Po 15 października mniej zakażeń koronawirusem? "Nie wiem, na czym prof. Pinkas opiera te optymistyczne prognozy"

Szef GiS twierdzi, że w połowie października liczba nowych przypadków koronawirusa zacznie spadać i choć "będzie stosunkowo duża" to już "nie niepokojąca". W te informacje powątpiewała w TOK FM Małgorzata Solecka, dziennikarka medyczna.
Zobacz wideo

Do 15 października będzie spory wzrost zakażeń w granicach 1000-1500 przypadków dziennie. W kolejnych dnia będziemy mieli spadek. Liczba zachorowań będzie stosunkowo duża, ale nie niepokojąca - powiedział w poniedziałek na antenie Trzeciego Programu Polskiego Radia Główny Inspektor Sanitarny prof. Jarosław Pinkas.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Te słowa zdziwiły Małgorzatę Solecką, dziennikarkę portalu Medycyna Praktyczna i miesięcznika "Służba zdrowia". W piątek i sobotę notowaliśmy ponad 1500 nowych przypadków, w niedzielę i poniedziałek było ich nieco mniej, ale nadal grubo powyżej 1000. – Nie mam pojęcia, na czym prof. Pinkas opiera te optymistyczne prognozy. Startujemy z dość niskiego pułapu, a doświadczenia innych krajów pokazują, że tego wirusa nie da się tak łatwo zdusić. Zwłaszcza, że przestaliśmy w dużej części społeczeństwa w niego wierzyć – oceniła Solecka. Prowadzący program Jakub Janiszewski przypomniał, że w portalu Medycyna Praktyczna ukazała się rozmowa Soleckiej z dr Tadeuszem Jędrzejczykiem, specjalistą w dziedzinie zdrowia publicznego, byłym prezesem NFZ, który prognozuje, że szczyt zachorowań w Polsce osiągniemy dopiero w pierwszym kwartale przyszłego roku. – Wszystko zależy od narastania wskaźnik reprodukcji wirusa, a ten niepokojąco rośnie. To rozstrzygnie się w ciągu najbliższych tygodni – dopowiadała dziennikarka.

Solecka mówiła, że Polacy tęsknią za zwykłą normalnością, sprzed pandemii, ale do powrotu do takiego stanu droga jeszcze daleka. – Zapominamy, że wirus atakuje niezależnie od tego, czy wierzymy w jego istnienie czy nie. Musimy nauczyć się żyć z pewnymi ograniczeniami. Dla naszego zdrowia psychicznego byłoby najlepiej, żeby większość społeczeństwa przyzwyczaiła się, że ograniczenia zostaną z nami długo, nawet jak pojawi się szczepionka. Jednak wiadomo, że połowy społeczeństwa nie da się zaszczepić na raz, a dopiero wyszczepialność powyżej 50 procent może powstrzymać wirusa – przekonywała gościni TOK FM.

Patomorfologia to skrajnie nieatrakcyjna dziedzina

Solecka odnosiła się też do druzgocącego raportu NIK, który opisywaliśmy w TOK FM, na temat patomorfologii. Wynika z niego m.in., że 9 na 10 wyników badań wykowanych w laboratoriach patomorfologicznych, które trafiają do warszawskiego Centrum Onkologii nie nadaje się do diagnozowania pacjentów, a w całym kraju brakuje lekarzy, sprzęt jest przestarzały i laboratoria notorycznie łamią przepisy sanitarne. – Patomorfologia jest w trochę gorszym stanie niż reszta medycyny. Znaczenie tej mizerii rośnie ze względu na coraz większa liczbę pacjentów onkologicznych – mówiła dziennikarka miesięcznika „Służby Zdrowia”.

Podkreślała, że młody medycy nie garną się do tej specjalizacji, bo jest skrajnie nieatrakcyjna. – Zarobki są bliżej przeciętnej. Do tego patomorfolog nie ma dużych możliwości do uprawiania tej gałęzi medycyny poza jednym, czy dwoma miejscami pracy. Nie otworzy sobie prywatnego gabinetu – oceniła Solecka. Wskazywała, że finansowanie patomorfologii powinna być zreformowane. – Apelują o to nie tylko ci specjaliści, ale też onkolodzy, którzy zauważają problem. Oni postulują, żeby płatnik osobno finansował pracę patomorfologów, diagnostykę, aby nie była ona częścią wyceny świadczenia onkologicznego. To na tym ci specjaliści tracą. Jeśli diagnoza byłaby szybsza i dokładniejsza, to wielu pacjentów miałoby szanse na lepsze terapie – komentowała Solecka.

DOSTĘP PREMIUM