeżeń kontrolerów, bo to resort nie zapewnił odpowiednich rozwiązań do poprawy sytuacji. Wiceminister Sławomir Gadomski w swoim stanowisku w zasadzie nie podważa żadnego ustalenia raportu. Zaznacza jednak, że poczyniono już pewne przygotowania do naprawy tej sytuacji, a wdrażany program ma doprowadzić do oddzielnego finansowania badań patomorfologicznych oraz wprowadzenia standardów identycznych dla placówek w całej Polsce.

"Ministerstwo Zdrowia planuje wprowadzenie obowiązkowej akredytacji dla zakładów patomorfologii prowadzących badania finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dotyczy to także laboratoriów zewnętrznych, udzielających świadczeń ze środków płatnika publicznego. Pierwsze akredytacje zakładów patomorfologii są spodziewane na przełomie lat 2021 i 2022" - pisze wiceminister Gadomski.

DOSTĘP PREMIUM